Call of Cthulhu - recenzja. Zew Miernoty

Strona głównaCall of Cthulhu - recenzja. Zew Miernoty
30.10.2018 11:14
Call of Cthulhu - recenzja. Zew Miernoty
Joanna Pamięta - Borkowska
Joanna Pamięta - Borkowska

Kosmiczna groza Lovecrafta objawia się w Call of Cthulhu od Cyanide chyba nie w tych aspektach, na które liczyli jej autorzy.

bEEqOqLF

Call of Cthulhu (Zew Cthulhu, 1928), najsłynniejsze opowiadanie autorstwa H. P. Lovecrafta, doczekało się już szeregu adaptacji na różne media. Tym razem swoich sił spróbowało studio Cyanide, tworząc wydaną przez Focus Interactive grę, która opierać się miała bardziej na papierowym systemie RPG zainspirowanym twórczością Lovecrafta niż na samym literackim pierwowzorze. Graczom obiecano przygodową grę RPG w częściowo otwartym świecie, która czerpać miała garściami z klimatu mistrza literatury niesamowitości. Niestety, efekty są co najwyżej “poprawne”.

Platformy: PC, PS4, Xbox One

Producent: Cyanide Studio

bEEqOqLH

Wydawca: Focus Home Interactive

Data premiery: 30.10.2018

Wersja PL: Tak

Wymagania sprzętowe: Windows 7 - 10, Intel Core i5-3450,8 GB RAM, 2 GB, GeForce GTX 660/Radeon HD 7870

bEEqOqLN

Grę do recenzji dostarczył wydawca. Graliśmy na PS4. Zdjęcia pochodzą od redakcji.

