Civilization VI – Recenzja. Nowe szaty królowej strategii

Strona głównaCivilization VI – Recenzja. Nowe szaty królowej strategii
28.10.2016 15:20
Civilization VI – Recenzja. Nowe szaty królowej strategii
Maciej Kowalik
Maciej Kowalik

Jeszcze tylko jedna tura...

25 lat od premiery pierwszej Cywilizacji, strategia turowa stworzona przez Sida Meiera nie tylko wciąż bawi, ale nadal potrafi zaskakiwać. Jej najnowsza odsłona kontynuuje sprawdzoną formułę, którą udoskonalają nowe rozwiązania w rozgrywce. W sam raz na długie zimowe wieczory.

Platformy: PC

Producent: Firaxis Games

Wydawca: 2K

Dystrybutor: Cenega

PEGI: 12

Data premiery: 21.10.2016

Wymagania:  Intel Core i3 2.5 Ghz / AMD Phenom II 2.6 Ghz, 4GB RAM, minimum AMD 5570 / nVidia 450 z 1GB pamięci.

Grę do recenzji udostępnił sklep Games Republic. Screeny pochodzą od redakcji.

Nie będę nikogo trzymał w niepewności, tym bardziej że tą recenzję czytacie kilka dni po premierze i pewnie natrafiliście już w sieci na sporo komentarzy na temat Civilization VI. To wyśmienita strategia, która zachwyci fanów serii oraz bez reszty wciągnie nowych adeptów sztuki światowej dominacji. Spędzicie przy niej długie wieczory, zupełnie jak ja, co chwilę powtarzając jak mantrę: „jeszcze tylko jedna tura”. A że żadna recenzja Cywilizacji nie może się obyć bez przywołania tegoż syndromu, to wolałem zrobić to już na wstępie, by dalej po prostu skupić się na opisywaniu moich przygód z „szóstką”.

Żeby formalności stało się zadość: pierwszą Cywilizację wydano w 1991 roku, od ostatniej pełnej odsłony (nie licząc wersji mobilnych oraz skoku w bok w postaci Civilization: Beyond Earth z 2014 roku) minęło aż sześć lat, a jeśli jesteś jednym z nielicznych, wychowanych pod kamieniem osób, które nie wiedzą, kim jest Sid Meier i jakie znacznie ma dla branży gier, to… na Boga, użyj Wikipedii. Uff, teraz już naprawdę możemy pomówić o tym, co najważniejsze, czyli historii tego, jak zostałem władcą całego znanego nam świata.W porównaniu do ostatniej odsłony serii, Civilization VI wprowadza kilka istotnych zmian w rozgrywce, pozostając w ten sposób w zgodzie z zasadą tworzenia sequeli ukutą przez Sida Meiera. Wyraża ją schemat 33/33/33, gdzie 33% gry to dobrze znane rozwiązania, 33% to ulepszenia znanych systemów, zaś pozostałe 33% to nowe rozwiązania i innowacje. Brakujący 1% to pewnie patche…To, co dobrze znamy, to oczywiście sama idea gry i jej zasady. Przewodzimy więc jednej z 19 cywilizacji, rozwijając ją od czasów starożytnych aż po loty w kosmos. W międzyczasie zakładamy i rozbudowujemy miasta, prowadzimy badania, zawieramy sojusze, czy walczymy z naszą konkurencją. Celem jest osiągnięcie jednego z pięciu warunków zwycięstwa – na punkty, przez dominację militarną, kulturalnego, naukowego, lub religijnego (to nowość, ale o religii więcej za chwilę).

W kategorii ulepszeń znanych systemów na pierwszy plan wysuwa się podział dotychczasowego drzewka badań na dwa osobne – jedno dedykowane nauce i technologiom, drugie zaś rozwojowi idei oraz kultury. To rozwiązanie tak naturalne i oczywiste, że grając ma się wrażenie, jakby w serii było obecne od zawsze. Z drugiej zaś strony prowadzenie projektów w dwóch dziedzinach jednocześnie napędza nieco tempo rozgrywki, szybciej dając graczowi większe możliwości zarządzania swoim państwem, sięgania po nowe technologie, budynki, ulepszenia, nowocześniejsze wojska, czy bardziej zaawansowane systemy polityczne.W odblokowywaniu nowych technologii oraz idei dodatkowo pomagają Eureki, czyli „momenty chwały”. Każde ulepszenie możemy przyśpieszyć wykonując coś w rodzaju misji dodatkowej, np. zakładając trzy szlaki handlowe lub produkując dwa oddziały danego typu. To mały detal, ale sprawia że rozgrywka staje się bardziej różnorodna. Ten cel przyświecał zresztą większości nowych rozwiązań w Civilization VI.

