Beards of War, czyli co nieco o Medal of Honor

Beards of War, czyli co nieco o Medal of Honor
marcindmjqtx

15.06.2010 23:01, aktual.: 15.01.2016 15:47

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Brody będą stanowić ważną część nowego Medal of Honor. Serio. Są wyznacznikiem statusu w multi, mówią o tym, do jakiego oddziału należymy w trybie dla pojedynczego gracza, już nie wspominając o tym, że nosi ją sam szef projektu. No a poza tym Electronic Arts chce po prostu mieć swojego Modern Warfare. I wszystko wskazuje na to, że go dostanie.

Podczas pokazu w LA zobaczyłem dokładnie to samo, co Konrad w Londynie. Miałem jednak nieco więcej czasu na rozmowy z twórcami i dowiedzenie się paru dodatkowych szczegółów. Tekst proszę więc traktować jako uzupełnienie jego wrażeń.

Zacznijmy od tego, że Medal of Honor może nie będzie grą realistyczną, ale na pewno spróbuje oddać realia wojny w Afganistanie. To znaczy oczywiście realia widziane oczami USA. US Army ma niemały wkład w produkcję tej gry. Od konsultacji, przez motion capture, aż do organizowania specjalnych wizyt w fortach, by twórcy gry mogli zobaczyć i żyć z żołnierzami, i poznawać, jak wygląda ich codzienność na polu bitwy. Chociaż należy dodać, że przy grze zatrudniono też afgańskich konsultantów, którzy pomagali twórcom przy opracowaniu języka i zachowań wroga.

Ma to swoje dobre i złe strony. Jedna z nich to fakt, że członkowie tajemniczych oddziałów TIER-1 (czyli np. taki nasz GROM) dokładnie opowiedzieli o swoich operacjach i na czym polega ich praca. Z drugiej zaś strony, to przez to część elementów z opowieści została usunięta bądź też zmieniona. Z jednej strony mamy nastawienie na autentyzm i "growy" realizm, z drugiej zaś zmiany położeń wojsk podczas operacji w Dolinie Shahiot, czy inaczej wyglądające działania sił specjalnych, po to, by nie zdradzić wrogowi swoich taktyk. Są one natomiast na pewno zbliżone do zachowań aktualnie stosowanych przez USA Army. Tak samo zresztą z językiem żołnierzy. Został on nieco obcięty i dostosowany na potrzeby gry. Wojskowi, którym EA pokazało grę, uważają ją za dobre przybliżenie pola bitwy. Niestety, nam to stwierdzenie też musi wystarczyć.

Trochę nie grało mi to z ciągłym podkreślaniem przez twórców słów autentyczność, honor itd. Zapytałem więc, dlaczego nie umieścić akcji gry w fikcyjnym państwie i nie przejmować się takimi rzeczami. W końcu jednym z najważniejszych punktów, o których mówiło EA była "opowieść żołnierza". Nie można jej było przenieść na grunt fikcyjnego konfliktu? Cóż, podobno nie, ale wytłumaczenie, które otrzymałem było dość pokrętne.

Skoro już przy niezgodnościach jesteśmy, to warto dodać, że w trakcie rozgrywki pojawi się też broń, która nie była używana w tych rejonach. Dlaczego? By zwiększyć wiarygodność opowiadanej historii. Jak to się ma do autentyczności? Sam nie wiem.

Natomiast strasznie podobało mi się wielokrotne podkreślanie nastawienia na historię, fabułę i opowieść. "Chcemy oddać cześć żołnierzom", "chcemy przedstawić ich historię", "wszystko podporządkowujemy fabule". Miło.

Nasi bohaterowie (bo będzie ich paru) to zwykli żołnierze. Jak na razie znamy jednego z nich - Rabbita, którego ksywka wzięła się stąd, że ma aż 9 dzieci. Kim będą pozostali? Z tego, co udało nam się dowiedzieć, będzie ich co najmniej 3. W trakcie pokazów i rozmów pojawiły się sugestie, że jedna z postaci może być kobietą. Naszych postaci nigdy nie zobaczymy i nie usłyszymy.

