Battlefield 1943. Wspaniała gra

Strona głównaBattlefield 1943. Wspaniała gra
24.04.2022 17:00
Battlefield 1943
Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943

Właśnie stoczyłem pojedynek pomiędzy japońskim czołgiem typ 97 Chi-Ha a amerykańskim samolotem myśliwskim Vought F4U Corsair. Przegrałem, ale świetnie się przy tym bawiłem.

Battlefield 1943 to dowód na to, że weterani z DICE byli geniuszami. Tytuł stanowi czystą esencję grywalności i dobrej zabawy. Nawet teraz, po niemal 13 latach, Battlefield 1943 jest niesamowicie przyjemnym doświadczeniem. Szczerze? Aż trudno w to uwierzyć, bo gdy odpaliłem tę grę, po prostu nie mogłem się od niej oderwać.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Przytoczony przeze mnie przykład o pojedynku czołgu z samolotem jest tylko próbką tego, co do zaoferowania ma ta gra. Chodzi właśnie o to, że miejsce mają różnego rodzaju szalone sytuacje, które dają sporo satysfakcji i zabawy.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Za pośrednictwem jednego czołgu oraz okazjonalnej pomocy innych graczy, udało mi się zdominować ważne wzgórze. Regularnie odpierałem ataki piechoty, niszczyłem wrogie jednostki opancerzone, a gdy była taka potrzeba, szybko wysiadałem z maszyny i starałem się ją podreperować. W końcu na niebie ukazał się myśliwiec nieprzyjaciela. Stanąłem pod takim kątem, że byłem w stanie trafić w niego moim czołgowym karabinem maszynowym.

Prowokacja zakończyła się tym, że już za drugim podejściem pilot zdołał trafić we mnie zrzuconymi bombami. Poniosłem druzgocącą klęskę, ale nieźle się przy tym uśmiałem. Battlefield 1943 to nieustanny wir tego typu sytuacji, a rozgrywka w tym tytule została świadomie zaprojektowana w taki sposób, żeby trochę ją przechylić w kierunku arcade, czyli mniej realistycznie, ale bardziej zręcznościowo i zabawowo.

Battlefield 1943 – tylko najlepsi kucharze mogli stworzyć taką recepturę

Deweloperzy z DICE postawili na wersję light swoich poprzednich dzieł. Mamy tu Battlefielda, ale stworzonego specjalnie na konsole siódmej generacji. Platformy Xbox 360 i PlayStation 3 otrzymały grę ze znanej i kochanej serii, lecz w prostszym wydaniu.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Battlefield 1943 oddaje nam do dyspozycji tylko trzy mapy. Trzy mapy! A ludzie wciąż mogą w to grać i świetnie się przy tym bawić. Sam się zaliczam do tego grona. Oczywiście miałem przerwę od tytułu, który wyszedł w 2009 roku, lecz gdy tylko go odpalę, to pomimo tego, że dobrze znam lokacje, w ogóle mi one nie zbrzydły. Co może być tego przyczyną? Po prostu są dobrze zaprojektowane.

Wielką zaletą jest również fakt, że pole bitwy zmienia się wraz z upływem czasu. Żołnierze mogą strzelać z rakietnic i rzucać granatami. Czołgi będą regularnie atakować swoimi armatami, a samoloty nazrzucają masę bomb na cele naziemne. W pewnym momencie bujnie porośnięte obszary zamieniają się w wykarczowane pola, a miejsca wypełnione budynkami, stają się płonącymi zgliszczami.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Ta gra już trzynaście lat temu pozwalała na uzyskanie czegoś bardzo imponującego. Jeżeli strzelimy w dowolny obszar budynku, to w tym miejscu pojawi się dziura. Mamy całkowitą wolność w niszczeniu różnych struktur. Widziałeś jak ktoś chowa się za ścianą? Strzel w nią z rakietnicy, zniszcz wspomnianą ścianę i wybuchem zgładź przeciwnika. To się nigdy nie zestarzeje i zawsze będzie dawać masę frajdy. Tego typu model rozgrywki zmienia całe myślenie i sposób planowania, bo jeśli wbiegam do budynku i wiem, że widział mnie operator czołgu, to muszę uważać – za chwilę pocisk prawdopodobnie rozwali ścianę, za którą się schowałem.

  • Battlefield 1943
  • Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
[1/2]
Battlefield 1943

Battlefield 1943 – trzy proste klasy postaci wystarczą

Strzelec (rifleman) ma karabin samopowtarzalny, który podczas rozgrywki stanowi broń idealną na długi oraz średni dystans. W przypadku gdy zajdzie taka potrzeba, może skorzystać jeszcze z zabójczych dla piechoty granatników nasadkowych.

Piechur (infantryman) dysponuje m.in. pistoletem maszynowym Thompson, który jest świetny na małym dystansie. Kiedy na drodze tej klasy postaci stanie czołg, wtedy może sięgnąć po działo bezodrzutowe do strzelania pociskami burzącymi. Sprawdza się to również w sytuacjach, gdy chcemy zniszczyć fragment jakiegoś budynku, bo np. wbiegł tam żołnierz wrogich sił.

Zwiadowca (scout) ma karabin przeznaczony dla strzelców wyborowych, którym namiesza w szeregach wroga na bardzo długim dystansie. Do atakowania czołgów może wykorzystywać dynamit, skuteczny m.in. podczas samobójczych ataków. Ciekawa jest jeszcze możliwość posługiwania się kataną, co daje sporo frajdy i jest niezwykle skuteczne gdy akurat kogoś zaskoczymy.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Wszystko to w połączeniu z samoistnie odnawiającą się amunicją, dostępem do licznych pojazdów i otwartymi mapami, na których można realizować przeróżne strategie, daje niesamowity efekt. Battlefield 1943 jest zbudowane na idealnie zazębionych trybikach, dzięki czemu gra jest naprawdę ponadczasowa. Tytuł nie traci na aktualności, bo dalej można się dobrze bawić po jego odpaleniu, nawet jeśli kalendarz pokazuje 2022 rok.

Battlefield 1943 pokazuje, że grafika to nie wszystko

Jako właściciel konsoli Xbox Series X mogę cieszyć się z przywileju w formie wstecznej kompatybilności. Pomimo tego, że Battlefield 1943 to gra przeznaczona na platformę Xbox 360, byłem w stanie ją dzisiaj odpalić na sprzęcie dziewiątej generacji.

Battlefield 1943
Źródło zdjęć: © Battlefield 1943
Battlefield 1943

Obraz wyświetlany na telewizorze 4K bezlitośnie ukazuje wszystkie niedoskonałości przestarzałej oprawy, lecz nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ grafika to nie wszystko. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest czymś zupełnie marginalnym, bo w Battlefield 1943 gameplay wynagradza wszystko i wciąga jak bagno. To niesamowite, że na serwerach tej leciwej gry studia DICE wciąż są ludzie i nadal można się przy niej świetnie bawić. Gorąco polecam.

Marcin Hołowacz, dziennikarz Polygamii

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (8)