Chwaliłem kameralne historie bohaterów, zwłaszcza tę jedną. Nie ratujemy tam świata i nie przechylamy szali zwycięstwa Ententy na naszą stronę, skupiamy się na jednostkach i ich dramatach. Niestety umyka tu szerszy kontekst. Z kim właściwie walczymy? O co chodzi w tej wojnie? Gra mi tego nie powiedziała, a gdyby nie ostatnie zadanie w Imperium Osmańskim i wcześniejsza wzmianka o Austro-Węgrach, to mógłbym pomyśleć, że ogólnie w I wojnie strzelało się tylko do "Szkopów". Nie wymagam tworzenia z Battlefielda 1 gry edukacyjnej, ale pod względem przedstawienia realiów i kontekstów historycznych strzelanina DICE wypada gorzej nie tylko od Valiant Hearts: The Great War, ale i drugowojennych FPS-ów od Activision i EA z pierwszego PlayStation.Kampania Battlefielda 1 zaczyna się obiecująco, a potem daje ci w twarz. Nie jest więc dobrze, ale to i tak lepsza sytuacja niż przed laty, a dokładniej rzecz biorąc niż w Battlefieldzie 3 i 4. Progres więc jest, ale to jeszcze nie ten moment, żeby kupować BF-a dla fabuły. Jak już jednak go kupicie, to koniecznie przejdźcie prolog i pierwszą misję. Warto je przeżyć przed wskoczeniem na serwery.Trochę narzekałem, że w trybie fabularnym nie do końca czuć tę pierwszą wojnę światową, że można było zrobić to trochę lepiej. I wiecie co, podobnie jest w multiplayerze. W przeciwieństwie do single'a zupełnie mi to jednak nie przeszkadza, bo wiem, że wszelkie kompromisy czy uproszczenia są po prostu niezbędne do zrealizowania ciekawych sieciowych starć. Najważniejsze w Battlefieldzie 1 jest więc to, że to stary dobry Battlefield. Zmieniły się realia, uzbrojenie, a do pewnego stopnia także tryby, doświadczeni w strzelaninach DICE z miejsca poczują się jednak jak ryby w wodzie.Battlefield 1 to wciąż rewelacyjny sieciowy shooter, który bawi zarówno wolnych strzelców, jak i ściśle współpracujących w ramach drużyny graczy. Kooperacja generalnie popłaca, bo zdobywa się za nią nie tylko dodatkowe punkty (za reanimacje, wykonywane rozkazów, zaopatrywanie w amunicję, respawny "na sobie" - klasyk), ale też zabicia specjalnych wrogów, co w pojedynkę nie zawsze jest takie proste. Zwłaszcza w przypadku tych opancerzonych. Mierzili mnie oni w trybie fabularnym, tutaj wciąż są głupotą, ale akceptowalną. Oprócz stroju tego niemal steampunkowego żołnierza, na poziomach można znaleźć też specjalną snajperkę z amunicją przeciwpancerną lub miotacz ognia. Nasz żołnierz będący przedstawicielem jednej z czterech typowych klas zamienia się wtedy na chwilę w reprezentanta jednej z tych trzech klas nietypowych i niedostępnych z poziomu menu. Nasz albo żołnierz przeciwnika, wtedy samemu takiego opancerzonego kolesia naprawdę ciężko jest rozwalić. Podobnie ma się sytuacja z pojazdami opancerzonymi. Zostały osłabione względem bety, ale i tak sieją popłoch. W Battlefieldzie 1 nie ma wyrzutni rakiet RPG czy C4, najlepiej sprawdza się więc taktyka "wszyscy na jednego". Z podczepianymi pod karabiny granatnikami.Same karabiny to też wdzięczny temat. Uzbrojenie bez laserowej optyki i bajeranckich kolimatorów to miła odmiana od poprzednich odsłon. Specjalne lunety mają snajperki, w reszcie trzeba się jednak zadowolić różnymi typami szczerbinek. Ukłonem w stronę graczy jest jednak wybierany w opcjach poziom zbliżenia przy dokładnym celowaniu. Mimo tego ułatwienia, celne oddawanie ognia to wciąż wyzwanie. Mając karabin powtarzalny zamiast kałasza, trzeba dobrze ważyć strzały.Inna sprawa, że nawet w poprzednich Battlefieldach rzadko biegałem z bronią automatyczną, AK-47 przełączając na pojedyncze strzały. Po każdym wystrzelonym pocisku można wtedy poprawić tor lotu kolejnego. Dla mnie przesiadka na Battlefielda 1 nie była więc dramatyczna, tych gustujących w Uzikach i wypluwających setki pestek karabinach może jednak zaskoczyć. Choć to nie jest tak, że karabinów maszynowych nie ma w ogóle. Jest ich po prostu mniej, no i działają raczej na średnie dystanse, podczas gdy dzięki podkręceniu tempa przeładowywania karabinów samopowtarzalnych, te wcale nie zostają w tyle. Z bliska rozwalają przeciwnika, a przy wprawnym oku i odrobinie szczęścia mogą też ściągać naprawdę odległe cele.