...a teraz słuchajcie, co szycha z europejskiego oddziału firmy powiedziała w rozmowie z GameIndustry:
To, moi drodzy, nazywa się białymi kłamstewkami. Marketingowym nawijaniem makaronu na uszy. Oczywiście, że takiej firmie zależy na tym, by gra sprzedawała się CIĄGLE. Ale gdyby Resident Evil VII całkowicie wtopił, na pewno przekreśliłby nowy kierunek serii. Ba, nawet nie wtapiając, powodował długo gorzkie komentarze Japończyków. Gdyby ostatni Monster Hunter nie okazał się gigantycznym hitem, marka znowu rozwijałaby się na zachodzie metodą „później, mniej, wolniej, na małe platformy”. Premierowa wersja Street Fightera z kolei nawet nie ukrywała, że nie została dokończona. Gdyby wreszcie DmC było hitem, następną odsłoną serii byłoby DmC 2, a nie prawdziwa "piątka".
Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę mówić, że walka o przyjazny image w mediach jest bez sensu. Ale nie róbmy z takich wypowiedzi wielkiego sygnału, że od teraz Capcom będzie wydawał tylko idealne rzeczy. Łączmy kropki. Ja ten cytat interpretuję w taki sposób, że mam być spokojny o nadchodzący remake Resident Evil 2. Że mimo powrotu do kamery zza pleców, pozycja nie odpuści dusznego klimatu fantastycznej „siódemki”. Że nie przekreśla poprzedniej odsłony, nawet jeśli nie sprzedała się tak, jak "wybuchowa" "szóstka".