PlayStation VR dostępne będzie dopiero w październiku, nawet bez niego w Bound gra się jednak przyjemnie. Mam wrażenie, że Bound powstawał pierwotnie z myślą o zwykłych ekranach, wsparcie VR dostając dopiero gdzieś po drodze. Nim zajmę się osobnej ramce, tutaj skupmy się na samej grze.W Bound na PlayStation VR grałem na przedpremierowym pokazie Sony. Gra bardzo ładnie działa z wirtualną rzeczywistością. Zamontowanie i zachowanie kamery przypomina trochę Chronosa z Oculus Rifta, czyli moim zdaniem jedną z lepszych gier VR. Bound też wysuwa się na czołówkę, zwłaszcza w świetle innych gier na PlayStation VR.Sam tylko nie wiem od czego zacząć, bo na pewno nie od początku. Skoro deweloper i wydawca nie pokazali go w ciągu ostatnich miesięcy, to czemu ja miałbym teraz wam spoilowć historię? Ta jest bardzo życiowa i wbrew surrealistycznym realiom, bardzo reala i przyziemna. Taka ludzka, początkowo kojarząca się z historiami kalibru That Dragon, Cancer. Szybko się okazuje, że aż tak tragicznie nie jest, ale dramatycznie już tak. Zwłaszcza z perspektywy małej dziewczynki, dla której rodzinny dom jest niemal całym światem. Nie wiem, czy i tak za dużo już nie napisałem, czym prędzej ucinam więc ten wątek akcentując tylko fakt, że Bound to nie jest "gierka o baletnicy w kolorowych światach". To znaczy nie tylko, balansując między artystyczną zręcznościówką a wirtualnymi eksperymentami pokroju Bientôt l'été, których na konsolach chyba jeszcze nie było.Bound ma bardzo rozbudowany tryb fotograficzny. Przy pierwszym przejściu gry pozwala na łapanie dopracowanych kadrów. Przy drugim ustawione filtry i opcje obrazu można "zapisać" i kontynuować z nimi rozgrywkę. Świetna sprawa. Po lewej w tweecie Plastic widać na czym to dokładnie polega.Fantazyjne królestwo jest w niebezpieczeństwie, należy je uratować. Jak łatwo się domyśleć, jest to subtelna metafora, a nie po prostu fikcyjny świat z lewitującymi w tle sześcianami. Właśnie dzięki tej przenośni Bound jest bardzo pojemne, nie obowiązują w nim żadne zasady, wzory i reguły. Przekolorowe obiekty z jednej strony przypominają kształty znane z naszego świata, z drugiej mogą być wytworami wyobraźni. A ta, jak wiadomo, płata figle, czasem prawa fizyki nie działają do końca tak, jak do tego się przyzwyczailiśmy. Generalnie wszystko trzyma się jednak jako tako całości, którą to musimy po prostu przejść. Narzekających na prostotę Journey (są w ogóle tacy?) ucieszy fakt, że w Bound więcej jest elementów zręcznościowych. Czy też po prostu "growych".