Black The Fall zabiera nas właśnie do takiego świata. Stłamszonego przez bezduszny, okrutny system, wyzyskującego zwykłych obywateli, wprowadzającego nieustanne uczucie terroru i paranoi. To nie jest wesoła gra, a moment gdy po pierwszym dłuższym etapie wyjdziemy z dusznej fabryki na światło dzienne, będzie jednym z nielicznych, które przyniosą uczucie autentycznej ulgi. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest natomiast to, że choć poruszamy się po fikcyjnym uniwersum z zaawansowaną technologią, to jest ono bardzo silnym i w wielu miejscach nad wyraz dosłownym nawiązaniem do rzeczywistości niegdysiejszej komunistycznej Rumunii.Przez ten ponury świat przyjdzie nam biec w prawo, rozwiązując naręcze lepszych i gorszych zagadek logicznych. Nasz niemy bohater, tytułowy Black, stwierdza bowiem w pewnym momencie, że nie chce już być trybikiem systemu, gościem, który pedałuje, i postanawia uciec. Wcielamy się w niego dokładnie w tym momencie i pomagamy w realizacji potencjalnie beznadziejnego planu. Przez całą grę nie usłyszymy ani jednego słowa, ale otoczenie i mechanika opowiedzą nam historię lepszą niż niejeden tekst.Największy problem Black The Fall tkwi chyba w tym, jak podobne jest do zeszłorocznego Inside. Wszystko, od stylu artystycznego, przez rozgrywkę, po scenerię, krzyczy, że inspiracja mogła pójść o jeden krok za daleko. Gra ratuje się tym, że wraz z wyjściem z fabryki zmienia się paleta barw, a w rozgrywce pojawia się odmienny, ważny mechanizm. Twórcy opowiadają też znacznie prostszą historię, nawet jeśli wyrastającą z tego samego motywu. Ciężką jak pięć fortepianów, ale prostszą.Black jest też znacznie dłuższy niż Inside, choć tutaj akurat wyniki są różne. Widziałem takich, co kończyli przygodę w 3-4h i takich, co - podobnie jak ja - biegli w prawo przez 9-10h. Dawno nie widziałem takiego rozstrzału, ale wydaje mi się, że może on wynikać z nierówności zagadek. Te polegają na logicznych rozkminkach z gatunku "przestaw tę platformę tutaj, żeby wskoczyć tutaj i przesunąć to" albo "omiń niebezpieczeństwo, używając w nowy sposób nabytej wcześniej umiejętności". O ile wiele z nich prezentuje satysfakcjonujący poziom, gdzie nagradzane jest myślenie, o tyle znalazło się też kilka takich, które są najzwyczajniej w świecie nieintuicyjne. Czasami elementy, z którymi należy wejść w interakcję, nie rzucają się w oczy, innym razem rozwiązanie okazuje się nieco naciągane. Raz w łamigłówce przeszkodził mi też wizualny bug.Inside miało doskonały rytm, w którym wyzwanie było na takim poziomie, by szare komórki nieustannie pracowały, ale jednocześnie nie musiały zbyt długo zatrzymywać się na jednym problemie. Tutaj brakuje trochę dobrego rytmu - zaciąłem się kilka razy, a kiedy wreszcie znajdowałem rozwiązanie, nie czułem satysfakcji, tylko lekką irytację z gatunku "to o to chodziło?". Do tego kolejnych segmentów z zagadkami czasami było tak dużo, że siadało tempo opowieści. Zabrakło trochę wyważonego miksu między rozgrywką, a rozwojem fabularnym.Jednocześnie należy podkreślić, że wiele zagadek prezentuje tutaj bardzo dobry poziom. Poza kilkoma irytującymi przystankami, przemierzanie zagadkowego świata Black The Fall było satysfakcjonującym przeżyciem. Łamigłówki potrafią być nie tylko ciekawie zaprojektowane, ale i pełnić funkcję najlepszego narratora. Dość powiedzieć, że jednym z naszych gadżetów jest ukradziony władzy laserek, którym możemy manipulować innymi robotnikami. Przyjdzie nam też na przykład udawać, że pedałujemy na tym zimnym rowerze jak posłuszna mrówka, by prześlizgnąć się dalej. Przy takich mocnych akcentach Black błyszczy najbardziej i szkoda tylko, że nie ma ich tak dużo, jak chciałoby się w ciągu tych, uśredniając, 5-8h.