Skoro już wiemy co nieco o bohaterach naszej opowieści o żołnierzach, to teraz trochę o tych, do których będziemy strzelać. Napotkamy 3 rodzaje przeciwników:

  • talibów mówiących w paszto
  • Czeczenów mówiących po czeczeńsku
  • członków Al-kaidy mówiących po arabsku

Oczywiście będą oni coraz lepiej uzbrojeni i wyszkoleni. Poza rozmowami, mają też oczywiście inaczej wyglądać, by było nam prościej wizualnie rozpoznać z kim mamy do czynienia.

Twórcy zapewniają, że to pierwszy dojrzały Medal of Honor, jaki stworzyli. Poza tym mamy dostać liniowy FPS starający się być tak bardzo filmowy, jak to możliwe. Zresztą, aby to osiągnąć, EA nie żałuje pieniędzy. Poczynając od dwóch zespołów pracujących nad multiplayerem i kampanią dla pojedynczego gracza koncentrujących się na tym, co robią najlepiej, co, jak twierdzi EA bynajmniej nie należy do najtańszych, po specjalne nagrywanie odgłosów wystrzałów, wizyty w koszarach (ze względów oczywistych EA nie zgodziło się na wyjazd pracowników do Afganistanu, więc za talibskie rejony służyć musiały wzgórza Alabamy), czy sesje mo-capowe, które kosztowały więcej niż całe wcześniejsze gry z serii Medal of Honor. Do tego dochodzi ponad 10 tysięcy linii dialogowych i ponad 40 aktorów.

A co nowego zobaczymy w samej rozgrywce? AI ma być zbliżone do grania w kooperacji w przypadku naszych towarzyszy broni (których też przeciwnicy nie będą mogli zabić). Będziemy mogli chować się za osłonami i wychylać się. Nasi żołnierze będą też zachowywać się, jak na współczesnym polu walki. W trakcie prezentowanej misji zwróciłem też uwagę na możliwość przekazywania sobie amunicji (do czterech razy), zbierania broni po przeciwnikach (czego prawdziwi żołnierze raczej by nie robili). Część otoczenia jest zniszczalna.

W trakcie walk często nie widzimy przeciwników na górskich szczytach, ślicznie też wygląda kurz unoszący się powietrzu po wybuchu, uwagę zwraca też oświetlenie. Grze zdarzało się też parę razy przyciąć. Całość ma hulać w 30 klatkach na sekundę.

W trakcie pokazu nie sposób było też nie odnieść się do Modern Warfare 2. To, co widziałem, bardzo je przypomina. Pierwsza misja TIER 1 zaczyna się od rozmowy niewidocznych postaci, które potem wstają z ziemi, później przygotowujemy zasadzki i działamy w grupie. Jest to jednak bardziej realistyczne, przypominające faktyczną wojnę, bez gadżetów i stacji kosmicznych. Tu również pojawi się sporo skryptów potęgujących wrażenie filmowości.

Twórcy co prawda nie unikali tego tematu, chwaląc grę Infinity Ward, ale też za bardzo się nad nią nie rozwodzili.

Multi Jak już pisałem wcześniej, nad grą pracują dwa zespoły. Skąd ta decyzja? EA tłumaczy, że nie chciało dopuścić do sytuacji, kiedy jeden z trybów byłby słabszy. Stąd i zatrudnienie do multiplayera DICE, który ma w nim ogromne doświadczenie i pozostawienie EA LA kampanii dla pojedynczego gracza. Nie jest to może najtańsze rozwiązanie, jak również wymaga ono zastosowania dwóch oddzielnych silników, ale wydaje się sprawdzać.

Jasne, tryby różnią się od siebie wyglądem, ale mają podobny klimat. Mapy są ze sobą w miarę zgodne, także poznamy część terenów, na których przyjdzie nam walczyć z innymi.

Jak można podsumować grę w dużym skrócie? To coś pomiędzy Bad Company 2 i MW2. Mamy drużyny, mamy perki, gramy szybko. Ale po kolei.

Prace zaczęły się w połowie zeszłego roku. Mapy zostały wzięte z prawdziwych lokacji, tak jak i zresztą w kampanii dla pojedynczego gracza. Naraz będzie mogło grać do 24 osób, pojawią się ulepszone dedykowane serwery. Do tego możemy spodziewać się trybu obserwatorów (zabiorą miejsce na serwerze) i nieco zmienionego silnika Frostbyte.

