Gdy są niepodważalne dowody na to, że o tej i o tej godzinie byłeś tu i tu, to musisz się tam w tych wspomnieniach udać. Spóźnienie będzie jeszcze jako tako tolerowane, jeżeli w swoich wspomnieniach tam jednak nie pójdziesz, dając w sądzie jasno znać, że cię tam nie było, to masz problem.Nie zawsze dowody są jednak aż tak twarde i można zaryzykować. Na przykład podważając zeznania sąsiadów. Sugerując, że ze względu na twoje romskie pochodzenie i finansowy sukces, są na ciebie po prostu cięci. Bohemian Killing to sztuka lawirowania między dowodami, poszlakami i domysłami.Są miejsca, gdzie bez dyskusji trzeba się udać. Ale co robiłeś w między czasie? Ubrudziłeś się krwią ofiary czy może własną? Po nieudanym goleniu, a może napaści w pobliskim barze? Oczywiście na tle rasowym. Jeżeli przyznasz się do zabójstwa, to co przywołasz na swoje usprawiedliwienie? Chęć zemsty, działanie w afekcie, a może nieszczęśliwy wypadek? Bohemian Killing oferuje osiem zakończeń, mi po siedmiu podejściach udało się odkryć jednak tylko cztery. Tylko, ale za to skrajnie różnych, z zepchnięciem winy na kogoś innego włącznie.Za trzecim podejściem, gdy poznamy już „strukturę” gry i wdrożymy się w jej niecodzienną mechanikę, zaczynamy kombinować. Żonglować dowodami, próbować rozwiązań, które początkowo nawet nie przyszły nam na myśl. Wtedy też zagłębiamy się w historię. OK, wiemy, że zabiliśmy, ale tak naprawdę nie wiemy dlaczego. Po dwóch pierwszych przejściach, gdzie instynktownie chcemy wybronić sterowanego przez nas bohatera, zaczynamy chcieć poznać jego historię. Jak z tych wszystkich klocków poskładamy sobie całość, nachodzi ochota na takie przedstawienie wydarzeń, aby jak najbardziej zminimalizować karę. Nie tylko sobie... A może i nawet doprowadzić do uniewinnienia? Też jest taka opcja. Wszystko zależy od naszych zeznań, ergo zachowania w czasie retrospekcji.Narrację uatrakcyjniają też dodatkowe pytania sędziego. Poruszając jakiś ciekawy wątek ten często dopytuje o szczegóły - obraz wtedy staje się czarno-biały, a jego sylwetka pojawia się w retrospekcji. W kilku miejscach wydarzenia przenoszą się też na salę rozpraw, na koniec nie pozostaje nam natomiast nic innego jak tylko słuchać aktu oskarżenia i obrońcy, który w oparciu o zeznania układa spójną historię. I to jest chyba właśnie najbardziej emocjonujący element Bohemian Killing. Moment, gdy wywód się kończy, a sędzia wydaje wyrok. Za każdym razem czekałem na niego z zapartym tchem. Czasem bowiem jeden szczegół potrafi o czymś przeważyć. Czasem wydaje ci się, że "teraz to już na pewno ci się uda", a tu nagle czapa. Co jednak najlepsze, wszystkie te potencjalnie ścieżki i wątki się ze sobą bardzo ładnie łączą, tworząc historie, których nie dałoby się opowiedzieć w żadnym innym medium.Po lekturze ciekawszych książek albo seansach bardziej niebanalnych filmów często zastanawiam się, jak można by było to ograć. Gdyby zrobić bazującą na danym pomyśle grę, to byłaby o przygodówka 2D, gra w stylu Telltale, a może jeszcze coś innego? I wstyd się przyznać, ale przeważnie moje pomysły się rozjeżdżają i nic konkretnego z tego nie wychodzi. Twórcom Bohemian Killing jednak wyszło, stworzyli świetny dramat/thriller sądowy, który gdyby tylko pojawił się w fizycznym wydaniu, to spokojnie mógłby leżeć na półce zaraz obok "Słabego punktu" z Anthonym Hopkinsem i Ryanem Goslingiem . Który, tak na marginesie, ostatnio sobie odświeżyłem, i też potem zastanawiałem się, jaka mogłaby być z tego gra. Już wiem - właśnie taka jak Bohemian Killing.