Też tak macie? Czy te 5-10 godzin dla gier akcji nie jest złotym środkiem, o ile rzecz jasna gra zostanie dobrze zaprojektowana? Na Zagraconych Cubituss zdaje się myśleć podobnie.
Czemu zatem tak cholernie narzekamy na te wszystkie zbyt krótkie gry, skoro przed przeciętnym filmem spędza się trzykrotnie mniej czasu niż przed grą? Odpowiedź jest jedna - to przyzwyczajenie. U zarania dziejów gry były "nieskończone”. W nieskończoność można było odbijać piłeczkę w Pongu, przechodzić Asteroids albo spuszczać łomot czarnemu/białemu szpiegowi w Spy vs Spy. Gdy gry - w sumie nawet nie umiem powiedzieć kiedy to się stało - nagle dostały fabuły, to to stare przyzwyczajenie pod tytułem "a ja tu bym jeszcze chciał dorzucić raz złotówkę i jeszcze trochę pograć” z niewiadomych przyczyn zostało na miejscu.Cały czas wraca mi tu przykład Call of Duty 4, które wydawało się mieć idealną długość i intensywność rozgrywki, bez sztucznych utrudnień i rozwadniania historii. Dobrym rozwiązaniem są też gry epizodyczne, ale jak na razie chyba nikomu dobrze się ich nie udało zrobić. A Waszym zdaniem? Gry są za krótkie, za długie? Czy może mają teraz idealną długość? Oczywiście mowa tu o tych z fabułą.