Tutaj też wychodzi pewna kwestia, która tak naprawdę dla mnie problemem nie jest, jednak sporo osób na forach na nią narzeka. Balans. W rozgrywkach wieloosobowych jest to bardzo istotny element, natomiast zauważyłem, że wielu deweloperów idzie po linii najmniejszego oporu wprowadzając po prostu odpowiedniki jednostek w każdej frakcji. Tylko że w świecie „Czterdziechy” nie ma balansu. 100 Kosmicznych Marines bez problemu poradzi sobie z 10-krotnie liczebniejszą armią „zwykłych” ludzi. Podobnie jest w Gothicu, także nie do końca rozumiem narzekania, że Eldarzy są za mocni.Trzeba po prostu wykorzystywać silne strony swojej frakcji. Eldarzy mają bardzo szybkie i zwrotne jednostki, które bez problemu wymanewrują siły pozostałych ras. Ich słabą stroną jest natomiast delikatność okrętów, zatem można je albo taranować (trudne), albo złapać w sidła i skoncentrować ogień (też trudne). Siły Chaosu z kolei potrafią razić przeciwnika z dużej odległości, ale mają słabe uzbrojenie do walki w „zwarciu”. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku Imperium, które musi jak najszybciej zmniejszyć dystans i zmiażdżyć wroga skoncentrowanym ogniem makrobaterii. Orki natomiast polegają na swojej… „orkowatości”. Ustawić dziób statku w kierunku najbliższej jednostki, której chcemy dowalić, włączyć dopalacze i liczyć na to, że nic nie odpadnie drąc się jednocześnie „WAAAAAGH!”. To wszystko wymaga wprawy i kilku godzin w grze, ale naprawdę jest do ogarnięcia.W grach z tego uniwersum poza samą mechaniką, czy kwestiami audiowizualnymi liczy się dla mnie jeszcze jedno – klimat. Ciężki, pozbawiony nadziei, uświadamiający nam, że w tym świecie życie ludzkie jest nic niewarte, a codziennie miliardy giną w licznych wojnach prowadzonych przez Imperium Ludzkości. Tutaj Battlefleet Gothic: Armada zdecydowanie wygrywa.Trwająca 20 lat wojna o sektor Gothic jest odwzorowana bardzo dokładnie względem tego, jak było „naprawdę”. Jeśli ktoś interesuje się tematem znajdzie tu wydarzenia, które miały miejsce w książkach, kodeksach i szeroko rozumianej historii świata Warhammera 40,000. Mamy burzę osnowy, która odcięła cały sektor od reszty Imperium, zniszczenie świata – świątyni Savaven, siedziby Eklezjarchii, przez okręt flagowy Abaddona, czy zdobycie przez niego Fortec z Czarnego Kamienia. To wszystko tutaj jest. Musimy też pogodzić się z faktem, że porażka jest stałym elementem tego świata. Chaos ma olbrzymią przewagę, a do tego są jeszcze Orki i Eldarzy. Gra jest naprawdę wyzywająca, nawet na niższych poziomach trudności, ale to powoduje tylko, że każda wygrana bitwa, każda odbita planeta daje wielką satysfakcję.Całości dopełnia świetna oprawa zarówno graficzna, jak i dźwiękowa. Modele okrętów są naprawdę przepiękne. Potężne, ociężałe latające świątynie Imperium, smukłe okręty Eldarów, poskręcane byle jak, „w garażu” dziwaczne twory Orków, czy w końcu zmutowane połączenia metalu i tkanki organicznej statki Chaosu wyglądają świetnie. Do tego dźwięk. Potyczkom towarzyszą krzyki dowódców, przerywane eksplozjami przeładowanych reaktorów, czasem nawet któryś się zbuntuje i postanowi uciec. Wtedy trzeba szybko wykonać egzekucję i mianować nowego kapitana. Wszystkiemu w tle przygrywa świetna muzyka. Podniosła, ciężka, tak charakterystyczna dla tego świata i potęgująca niesamowity klimat.