Wyścigowa koleina: GT Pro Series
Ale dzisiaj orzeszek wpadł do Koleiny. Jeżeli pomijamy ruchomą inkarnację Mario Kart, czego robić tak swoją drogą nie powinniśmy nigdy, bo Mario Kart wymiatał nawet na SNES-ie, to między wyścigami a Nintendo Wii nigdy nie było większej chemii. Wszystko przez to dziwne ciśnienie, by wykorzystać bajeranckie ówcześnie "ficzery" kontrolera. Żeby konieczne było machanie, potrząsanie, robienie z siebie widowiska przed domownikami. A najlepiej w ogóle by włożyć Mote'a do tej paściarskiej kierowniczki i udawać, że Assetto Corsa się chowa, bo taka symulacja. Pff... Oczywiście, że grałem na kierownicy (czy też właściwie "graliśmy", pozdrawiam współlokatora serdecznie) - skoro kicz, to kicz do samego końca. Poza tym mam jakieś niezrozumiałe uczucie do wszystkich gadżetów z Wii. Ubaw z nimi zawsze po pachy.