BlazBlue Continuum Shift - recenzja

BlazBlue Continuum Shift - recenzja10.01.2011 09:00
marcindmjqtx

Arc System Works nieprzerwanie od 1998 roku karmi nas dwuwymiarowymi bijatykami. Chyba każdy słyszał o serii Guilty Gear, choć nie wszystkim tego typu zabawa przypadła do gustu. Wszystko wskazuje na to, że podobny los "growego tasiemca" czeka nową serię bijatyk. Japończycy i Amerykanie grają w BlazBlue: Continuum Shift od połowy 2010 roku, nam natomiast przyszło zmierzyć się z niecodziennym uniwersum dopiero niedawno.

Seria BlazBlue zadebiutowała na automatach w 2008 roku za sprawą Calamity Trigger, by rok później zawitać na konsole generacji HD. Wspomnę o tym już na samym początku, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: Arc System Works nie zamierza zrezygnować z ciągłego wydawania ulepszonych odsłon tej samej gry. Wkładając do napędu Continuum Shift trzeba więc pamiętać, że dostaniemy produkcję bardzo podobną do Calamity Trigger, a nie zupełnie inny produkt, który będziemy musieli poznawać na nowo. Dla jednych to minus, dla innych plus - ale po co zmieniać drastycznie coś, co świetnie sprawdza się w praktyce? Bo takie właśnie jest Continuum Shift. Ulepszona wersja świetnej w każdym aspekcie dwuwymiarowej bijatyki.

Opowieści dziwnej treści Skoro mamy już za sobą formalności związane z innowacyjnością najnowszej bijatyki od Arc System Works, warto na chwilę zatrzymać się przy fabule, która wbrew pozorom odgrywa w grze istotną rolę. Akcja rozgrywa się niedługo po wydarzeniach z poprzedniej części, a żeby choć odrobinę zrozumieć o co tak naprawdę chodzi, trzeba się z nią zapoznać. Ludzkość nauczyła się łączyć magię z technologią (Ars Magus), choć przez fakt, że dar nie był dostępny dla wszystkich, wybuchła wojna domowa. Rządy przejęła organizacja Novus Orbis Libranium (NOL), stworzona pierwotnie do nadzorowania korzystania z Ars Magus. Nie każdemu pasuje taki stan rzeczy, tworzą się wiec grupy rebeliantów.

Akcja Continuum Shift rzuca nas kilka dni po rebelianckim ataku na NOL. Choć prężna organizacja udaje, że nic tak naprawdę się nie stało, to dowódca bojówek, Ragna the Bloodedge, czeka na dogodny moment, by poprowadzić walkę dalej i ujawnić swoje prawdziwe cele. I tu zaczyna się przygoda, a dzięki trybowi fabularnemu, staczając kolejne bitwy, będziemy mogli w niej uczestniczyć. Czujecie już ten japoński klimat? Historia nie jest może oryginalna, ale na pewno usatysfakcjonuje wszystkich fanów opowieści rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli myślicie, że wzorem zachodnich produkcji zostaniecie poprowadzeni prostą drogą do wesołego zakończenia, to srogo się rozczarujecie. Choć BlazBlue Continuum Shift to tylko dwuwymiarowa bijatyka, w kwestiach fabularnych zakręcicie się prawie tak mocno jak w grach jRPG i co tu dużo mówić - nie od razu zrozumiecie o co chodzi.

Dla każdego coś miłego Gra oferuje kilka trybów i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Beginner to, jak sama nazwa wskazuje, opcja przeznaczona dla totalnych laików - najmocniejsze akcje odpalane są praktycznie jednym przyciskiem. Tutorial i Challenge pozwalają nauczyć się podstaw prowadzenia rozgrywki, by później stawić czoła często niezwykle trudnym wyzwaniom. Legion powinien być znany wszystkim, którzy grali w przeznaczone dla PSP BlazBlue Portable. Należy poruszać się po polach na mapie, rekrutować wojowników, ustalać składy oraz oczywiście walczyć. Jest więcej niż pewne, że po dojściu do fabularnego końca, nie będziecie chcieli zakończyć przygody z nowym BlazBlue. Ta gra wciąga, a to przede wszystkim dzięki fantastycznemu systemowi walki, który czerpie pełnymi garściami z klasycznych, najlepszych dwuwymiarowych mordobić.