Jedną z najważniejszych nowości jest wyprowadzenie większości budynków poza centra miast. Większość z nich była dotychczas niewidoczna lub tylko symbolicznie przedstawiona na tle gęstej linii budynków zajmujących centralny heks wśród pól z farmami i kopalniami. W „szóstce” na kontrolowanych przez nas obszarach stawiamy specjalistyczne dzielnice, dopiero w nich natomiast poszczególne budynki. Bez dzielnicy wojskowej nie postawimy koszar by przyśpieszyć rekrutację wojsk i wzmocnić nowych rekrutów. Dzielnica przemysłowa napędza tempo produkcji, kampus przyśpiesza badania naukowe, podczas gdy dzielnice kulturalne i rozrywkowe przyciągają do nas turystów. Wraz z postępami w grze odblokowujemy kolejne dzielnice, np. z kosmodromem. Poszczególne frakcje mają też swoje unikatowe obszary, jak chociażby rzymska dzielnica z akweduktem, która znacznie polepsza warunki życia mieszkańców i ich zadowolenie.Wśród dzielnic do wybudowania znajduje się również dystrykt świątynny, szczególnie ważny, jeśli chcemy odnieść zwycięstwo religijne. W Civilization VI możemy przyjąć jedną ze znanych religii lub założyć własną, by następnie szerzyć ją wśród innych nacji za pośrednictwem misjonarzy, apostołów, inkwizytorów, a nawet wojen religijnych.Zabawy z religią do najłatwiejszych nie należą (nawracać musimy każde miasto z osobna), ale lepiej się w nie zaangażować niż zignorować. Na późnym etapie jednej z kampanii przekonałem się o tym w bolesny sposób. Nie zdążyłem założyć własnej religii (ich liczba jest ograniczona, mniejsza niż liczba graczy), przez co byłem skazany na bierne obserwowanie jak mój przeciwnik zjednywał sobie wyznawców w moich miastach, pnąc się do zwycięstwa religijnego. Jedyne, co mogłem wtedy zrobić, to tworzyć misjonarzy w osadach, które miały inne wyznanie i starać się neutralizować jego działania. Tym samym wspierałem jednak „właściciela” tej innej religii w jego dążeniu do zwycięstwa. Można więc powiedzieć, że z religią w Civilization VI jest jak tą w prawdziwym życiu – lepiej w coś wierzyć i się rozczarować, niż nie wierzyć i później żałować.

Tak samo nie warto ignorować militarnego aspektu gry. Nawet jeśli skupiamy się na nauce lub kulturze, to kilka dobrze wyposażonych oddziałów rozstawionych w kilku miastach nigdy nie zaszkodzi. A może wręcz pomóc, gdy jeden z graczy postanowi powstrzymać nasze pokojowe dążenia siłą. To działa zresztą w dwie strony. Gdy zauważyłem, że mój sąsiad również zaczął inwestować w rozwój naukowy i opracowywać misje załogowe w kosmos (jeden z warunków zwycięstwa naukowego), to odnalazłem jego kosmodrom, wysłałem kilka oddziałów i szybko splądrowałem, by spowolnić jego wysiłki.To jedna z dodatkowych zalet obecności dzielnic na mapie – nie trzeba oblegać centrum, by uszkodzić niektóre z budynków, wystarczy napaść na odpowiednie pole. W przypadku wojskowości warto jeszcze wiedzieć, że Civilization VI daje nam również (ograniczoną) możliwość łączenia ze sobą jednostek o tej samej specjalizacji – po odblokowaniu odpowiedniego ulepszenia możemy je formować w korpusy, zwiększając tym samym ich siłę na polu walki. To spory krok naprzód w porównaniu ze wzajemnym blokowaniem sobie drogi przez zbyt liczne armie, co było jedną z największych uciążliwości w Civilization V.Nie będę udawał, że „przeszedłem” Civilization VI, bo tego typu gry nie da się tak po prostu zaliczyć i zapomnieć. Ogromna liczba mutacji świata, warunków rozgrywki, wreszcie aż 19 grywalnych nacji, każda ze swoimi zaletami, wadami, perkami oraz jednostkami specjalnymi – to wszystko sprawia, że w Cywilizację można grać latami i nadal odkrywać coś nowego. Po kilkudziesięciu godzinach z grą, mam jednak wrażenie, że poznałem ją na tyle, by podzielić się różnymi spostrzeżeniami.