Do wyboru będziemy mieć 3 klasy postaci - strzelca, komandosa i snajpera, z których każda będzie mieć oczywiście inny zestaw broni. No ale to znamy z Bad Company 2. Dodatkowo wraz ze zdobytym doświadczeniem, będziemy odblokowywać nowe bronie i akcesoria do ich dopasowania. Zmieni to nam współczynniki broni (siłę i pole rażenia, głośność, magazynek itd) i jej wygląd. Również od stopnia naszego rozwoju zależy wygląd naszej postaci. Zaczynamy jako ranger, by potem stać się członkiem TIER 1 i wyhodować własną brodę. Im jest ona większa, tym żołnierz bardziej doświadczony.

Tak jak i w Bad Company 2, jesteśmy nagradzani za grę drużynową. Punkty, odznaczenia i awanse zdobywamy szybko, co dodatkowo zachęca nas do gry oraz sprawdzenia nowych opcji, które się w niej pojawiły. Teoretycznie walczyć będziemy blisko siebie. "Koncentrujemy się na strzelaniu ludziom w twarz" i faktycznie, walczymy blisko siebie, a nasz przeciwnik zwykle znajduje się blisko nas.

Pierwszy z trybów, który bardziej mi przypadł do gustu, to Combat Mission. Mamy do wykonania poszczególne zadania taktyczne i akcja przenosi się wraz z ich wykonaniem. Tu też pojawił się czołg, który był wykorzystywany podczas rozgrywki. Czy będą inne pojazdy? Na pewno, jednak na tym pokazie nam ich nie zaprezentowano. Akcja Combat Mission miała miejsce w Helmad Valley, gdzie musieliśmy niszczyć baterie dział, zapory itd. Drugim zaprezentowanym trybem było Team Assault (drużynowy deathmatch) odbywający się w ruinach Kabulu.

Gra się szybko. Gdzieniegdzie napotykamy zniszczalne otoczenie (skrzynki, ściany), ale nie będzie tam możliwości zrównania wszystkiego z ziemią. Jak na razie nadal występują problemy z odradzaniem się. To znaczy - możemy wybrać, czy pojawimy się z naszym oddziałem (który o dziwo nie jest w żaden sposób jeszcze oznaczony), czy za linią walki. Rzecz w tym, że często lądujemy tuż przed lufą karabinu przeciwnika, co kończy się szybką śmiercią. Z drugiej strony prowadzi to do masowego fragowania, gdy nagle w jednym miejscu pojawia się trzech graczy.

Tak jak i w MW, za serię fragów dostajemy nagrody. W tym przypadku są to kolejne wersje ostrzału pozycji wroga lub zwiększenie naszej defensywy (odpowiednia prawo lub lewo na d-padzie). Niestety, wymaga to jeszcze dopracowania. O ile bowiem ostrzał z moździerzy często przynosił zamierzony efekt, o tyle dodanie amunicji członkom naszego oddziału już nie bardzo. Zwykle nie żyliśmy tak długo, by się ona kończyła. Dość dziwny jest też sposób uruchamiania defensywnych dodatków, które również wymagają naciśnięcia spustu, zupełnie jakbyśmy z nich strzelali.

Mimo problemów z balansem, lagami i setką drobnych błędów, na które cierpiała dość wczesna wersja gry, i sromotnego łomotu, który dostawałem od fanów Medal of Honor, grało mi się świetnie. Szybkie awanse, nowa broń i jej modyfikacje, które pojawiały się co chwila, dawały nam nowe opcje rozgrywki. Mapy wyglądają naprawdę ładnie i gra się na nich ciekawie. Widać, że gra drużynowa przynajmniej w trybie  Combat Mission będzie niezbędna.

Zresztą, sami wiecie, że DICE zna się na trybach dla wielu graczy i tym razem również go dopracuje. Medal of Honor niebezpiecznie przypomina MW2, z tym, że jego multiplayer po krótkiej zabawie podobał mi się bardziej, niż to, co prezentowało sobą MW2. Mniejszy chaos, gra drużynowa, skromne, ale jednak zniszczenia. Co do kampanii dla pojedynczego gracza, to chcę wierzyć twórcom, że naprawdę postawią na fabułę i opowieść o losach żołnierzy.

Piotr Gnyp

Obraz
Źródło artykułu:Polygamia.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)