Gra jest tak nieoryginalna, że twórcy nie byli nawet w stanie wpaść na unikatowy tytuł. Taki, który po wpisaniu w Google'a nie będzie zwracać dziesiątków wyników kompletnie niezwiązanych z grą. Nazwali głównego bohatera „Kobalt”, jak pierwiastek mineralny. To najlepsze, co byli w stanie wymyślić. Na tym skończyła się ich kreatywność. W tym momencie usiedli i powiedzieli „tak, to świetny tytuł dla naszej gry, zachęcający, intrygujący i dający do zrozumienia, o czym ona jest”. Zachęcający i intrygujący jak kawałek skały. Zresztą, bez obrazy dla geologów - z pewnością istnieją kawałki skały znacznie bardziej interesujące od tej gry.Ale Cobalt działa, oczywiście, że działa, bo trzeba by nadzwyczajnych umiejętności, żeby w 2016 roku zrobić platformówkę, w którą nie da się grać. To byłoby przynajmniej ciekawe! To byłoby interesujące, to mogłoby nam coś dać, czegoś nas nauczyć! Ale nie. Cobalt to absolutne dno przeciętności, gra równie ekscytująca jak twaróg na śniadanie.Jest. Istnieje. Da się w nią grać. Ani nikogo nie zachwyci, ani nie urazi. Po godzinie od kontaktu z nią nie pomyślicie o niej ani razu. Nie będziecie jej analizować, zastanawiać się nad nią, bo nie ma tu kompletnie nic ciekawego. Bardziej zajmujące sposoby na spędzenie wolnego czasu można wymyślić z użyciem karki papieru, spinacza, trzech śrubek i sprężyny.Twórcy oczywiście chcą, byście grali w Cobalta ze znajomymi, pojedynkując się z nimi za pomocą gamy tych kompletnie nieciekawych postaci, strzelając do siebie z użyciem arsenału pozbawionych jakiegokolwiek polotu, standardowych do obrzydzenia broni.