Wybór dotyczy natomiast porad, których Majd udziela żonie. Wsiąść do autobusu, czy skorzystać z okazji, o której mówił obcy? Pomóc dziewczynce zagubionej na ulicach zbombardowanego miasta, czy podrzucić ją pierwszej lepszej osobie? Majd pilnuje finansów Nour, możemy przypomnieć jej, że według naszych rachunków nie stać jej na długi lot samolotem. Możemy zaakceptować kradzież, której się dopuściła, albo naciskać, by odszukała właścicielkę i ją przeprosiła.W wersji na urządzenia mobilne (pojawiła się w październiku 2017 roku) konwersacja z Nour odbywała się w czasie rzeczywistym - jeśli kobieta nie odzywała się przez dzień w świecie gry, tyle samo trwała cisza w naszym. Myślę, że dodatkowo wzmacniało to uczucie niepokoju, ale z drugiej strony - mogło też wybić z historii. W wersji pecetowej zamiast tego z przerażeniem obserwujemy przesuwające się wskazówki zegara.Bywa, że Nour nie odzywa się, bez podania przyczyny, przez wiele godzin. A potem nagle wysyła kilka płaczących emotikonek. Na nasze pytanie, co się stało, miota się i rzuca ogólnikowe "To straszne" oraz "Nie dam dłużej rady". Albo rzuca, czekając na przystanku autobusowym: "O nie, przyjechali jacyś dziwni goście. Mają broń", po czym milknie. Współodczuwam wtedy z Majdem, rozumiem jego wściekłość połączoną z obezwładniającym smutkiem. Mam ochotę - i Majd też, jestem tego pewna - krzyknąć "Wyduś to z siebie, kobieto, mów, co się stało, bo ja tu od zmysłów odchodzę!".Ale z drugiej strony wiem, że nie taka jest moja rola. Ja mam być ostoją i głosem rozsądku, doradcą i informatorem (Majd ma dostęp do internetu). Kiedy Nour wpada w marazm, muszę ją z tego stanu wyciągnąć. A kiedy waha się, obezwładniona natłokiem wydarzeń, muszę pomóc jej w dokonaniu wyboru. Biorąc na siebie konsekwencje moralne, bo cała reszta spadnie na nią.A tych dowiadujemy się tylko z relacji Nour. Skrótowych, jak to w typowym komunikatorze, podanych ogólnikami, z emotikonami i błędami (wynikającymi z wrednej autokorekty albo pośpiechu). To wyszło naprawdę bardzo realistycznie i szczerze, przynajmniej w wersji angielskiej.Jest kilka powodów, dla których należy przejść Bury me my love kilka razy. Po pierwsze, ze względu na różne trasy, którymi podróżuje Nour. Podobnie jak w Detroit, bardzo kusiło mnie podjęcie za drugim podejściem zupełnie innej decyzji i sprawdzenie, co się wydarzy.Ale mnie ciekawiły też szczegóły na temat życia bohaterów. Nigdzie nie znajdziemy biografii czy archiwum wcześniejszych rozmów, sprzed podróży Nour. Z biegiem czasu domyślamy się profesji bohaterów, zainteresowań i podejścia do takich kwestii jak np. religia. W paru miejscach czułam delikatne napięcie towarzyszące rozmowom na tematy wiary, a potem okazało się, że Majd jest praktykującym muzułmaninem, zaś jego żona - nie za bardzo. Ona jest osobą skorą do szybkiego działania, podczas gdy on ma spokojne usposobienie. I te słodkie sceny towarzyszące ich przekomarzaniu się - to, w jaki scenarzysta ujął uczucie panujące między małżeństwem na etapie cementowania się związku. Coś pięknego.Dodam też, że poszczególne rozgrywki mogą się znacznie różnić pod względem czasu przejścia. Za pierwszym razem skończyłam grę po 1,5 godziny, a za drugim zajęło mi to prawie dwa razy tyle.