Na szczęście obyło się bez większej tragedii, choć losowe zerowanie statystyk graczy (czasem nawet w trakcie meczu) oraz odcinanie ich od zdobytych broni i specjalizacji mogło budzić uzasadnione obawy. W końcu nikt nie lubi, gdy nie ze swojej winy traci zdobycze warte kilka(naście) godzin. Skończyło się tylko na strachu, po krótkim czasie punkty doświadczenia wracały. Nie zabrakło również standardowych problemów z połączeniem, rozbijania drużyn, lagów i przerywania trwających meczów w skutek zamknięcia serwera. Dlaczego? Na blogu Bad Company 2 czytamy: Pomimo zatroszczenia się o solidną infrastrukturę obciążenie w weekend było olbrzymie, 400% większe, niż w przypadku każdej innej gry z serii Battlefield. Tak, to nasza wina... Dobrze, że kampania dla samotnego gracza faktycznie jest dużo ciekawsza, niż w pierwszej części gry. Dzięki temu nie miałem potrzeby wymieniania płytki w konsoli, a i powrót do sieciowej zabawy odbywał się błyskawicznie. Tylko niech to już będą ostatnie takie potknięcia, bo trochę (uwaga, będzie młodzieżowo!) siara...
PS Jak Wam idzie? Macie już jakieś swoje "Battlefield Moments"?