Karty w grze są tylko formą dla umiejętności i przedmiotów. Co trochę mnie rozczarowało. Nie ma tu układania sobie kombinacji umiejętności, wzajemnych interakcji między kartami. Można tylko dobrać ich zestaw i z nich korzystać. Czasem trzeba go nieco modyfikować, w zależności od spotkanych potworów. Do pełni szczęścia zabrakło mi możliwości zdefiniowania np. 2 zestawów kart i szybkiego przełączania między nimi – dziw, że tego nie ma. Może dlatego, że taki system pojawił się dopiero w drugim Diablo? A jego brak boli zwłaszcza, gdy przyjdzie mierzyć się z przeciwnikami wrażliwymi na różne żywioły i co chwila trzeba ręcznie zmieniać np. broń ognistą na lodową.Interesujący, choć nie jestem przekonany, że dobry, zabieg zastosowano przy umiejętnościach pasywnych. By działały wymagają umieszczenia na pasku i pochłaniają na stałe część many, zostawiając jej mniej na umiejętności aktywne. Problem w tym, że w większości są potężne, ale dają niewiele satysfakcji z używania. Na przykład karta mnożąca mój cios kilka razy sprowadza się do tego, że ja klikam, a potwory giną szybciej. Albo karty odpowiedzialne za regenerację many i życia, czy za to, by czasem udało mi się zablokować pocisk. Ich efekty są niesłychanie przydane, ale nudne – i drogie do tego.Umiejętności aktywne, choć wizualnie nie powalają, dają dużo większą radość – nie ma jak wdusić klawisz i sprowadzić ogłuszający cios albo piorun gruchocący tarcze. A tu na koniec gry miałem 50 punktów many, z czego 6 zostało na umiejętności aktywne. Żonglowałem 2-3 czarami, nijak nie czułem się potężny, powtarzalność akcji doskwierała, a na przedmioty niemal w ogóle nie miałem miejsca. Mam wrażenie, że karty przejęły tu za dużo ról: broni, pancerzy, przedmiotów podręcznych, czarów, pasywnych bonusów i statystyk. A miejsc na pasku jest zaledwie 10 i do tego trzeba sobie je odblokować w miarę gry, wydając na to taczkę złota.Z drugiej strony: może zwyczajnie chciałbym za dużo – być może celem było, bym musiał pogłówkować jakie karty wybrać, z jakimi modyfikatorami (bo są generowane licznie, jak to w Diablo), które ulepszyć, a które pogorszyć (ciekawa opcja – będą słabsze, ale tańsze w użyciu). Do tego muszę dobrać, które przedmioty naładować i mieć pod ręką oraz czy więcej rzeczy ma się „robić samo” w tle, czy jednak ja mam decydować. Na początku mnie to wciągnęło, lecz przez ograniczoną liczbę miejsc i pulę many, szybko wkradło się poczucie, że za dużo mnie omija i większość kart nigdy nie opuści plecaka. No niby zawsze można zagrać jeszcze raz i spróbować czegoś innego...