Co prawda twórcy zdają sobie sprawę z ciężaru zadania i, w odróżnieniu od pozostałych trybów, maksymalnego dla Battle Royale 80 poziomu postaci nie da się już „prestiżować”. Kolejne stopnie to oczywiście też czysta kosmetyka, nijak niedająca przewagi na polu bitwy. Niemniej seria Call of Duty słynie przecież z zasypywania gracza toną nagród, a obecny ascetyzm Blackouta sprawia, że wielu graczy pewnie szybko się do niego zniechęci, mając poczucie bicia głową w ledwo kruszący się mur.Pakiet uzupełnia oczywiście klasyczne multi, które względem Black Opsa III doczekało się licznych zmian. Przede wszystkim kontekst fabularny gry osadzony jest chronologicznie przed poprzednią częścią, ograniczone zostało więc całe to technologiczne tałatajstwo w rodzaju plecaków odrzutowych. Tegoroczna odsłona zapożycza przy tym z Overwatcha trochę więcej niż samo przeniesienie na Battle.net. Przede wszystkim pomysł na bohaterów. W menu mamy zdefiniowanych 10 archetypów, z których każdy ma swój karabin oraz trzy umiejętności specjalne. Dwie z nich to podstawowe rzeczy typu apteczka (życie nie odnawia się samo, ale leczenie trwa tylko chwilę), zwiększający zdolności lokomocyjne gracza hak, rozkładana dla innych graczy torba z dodatkowymi magazynkami itp.Każda postać ma też swoją specjalną umiejętność ładowaną przy pomocy punktów za dobrą grę. Czego tu nie ma… wybuchające samochodziki, pojazdy kroczące, barykady czy wreszcie psy bojowe. Struktura ta sprawdza się więc całkiem fajnie, a w miarę szybko odblokowujemy też możliwość tworzenia własnych klas, gdzie dobrać możemy ulubione gadżety z tych istniejących. Duże zmiany nie dotknęły natomiast dostępnych trybów gry. Ponownie melduje się tu klasyka pokroju dominacji, deathmatchu czy wprowadzonej przy okazji Modern Warfare 3 likwidacji potwierdzonej, mojego ulubionego trybu w całej serii.Z większych nowości dostaliśmy w zasadzie tylko rozgrywany w rundach Heist, w którym dwa sześcioosobowe zespoły przy braku respawnów walczą o wór z pieniędzmi i próbują przenieść go do strefy zrzutu. Gramy tu do czterech zwycięstw, zaczynając z pistoletem, a zarobione w trakcie gry środki wydajemy między rundami na lepsze uzbrojenie. Ogółem jest to dobry tryb do nabijania punktów doświadczenia, bo różnica w premii między wygraną, a przegraną rundą wynosi raptem 250 punktów. Można więc prezentować totalne dno, a i tak szybko przy tym levelować. Tak poza tym świetnie się też w to gra.W sieci pobawimy się łącznie na 14 mapach, z których mniej podobał mi się wyłącznie zimowy Icebraker. Dużo tu otwartych, monotonnych przestrzeni, a umieszczony w centrum lokacji tankowiec jest cokolwiek skromny. Dużo bardziej przypadło mi do gustu Maroko, niewielka mieścina przypominająca nieco Bakaarę z Modern Warfare 3. W jej ciasnych alejkach i na ryneczku wbiłem niejeden level. Ogółem jednak najlepsze mapy widzieliśmy już w becie – żadna nowa kompozycja nie przebija pokazanych w wersji próbnej Haciendy czy Seaside. Szkoda jedynie, że na ten moment map jest zaledwie 14 (już niedługo Nuketown), z czego 10 to nowe kompozycje.Poza paroma zażaleniami każdy z modułów prezentuje jednak dość wysoki poziom. Podczas gry zazwyczaj mamy przeczucie, że wszystko zostało przez twórców dokładnie wycyzelowane i dopracowane. Zaskakująco dobry (z małym zastrzeżeniem) jest też stan techniczny samej gry. Jasne, grafika jest tylko bardzo solidna, ale rekompensuje nam to rewelacyjna optymalizacja. Nowy CoD nie ma problemu z wyciągnięciem nawet 120 klatek w wysokich detalach (i to w rozdzielczości 2560x1080) i to na komputerze wyposażonym w nie najnowszego już GTX-a 970. W Blackoucie wartość ta spada do również świetnych 60. Problemów nie przysparza też sama architektura sieciowa, acz boli trochę fakt, że po stracie połączenia trzeba grę restartować aż z poziomu Battle.netu.Rysą na całości są natomiast przedziwne problemy techniczne, z którymi spotkałem się w pierwszych dniach testów. Mianowicie gra lubiła sobie czasem zastygnąć w czasie intro czy pod koniec wczytywania mapy, bez żadnego komunikatu o błędzie, po prostu się wyłączyć. Nie ma na to niestety jednej, dobrej rady, choć w moim przypadku pomogło wyłączenie intra w pliku konfiguracyjnym. Bywały momenty, że pomagało wyłącznie cierpliwe restartowanie gry po kilka razy, a po niedawnym patchu problemy same zniknęły.Powracając do pytania ze wstępu, wyrzucenie singla z nowego Call of Duty jest oczywiście formą rewolucji, ale nie aż tak dużej jak dawniej przewidywano. To wciąż szalenie uzależniająca, idealna gra w kategorii fast food. Nie znajdziecie tu roztrząsania poważnych dylematów moralnych, ale ostatecznie jak co roku będziecie świetnie się przy niej bawić, nabijając kolejne fragi czy zdobywając strefy. Seria bez singla ma się bardzo dobrze, a patrząc po statystykach sprzedaży, wręcz najlepiej w historii.Inną sprawą jest to, że skoro Activision tak bardzo zaczyna przybliżać się do swojego biznesowego kompana, może wreszcie przydałoby się przemyśleć, czy rzeczywiście trzeba szykować na przyszły rok kolejną część? Od dawna marzę już o odsłonie, która podobnie jak gry Blizzarda stanie się bardziej platformą na lata, niż kolejną z ciągu wydawanych co roku za ciężkie pieniądze gier. I ten właśnie potencjał w Black Ops IIII jest bardzo widoczny. Najgorsze więc w nowym Call of Duty nie jest wcale to, że nie ma singla, ale fakt, że kolejne najpewniej ukaże się już za rok…