Jest co prawda system szybkiej podróży pomiędzy odblokowanymi podczas zabawy punktami kontrolnymi, ale z kolei ten nie działa w trakcie walki – a gra jako zwarcie traktuje nawet pojawienie się na skraju radaru nieinteresującego się graczem oponenta. Problem ten dużo szybciej rozwiązuje... śmierć. To absurd, że połowę zgonów w grze poniosłem dobrowolnie, aby tylko nie męczyć się z szukaniem ustronnego miejsca do skorzystania z szybkiej podróży albo nasłanym na mnie w ramach urozmaicenia oddziałem oponentów (takie tam sobie losowe „urozmaicenie zabawy”). Dla świętego spokoju lepiej czasem skoczyć z wysokiej wieży lub po prostu odłożyć pada i dać się zlikwidować.Obiecywałem jednak we wstępie, że za coś Crackdowna 3 jednak pochwalę. I będą to walki... Kiedy już uporamy się z fatalną strukturą świata, zauważymy, że komuś naprawdę chciało się tu posiedzieć nad strzelaninami. Masa rodzajów broni, obecność dasha, ataki z piąchy, wreszcie milion różnych typów granatów, z leczącymi włącznie, a do tego dość sporo rodzajów przeciwników i nawet możliwość zastąpienia funkcji przycelowania blokadą kamery, co może i rozleniwia, ale napędza dynamikę... Strzelaniny w Crackdownie 3 są naprawdę soczyste i zwyczajnie micha się cieszy na widok kolejnych eksplozji. I wtedy najczęściej myślałem sobie „ech, a mogła być z tego taka dobra gra”...Oprócz kampanii mamy też tryb multiplayer, dostępny za pośrednictwem osobnego klienta o nazwie Wrecking Zone. Taki podział to dobra decyzja Microsoftu, bo chociaż można z góry zrezygnować z jego pobierania i zaoszczędzić nieco czasu/transferu. O ile jeszcze kampanię można od biedy ograć w coopie, tak tutaj silne jest poczucie obcowania z wczesną betą... W trybie sieciowym gramy 5 na 5 i już na start otrzymujemy agenta z kompletem zdolności, dzięki czemu można wreszcie poczuć radość z nieskrępowanego fikania po wieżowcach i postrzelać do innych, czyniących podobnie jak my.Początkowy fun z rozgrywki to kolejny dowód na to, że w Crackdownie 3 jest gdzieś ukryty niezły fundament. Cóż jednak z tego, skoro ponownie brakuje tu jakichkolwiek elementów, mogących utrzymać gracza na dłużej. W zasadzie jedynym urozmaiceniem jest możliwość rozwalenia niektórych elementów otoczenia, ale i tu deklaracje Microsoftu o tym, że będzie to jakoś strasznie zaawansowane można włożyć między bajki.Mapka do trybu sieciowego to po prostu bezbarwny, zawieszony w nicości zestaw budynków, wyglądający jak sklecony na kolanie w 15 minut, aby coś było. Generalnie poczucie nijakości jest w trybie sieciowym dojmujące – ma się wrażenie obcowania z jakimś wewnątrzfirmowym demkiem, stworzonym celem sprawdzenia czy mechanika „siedzi”. No i tutaj akurat siedzi (głównie dzięki dodaniu swego rodzaju trampolin, wybijających nas ponad wieżowce), ale co dalej? Już teraz trudno nawet o komplet chętnych do zabawy w agentów i „tych złych”, a po skończeniu meczu od razu lądujemy w lobby. Poważnie, Wrecking Zone nawet w ten sposób nie próbuje nas zachęcić do zagrania kolejnego meczu.Trudno jednak rzec, żebym był zawiedziony. Zgłaszając się do recenzji Crackdowna 3 nie oczekiwałem po nim wiele. To tytuł, który stał się ofiarą tego, że obecna generacja mocno przyczyniła się do rozwoju sandboksów i nawet od symulatora rozwałki oczekujemy dziś już trochę więcej, jakiejś cechy charakterystycznej, choćby pojedynczej specyficznej broni, która sprawiłaby, że nieco bardziej mógłbym przymknąć oko na liczne błędy projektowe.