Piękno niejedno ma imię Oprawa graficzna to istne szaleństwo. Pierwsze, co rzuci Wam się w oczy, to festiwal wybuchów i rozbłysków, przy którym nawet najtwardsi zawodnicy mogą dostać ataku epilepsji. Kiedy już odetchniecie na chwilę od fajerwerków na ekranie, koniecznie zwróćcie uwagę na przepięknie narysowaną grafikę. Przeraźliwie szczegółowe tła każą się w siebie wpatrywać, bardzo dobrze zaprojektowane i wykonane postacie budzą ogólny zachwyt. Jeśli miałbym wybrać najładniejszą dwuwymiarową bijatykę dostępną na runku, to bez wątpienia wskazałbym na BlazBlue Continuum Shift. Animacja to również najwyższa półka i trudno szukać tu jakichkolwiek braków albo przycięć. Choć muzyka nie porwała mnie tak mocno jak w przypadku większości odsłon serii Guilty Gear, to wciąż kawał solidnej ścieżki dźwiękowej, który w połączeniu z szalonymi krzykami, jękami i kwestiami wypowiadanymi przez zawodników, układa się w spójną całość.

Nieocenionym w przypadku takiej gry jak BlazBlue Continuum Shift jest opinia kogoś, kto nie dość, że ogarnął tytuł z każdej możliwej strony, to w dodatku czynnie udziela się na scenie dwuwymiarowych bijatyk. I co tu dużo mówić, ma nie tylko umiejętności, ale i naturalny talent. Co o Continuum Shift sądzi Paweł "Patosław" Domagalski?

Okiem prawdziwego wojownika - The Wheel of Fate is Turning! Pomijając wstęp, od razu przejdę do konkretów, BlazBlue Continnum Shift pojawiło się na Starym Kontynencie ze sporą obsuwą, porównując do chociażby premiery w USA, a o Japonii już nie wspominając. Winę za tę sprawę ponosi Aksys, które traktuje EU jak poletko chłopów pańszczyźnianych jeśli chodzi o wydawanie gier. Skupię się jednak na samej grze, rdzeń rozgrywki pozostał taki sam jak w pierwowzorze. BlazBlue CS to niesamowicie rajcowna bijatyka 2D, która do dobrego opanowania wymaga wiele czasu, samozaparcia i - co ważne, jeżeli gramy na X360 - konieczny jest Arcade Stick (gram na Custom Arcade Sticku - joy - WICO Conical Joystick With Improved Actuator, buttony - Sanwa OBSN30-RG).

W stosunku do poprzedniej odsłony otrzymaliśmy sporo nowych aren, nowe postacie (Tsubaki, Hazama, Mu, Lambda czy zapowiedziany dodatek z Makoto i Valkehyanem), podkręcony soundtrack, nowy Story Mode (najlepszy widziany do tej pory w bijatykach). Wszystkie postaci zostały "zrebalansowane", co w moim mniemaniu wyszło im na dobre. Oczywiście idealny balans nie został uzyskany, ale zmianę zaliczam na plus. Dostaliśmy również Challenge Mode, który pomoże nauczyć się podstaw graczom, którzy o bijatykach 2D wcześniej wiedzieli tyle, że takowe istnieją i grają w nie małe skośnookie brzdące. Ja osobiście w nowym dziele Arc System Works zakochałem się i z czystym sumieniem polecam tę grę każdemu.

Werdykt Choć akapit Patosława wydaje się świetnym podsumowaniem, to muszę zwrócić uwagę na kilka niezwykle istotnych rzeczy, które bez wątpienia wpłyną na ostateczną ocenę gry. Jeśli macie już w domu Calamity Trigger, to dwa razy pomyślcie nad zakupem Continuum Shift. Obu gier nie różni wcale tak wiele płacenie drugi raz pełną kwotę za podobny produkt może wydawać się niektórym wyciąganiem kasy. Dostaliśmy kilka nowych aren i zawodników. Oczywiście wszystko jest ładniejsze, lepsze, bardziej dopracowane, ale w tym tempie przez najbliższe lata otrzymamy przynajmniej kilka bliźniaczo podobnych do siebie tytułów - choć to akurat idealnie zgadza się z polityką Arc System Works. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że Continuum Shift jest najlepszą i najładniejszą dwuwymiarową bijatyką dostępną w tej chwili na konsolach. Świetnie działający tryb rozgrywki wieloosobowej przypadnie do gustu każdemu, kto chętnie szuka przeciwników poza obrębem własnej kanapy. Gra wymoże od Was tygodni, jeśli nie miesięcy mozolnych treningów, bo do takich pozycji powinno podchodzić się "na sportowo". Czy jednak tego typu gry mają szansę przedrzeć się ponownie do szerokiego grona odbiorców. Szczególnie teraz, w czasach kiedy na konsolach królują strzelanki pokroju Call of Duty, Halo czy Gears of War? Mam nadzieję, że za sprawą nowego BlazBlue zapomniany od jakiegoś czasu gatunek znów zagości na tak zwanych salonach, czego sobie i Wam życzę.

Paweł Winiarski

Źródło artykułu:Polygamia.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)