Jest... fajnie. Nie lubię tej myśli. "Fajnie" to w pisaniu o grach najniższy mianownik odczywanej frajdy. Surowy. Świadczy o braku argumentów do rozbudowania myśli i nie jest to przypadek, że w przypadku Call of Duty WWII trudno wyjść ponad to.Beta jest skąpa w zawartość, nawet jeśli idzie o rodzaje dostępnego uzbrojenia. Może w kolejnym etapie dojdzie więcej zabawek. Choć ja i tak do szczęścia nie potrzebuję nic więcej niż M1 Garand z odblokowanymi poziomami broni (w becie wpadają szybciutko), perkami szybszego przeładowania, celownika i sprawniejszego podnoszenia broni do oka. Uwielbiam tę broń. Napisałbym, że dzięki niej czuję się na frontach 2WŚ jak w domu, gdyby nie brzmiało to tak fatalnie.Ale w Call of Duty WWII każdy, kto zna serię sprzed jej futurystycznych odlotów, naprawdę poczuje się jak w domu. Beta pokazuje, że mówiąc o powrocie do korzeni, autorzy mieli na myśli pozbycie się sporej części balastu, którym Call of Duty obrosło przez lata. Nie mam tu na myśli tylko wyrzucenia egzoszkieletów na śmietnik i brak odrzutowych plecaków. W pełnej wersji na pewno wrócą pstrokate elementy dekoracyjne, których w becie nam oszczędzono. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby reszta pozostała podobnie... ja powiem "prosta", ktoś inny - "archaiczna".Patrzę na wybór dywizji (zastąpił klasy, ale wydaje się zmianą kosmetyczną, część broni jest wspólna) i wszystko wiem od razu. Patrzę na perki do mojego karabinu i wiem, które mi się przydadzą. Cudny jest ten brak potrzeby tłumaczenia wykwitów futurystycznych technologii na ludzki. W trakcie meczu ginę co chwilę, co chwilę kogoś zabijam. K/D ujemne, ale gra się tak zwiewnie, że śmierć nie boli. Zwłaszcza że nawet, gdy wroga drużyna ma wymiatacza wbijającego killstreak za killstreakiem nie mam wrażenia, że na pole walki ktoś raz za razem spuszcza atomówkę i najlepiej byłoby się poddać.Po "odlotowych" COD-ach, Overwatchu czy LawBreakers jest we mnie część, która docenia pierwotność tego morderczego berka. Ale jednocześnie czuję się dziwnie, grając w coś, co spokojnie mogłoby zastąpić Modern Warfare w roli sequela Call of Duty 3 i trudno byłoby wskazać multiplayerowe rozwiązania, zawstydzające ówczesne, "prawdziwe" Infinity Ward.