Kod, który sprawdziliśmy, pochodził z Corsy w fazie alfa, więc czasami zgrzytał. Przy uszkodzeniu samochodu obraz się glitchował albo animacja łapała delikatną zadyszkę (docelowo całość na konsolach ma śmigać w pełnym HD i sześćdziesięciu klatkach). Niemożliwym było również zmienienie warunków atmosferycznych czy liczby oponentów na trasie. Ograłem zatem delikatnie upośledzone demo. Trzy pojazdy do sprawdzenia (w tym ekskluzywne dla produkcji Kunos Ferrari FXX K) oraz dwa tory (Barcelona, Spa Francorchamps) to nic nawet przy wersji dostępnej już na Steamie. Ale w sam raz na pierwszy kęs.Jak się jeździ? Wnioskując po inicjacyjnych dwóch godzinach – bardzo dobrze. Czuć rzeczywistą różnicę między samochodami różnych marek, każdego trzeba się uczyć od podstaw, to nie tylko marketingowy bełkot. Gdy spróbowałem ruszyć z kopyta McLarenem, ten całkowicie odmówił posłuszeństwa i wpadł w paskudny poślizg. Pozbawione kontroli trakcji Ferrari sprawia problem przy byle zakręcie. Z kolei zdecydowanie mniej „super” Audi w porównaniu do powyższych bestii prowadzi się jak auto ze szkółki jazdy, długo hamując przed gwałtowniejszymi zrywami, by zaliczyć je podręcznikowym łukiem.Żadnym pojazdem nie wyciągnąłem satysfakcjonującego mnie czasu na torach, które zdążyłem przecież wstępnie zapamiętać. Ale czułem, że można było jechać dużo lepiej – to wystarczający wyznacznik potencjału Assetto Corsy. Analogicznie do Project CARS czy choćby Dirt Rally, próg jest po prostu bardzo wysoki i pierwsze dni zabawy pełną wersją gry poświęci się zapewne ogarnięciu jego wymagań. Nie ma mowy o cofaniu czasu po brzydkiej zagrywce. Niemniej bogaty wachlarz asyst, jakie zaproponuje włoski tytuł, powinien stanowić wystarczającą podpórkę dla osób pragnących nie tylko realizmu, ale i optymalnej przyjemności z wieczoru przy konsoli. Stopniowe ich wyłączanie, które ja z trudem przerobiłem w wersji instant, będzie raczej naturalną decyzją.Warci odnotowania są wirtualni przeciwnicy w normalnych wyścigach. Gry symulacyjne bardzo często karmią nas widokiem łańcuszka statystów, z którego nikt nie ma nawet ochoty na chwilę wyskoczyć. Jakie zatem było moje zdziwienie, gdy panowie przede mną rozpraszali się na prostych, by podskoczyć o kilka pozycji, albo wykorzystywali nawzajem podczas zakrętów. Ba – gdy postanawiali sobie zakręt ryzykownie ściąć. To kwestia, do której z pewnością powrócę w recenzji, ale o której warto zapamiętać. Bo jeśli Assetto Corsa może mieć znośną sztuczną inteligencję, to Gran Turismo nie doczeka się żadnej litości, o ile nic w temacie nie zmieni.