Tym razem dostaliśmy zaledwie trzy odcinki i przyznam, że mnie osobiście to trochę rozczarowało. Poprzednie sezony nas mocno rozpieściły jeśli chodzi o liczbę odcinku, dlatego teraz powrót do mniejszej liczby epizodów troszkę boli. Ale mniejsza o to. Ważniejsze, że najnowszy sezon „Czarnego lustra” to już nie jest do końca to samo.Poprzedni sezon skradł moje serce. Było w nim tak wiele tak odmiennych odcinków, spośród których każdy wchodził w grę z konwencją na swój własny sposób. Bardzo podobał mi się „Twardogłowy”, który wyróżniał się pod wieloma względami, zachowując jednak atmosferę serii. Do dzisiaj zapamiętałam też opowieść o lekarzu, który czerpał satysfakcję seksualną z odczuwania bólu - mroziła krew w żyłach chyba bardziej niż cokolwiek, co kiedykolwiek widziałam. Chyba nawet ciężko mi było po niej zasnąć.Albo cofnijmy się jeszcze bardziej. Pamiętacie odcinek o kobiecie, która nie mogła się pogodzić ze stratą męża? Czy też ten, w którym żołnierz zabijał nieświadomie niewinnych cywili? Albo ten z kobietą, której pamięć resetowano wciąż i wciąż w strasznej pętli w ramach kary? Czy może ten kameralnym dramatem małżeństwa uwikłanego w zdradę? Albo z nastoletnim pedofilem?Gdy sięgam myślami wstecz i wspominam, jak się czułam w trakcie oglądania tamtych odcinków, przypominam sobie, że pozostawiały we mnie tak ciężkie, gęste, przykre uczucia, że musiałam sobie wręcz dawkować seanse. „Czarne lustro” miało w sobie coś wyjątkowego, bo nie realizowało tradycyjnej formuły fabularnej i nie oferowało widzowi katharsis. Ono widza brało i tłamsiło. Przygniatało ciężarem wątków o bardzo grubym kalibrze. Na koniec nie dostawaliśmy dobrego zakończenia; nie podsuwano nam pod nos wygodnego rozwiązania wątków, które przyniosłoby spokój i ciepłą satysfakcję. Postaci rzadko kiedy pozostawialiśmy jako pogodzone ze swym losem. Ich życie często było skazane na bezsensowne cierpienie. Włączając kolejny odcinek „Czarnego lustra” wiedzieliśmy, że ta historia nie skończy się dobrze.Rozwodzę się nad tym tak długo, żeby móc lepiej zobrazować to, czego nowemu sezonowi brakuje. Po bardzo średnim "Bandersnatchu" trochę się obawiałam jakości najnowszego sezonu i cóż… Sama nawet nie do końca wiem, co o nim myśleć.To wciąż bardzo dobry serial. Występują w nim świetni aktorzy, ogląda się go ze sporym zainteresowaniem. Ale czy z napięciem?