W pierwszej kampanii, jaką rozegrałem na małej mapie z czterema przeciwnikami, zwycięstwo przed dominację militarną udało mi się osiągnąć w zaledwie kilka godzin. Zarówno badania naukowe, jak i ideowe podporządkowałem wojsku, a w dzielnicach militarnych moich miast stawiałem kolejne baraki i akademie sztuki wojennej. Grałem Rzymem, więc na podorędziu miałem również unikatowe dla tej frakcji jednostki legionistów, które chociaż pochodziły z epoki starożytnej, to również później dobrze radziły sobie z bardziej nowoczesnym przeciwnikiem.Tamtą partię rozgrywałem na poziomie trudności Księcia (czwarty stopień z ośmiu) i chociaż dobrze nadawał się on do zapoznania ze wszystkimi nowymi systemami gry, to sam w sobie nie stanowił jakiegoś wielkiego wyzwania. Grało mi się po prostu przyjemnie, w oczy kuła jednak bierność AI, praktycznie eliminująca jakąkolwiek dyplomację z gry. Pokój albo wojna – żadnymi innymi opcjami, jak sojusze, handel, czy wymiana wiedzy, moi komputerowi adwersarze nie byli zainteresowani. Wystarczyło jednak, że w kolejnej kampanii wybrałem poziom Króla (piąty), by dodać mojej rozgrywce nieco kolorytu.Zobacz let's play youtubera LookasHowToWipe, jednego z zrzeszonych w PolyTube twórców.Prowadziłem już bardzo bogatą wymianę dyplomatyczną z praktycznie wszystkimi napotkanymi frakcjami. Sojusze z Niemcami i Spartą zapewniły mi względne bezpieczeństwo militarne i pozwoliły skupić na nauce oraz kulturze, w których to dziedzinach ścigałem się z Hiszpanią – bardzo przebiegłą frakcją, która bez przerwy próbowała wykradać moje wynalazki przy użyciu szpiegów. Chiny z kolei, co rusz potępiały moje postępowanie obruszając się, że posiadam za dużą liczbę cudów świata wybudowanych w swoich miastach. Doprowadziło to nawet do wojny, w której przydało się te kilka nowoczesnych oddziałów, które trzymałem w pogotowiu.Co ciekawe, za każdym razem, gdy przemieszczałem moje wojska, rodziło to zdecydowaną reakcję Niemiec, które musiałem uspakajać i zapewniać o trwałości naszego sojuszu. Ten zresztą i tak skończył się fatalnie, kiedy germanie zamiast zwycięstwa przez dominację, w którym brylowali, zaczęli przeganiać moje wysiłki w wysłaniu ludzi w kosmos… Takie przygody i intrygi zawsze były największą zaletą Cywilizacji, nawet jeśli część historii dopowiada nam własna wyobraźnia. W połączeniu z ogromnymi możliwościami rozbudowy, prowadzenia badań, szerzenia religii, czy toczenia wojen, seria ta nieprzerwanie od 25 lat wciąga bez reszty i co turę wylewa na graczy kolejne wiadra miodności. Nie inaczej jest z Civilization VI, w której zakochałem się już po kilku turach i z którą zostanę pewnie bardzo długo.Uważny czytelnik zauważył już pewnie, że nie mam praktycznie żadnych krytycznych uwag względem rozgrywki w Civilization VI. To po prostu perfekcyjna gra strategiczna, której nowe elementy zwiększają grywalność, chociażby poprzez opcjonalne zadania. Nawet po początkowych złych wrażeniach z biernością AI nabrałem przekonania, że na niższych poziomach trudności jest ona wręcz wskazana, by gracze po prostu dobrze się bawili – Ci chcący wyzwania powinni za to podwyższyć trudność i nie będą wtedy zawiedzeni, bo najwyższe poziomy dają mocny wycisk.Jest tylko jeden element Civilization VI, który nie przypadł mi do gustu. Grafika. Jasne, modele miast, jednostki, ich animacje, efekty pogodowe i zniszczenia, jeszcze nigdy w serii nie były tak ładne. W wielu miejscach oprawa graficzna przekracza jednak tą cienką granicę pomiędzy umownością oprawy typową dla Cywilizacji a zwykłą infantylnością – jest za kolorowa, kiczowato, nieco zbyt dziecinnie.

Co innego interfejs – panele informacyjne, okna ze statystykami, do zarządzania ustrojem, czy wierzeniami. Te są po prostu brzydkie – kanciaste, pozbawione ozdobników, za bardzo przypominają antyczne systemy operacyjne, gdzie nakreślenie prostych linii było najlepszych sposobem na oszczędzanie mocy obliczeniowej. W porównaniu z Civilization V, interfejs „szóstki” wydaje się krokiem wstecz. Zarówno pod względem efektowności wizualnej, jak i zwykłej czytelności – wiele danych oraz opcji jest słabo czytelnych lub trudnych do zauważenia.Tak naprawdę jednak wystarczy rozegrać kilkaset tur, by całkowicie przestać zauważać te mankamenty. Nawet jeśli nieco brzydko ubrana, to Cywilizacja jest królową strategii, którą każdy poddany pokocha bezgranicznie. Warto spróbować, a nawet Trzeba.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (19)