Obietnica twórców w gruncie rzeczy została spełniona. Gra jest przygodówką, podzieloną na rozdziały. Każdy z nich da się rozwiązać na kilka różnych sposobów, w zależności od poziomu rozwoju umiejętności naszego bohatera oraz podjęte w trakcie rozgrywki decyzje. Głównie dialogowe, bo konsekwencje wyborów mechanicznych rezonują głównie po stronie gracza - nie świata lub bohatera. Podkreślić tu również trzeba, że wiele z naszych decyzji odbije się później w grze głównie w nieznaczących szczegółach, co skutkuje przekonaniem o ich małej, w gruncie rzeczy, istotności.Częściowo otwarty świat zawiera się więc w mnogości rozwiązań zagadek. Nie ma tu misji pobocznych bądź opcjonalnej warstwy rozgrywki, znanej z gier open world. Aspekt rozwoju postaci również jest ograniczony, jednak jest to raczej atut Call of Cthulhu: jako że podjęte przez nas decyzje nie mają wielkiej wagi w rozgrywce, większe skomplikowanie tego systemu byłoby raczej nie na miejscu i prowadziłoby do rozczarowania.Niestety z historią nie jest lepiej. O ile to właśnie nią obronić mógłby się tytuł bazujący na twórczości Lovecrafta, powiedzieć o fabule Call of Cthulhu, że jest porywająca, to powiedzieć zdecydowanie za dużo. Gracz wciela się w Edwarda Pierce’a, prywatnego detektywa, któremu zlecone zostaje odnalezienie Sary Hawkins. Sarah to znana malarka, autorka niesamowitych, odrzucających obrazów, która zginęła wraz z synem w pożarze willi. W celu rozwikłania zagadki związanej z jej śmiercią, Pierce popłynąć musi na wyspę Darkwater, gdzie Sarah mieszkała z rodziną. Tu, na wyspie otoczonej surowymi skałami i zamieszkałej przez nieufnych rybaków, rozgrywa się akcja gry.Zarysowanie historii jest wybitnie lovecraftowskie, niestety podobnie jak w warstwie projektu rozgrywki i tu brakuje szlifu. Spotkane na naszej drodze postaci są raczej dwuwymiarowe, wydarzenia kreślone bardzo grubą kreską, a tematyka okultystyczna i klimat grozy potraktowane zostały mało subtelnie, i bez finezji. Struktura fabularna cierpi na źle zaprojektowane zwroty akcji, jej rozwój ma raczej żółwie tempo, a przede wszystkim nie pociąga odbiorcy. Pod koniec ma się raczej wrażenie, że akcja nieco się ciągnie (najprawdopodobniej przez zaprojektowanie rozgrywki, które nie zważa na dynamikę historii). Dialogi często niekonsekwentnie budują wydarzenia i postaci, a jakość nagrań i różnica w poziomie aktorów głosowych z pewnością tu nie pomaga. Podobnie jak zresztą synchronizacja słów z ruchami warg, która działa rzadko, a kiedy już to robi, raczej nie przekonuje o tym, że mamy do czynieniu z człowiekiem z krwi i kości (tutaj najbardziej czuć tę kosmiczną grozę i niepokój, znaną z literatury Lovecrafta!).Bolączek technicznych jest zresztą w grze więcej. Kuleje tu jakość animacji modeli postaci, która czyni je sztywnymi i nienaturalnymi. Podobnie rzecz się ma ze statycznymi dialogami, w których aktorzy wykonują wciąż te same gesty i w kółko odpalają identyczne zachowania. Rozmów słyszanych w tle na poziomach jest mało, jeśli natomiast są, często się powtarzają i również nie brzmią naturalnie. Gra wygląda przez to wszystko na zdecydowanie starszą, niż w istocie jest.Warstwa rozgrywki nie zaskakuje - czerpie z przygodówek z widokiem z pierwszej osoby, dodając jednak możliwość prowadzenia dochodzenia, jako że bohater, w którego się wcielamy, jest prywatnym detektywem. Gra zmienia wtedy stan na tryb rekonstrukcyjny, w którym Pierce szuka wskazówek w ograniczonym polu rozgrywki, odkrywając wskazówki odnośnie miejsc zbrodni. Pozwala nam to na lepsze zrozumienie wydarzeń, które poprzedziły nasze przybycie na wyspę. W ten sposób Pierce jest w stanie dotrzeć do sedna tajemnicy, która osnuwa śmierć Sary Hawkins. Zgromadzone w grze zagadki należą raczej do podstawowego repertuaru gier przygodowych - mamy tu sejf, zabawę z ciśnieniem w rurach, elementy podsłuchiwania postaci i szukanie notatek. Nie zaskakuje również użycie w rozgrywce tak popularnych w horrorach FPP elementów skradania. Jak z nimi jest? Zanotuję tylko, że Call of Cthulhu ma jeden z najgorzej (jeśli nie zupełnie najgorszy) zaprojektowanych poziomów skradankowych w historii nie tylko gier przygodowych, ale gier w ogóle.Co więc oznacza, że Call of Cthulhu jest co najwyżej grą “poprawną”? Jest to w sumie chyba najgorsze określenie, które można nadać tekstowi kultury. Gra działa, da się ją przejść, jej historia ma sens, a zagadki mają rozwiązanie - a nawet kilka. Ale wszystkiemu brakuje szlifu. Każdy jej element jest przeciętny, niezaskakujący, zwietrzały. Nie posiada elementów (poza wyżej wspomnianym etapem skradankowym), które mogą zdenerwować, nie ma fragmentów, które wybitnie w niej lśnią. Ot - istnieje, można w nią zagrać i ją ukończyć. Dodatkowo boleć może fakt, że jest to gra oparta na bogatej tradycji literacko-kulturowej, jaką jest twórczość tak znakomitego pisarza, jakim był H. P. Lovecraft.Mnogość rozwiązań oraz fakt, że gra nie posiada tylko jednego zakończenia, zachęcać mogłaby graczy do jej kilkukrotnego ukończenia. Żaden element jednak przy grze “nie trzyma”, a tym bardziej nie zachęca, by kiedykolwiek do niej wrócić.

Jestem zawiedziona.

bEEqOqMD