To wszystko powoduje, że planowanie i myślenie kilka kroków naprzód jest najistotniejszym elementem rozgrywki. Elektrownia geotermalna to wydajne i bezpieczne źródło energii, ale jeśli zbuduję ją za daleko, ani nie zasili centrum, ani nikt nie będzie chciał tam pracować. Wtedy będę musiał zbudować kolejny habitat dla nowych pracowników, a wraz z nim całą infrastrukturę, bo jedzenie z odległego magazynu tam nie dojedzie, podobnie jak nowej lokalizacji nie ogarną drony policyjne. Taka infrastruktura kosztuje, a nanity („waluta” w grze) nie rosną na drzewach. Nie mówiąc już o tym, że właśnie zmierzają w naszą stronę zarodniki korodujące budynki, więc trzeba zbudować stację dla specjalnych dronów, a najlepiej parę wieżyczek obronnych.Na początku wydaje się to skomplikowane, ale tempo rozgrywki jest na tyle zbalansowane, że spokojnie wszystko ogarniamy. Tym bardziej, że gra ma dwa, dobrze wyjaśniające podstawy rozgrywki samouczki, a w trakcie pierwszej misji dostajemy zadania, które dodatkowo tłumaczą niuanse zarządzania kolonią.Pierwsza misja była spoko. Sporo terenów zielonych pod uprawy, dużo wody. No, po prostu sielanka. Teraz jest gorzej, bo trafiliśmy na jakąś pustynię, co prawda bogatą w surowce, ale niespecjalnie przyjazną, jeśli chodzi o przetrwanie. Mało miejsc do zbudowania farm, wody praktycznie wcale. Do tego jakieś gigantyczne czerwie drążą tunele pod miejscem lądowania i od czasu do czasu wyskakują na powierzchnię plując jakimś jadem. Kiepsko to wygląda.Pierwszy krok: wprowadzenie racjonowania żywności i wody. Ludzie nie będą zadowoleni, spadnie morale, ale trudno, będzie trzeba się przemęczyć do czasu zbudowania placówki handlowej, która wydobytą przez nas rudę wymieni na jedzenie importowane z pierwszej kolonii. A może przy okazji zgarniemy trochę nanitów ze statku orbitującego wokół Aven Prime. Nanity zawsze się przydają.Dobra, od paru dni działają moje dekrety odnośnie oszczędzania zapasów, podejrzę sobie na CCTV, co robią koloniści. Jest nieźle, chodzą, pracują, zajmują się swoimi sprawami. Tylko trochę marudzą, że jedzenia mało i nie ma gdzie się zabawić. No trudno, byle ogarnąć sytuację do następnych wyborów. Na razie zbuduję im salon VR i dozowniki, z których pobiorą słodycze albo napoje energetyczne. Trochę ich to rozleniwi, ale przynajmniej będą zadowoleni. Tylko część farm muszę przestawić na hodowlę lokalnych roślin, z których wyrabia się te specjały.Ciekawe, co jeszcze się wysypie? O, co to za migająca na czerwono ikonka? Zbliżają się zarodniki, tym razem roznoszące choroby. Super, nie mam szpitala. Okej, na spokojnie, szybko buduję placówkę służby zdrowia, przestawiam część farm na hodowlę roślin leczniczych, będzie dobrze. Tylko, kurde, teraz brakuje mi tego zboża, na eksport którego podpisałem kontrakt w zamian za dodatkowe racje żywnościowe. Miejsca na nowe farmy nie ma, zarodniki się zbliżają, co jeszcze? Jakość powietrza spada! To akurat proste, buduję kolejne filtry. Brakuje elektryczności? Szlag! I jeszcze przestępczość rośnie, bo oczywiście zapomniałem o dronach policyjnych. A wisienką na torcie niech będzie piorun, który uderzył w magazyn. Bo po co budować piorunochrony… Dość tego. PAUZA!