W pojedynkach wzrasta rola bonusowych przedmiotów, które możemy zabrać ze sobą do bitki, a "klikać" gryzonia czy ekran trzeba jeszcze szybciej, bo starcie może zależeć tu dosłownie od rozegrania pierwszych sekund. To już chyba nie dla mnie - nigdy nie byłem dobry w strategiczne multi i w Crush Your Enemies też póki co wszyscy łoją mi skórę.Ostatnim elementem, o którym chciałbym wspomnieć przy okazji tej gry jest jej swojskość. Próby śledzenia fabuły odpuściłem szybko, widząc, że przygoda to po prostu radosne miażdżenie wrogów we wioskach, wzbogacana o dialogi pomiędzy barbarzyńcami i ich wrogami. Czasem autentycznie się obśmiałem, innym razem musiałem sobie już darować gęganie postaci na ekranie i przejść prosto do akcji. Ale mimo wszystko autorom należy się kufel chłodnego pszenicznego za wzbogacenie ekranów ładowania czy pauzy swojskimi treściami, dalekimi od standardowego napisu "loading".Czuć, że to swoje chłopy lubiące puścić do gracza oko i mające duży dystans do swojej gry. To też sprawia, że w chwilach nudy łapa sama wędruje po tablet. Wściekle żałuję tylko, że - przynajmniej w mojej wersji - polskie ogonki powodują, że teksty wyglądają, jakby same wypiły o jednego za dużo. Niby nic wielkiego, ale po prostu źle się na to patrzy. Z samą grą rzecz ma się inaczej. Dopóki na czterech polach obok siebie nie tłuką się cztery oddziały, pixelart cieszy tu oczy i nie przeszkadza czytelności rozgrywki. Uszy cieszy zaś muzyka Marcina Przybyłowicza, która odpowiednio zagrzewa do walki.Podchodziłem do Crush Your Enemies z lekkim dystansem. Rzadko gram na tablecie w coś dłużej, bo bardzo łatwo tu o rozproszenie nowym mailem czy wiadomością na FB. Wiele gier odpada już na etapie wygody interfejsu. Między innymi właśnie dlatego chciałem sprawdzić właśnie tę wersję i cóż - wciągnęło. Mimo, że na obrazkach wygląda jak skrzyżowanie Polan z Warcabami, okazało się, że to nie płyciutkie klikadło, a żwawy, zachęcający do agresywnych manewrów koncentrat akcji, które 20 lat temu zwykłe wieńczyły RTS-owe misje.Treść dobrze współgra tu z formą mini-strategii a kombinować nie tylko można, ale później wręcz należy. Nowego C&C czy Warcrafta nie zastąpi, ale bez wątpienia skradnie kilka godzin fanom RTS-ów. I to niezależnie od doświadczenia z gatunkiem.