Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeAstro Bot Rescue Mission – recenzja. Czysta VRajda

Tutaj nawet poziom podwodny daje radochę.

Facebook Twitter Google Wykop

Zły kosmita napada na nasz statek kosmiczny. Wskutek katastrofy gubimy pięć kluczowych części maszyny i całą swoją załogę. Aby poskładać wszystko do kupy, przemierzamy więc pięć światów po cztery poziomy i jednego bossa każdy. Skaczemy, zbieramy monetki, bijemy potworki, wypatrujemy znajdziek…

Platforma: PS4
Producent: Sony Interactive Entertainment
Wydawca: Sony Interactive Entertainment
Data premiery: 02.10.2018
Wersja PL: Tak (napisy)
Grę do recenzji dostarczył dystrybutor. Graliśmy na PS4. Zdjęcia pochodzą od redakcji.

Brzmi jak najklasyczniejsza platformówka na świecie? No pewnie. Astro Bot Rescue Mission jest najklasyczniejszą platformówką na świecie… ale od podstaw stworzoną w wirtualnej rzeczywistości. I bardzo dobrze wykorzystującą wszystkie wiążące się z tym możliwości.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, ze sterujemy pociesznym Astro Botem z trzecioosobowej perspektywy, będąc zaledwie zawieszoną w przestrzeni kamerą. Trochę jak w Chronosie albo Lucky’s Tale. Szybko jednak okazuje się, że my – z naszymi goglami PS VR na głowie i Dual Shockiem w ręku – też jesteśmy bohaterem w świecie gry. Mianowicie sterującą astro botem maszyną w hełmie i z “dualszokopodobnym” padem w garści. I właśnie z tego faktu wynikają najlepsze elementy Rescue Mission.

Z poziomu Astro Bota mamy bowiem do czynienia z miłą, standardową platformówką. To on jest głównym bohaterem tej przygody. Ale w momencie kiedy jeden z przeciwników patrzy centralnie na nas – i mam na myśli nas-graczy, nie bota – po czym strzela mazią, która rozlewa się przed naszymi oczami, zasłaniając pole widzenia… Wtedy zaczynamy czuć VR-owy pazur i naszą obecność w tym radosnym świecie.

W grze pojawi się sporo przeciwników, którzy będą mieli z nami problem. Wtedy będziemy musieli choćby machać głową, by uniknąć ich pocisków. Innym razem “z główki” damy jakiejś stojącej na drodze przeszkodzie. Na poziomach często też znajdziemy dodatki do pada – latarkę czy plujący wodą pistolet – które wykorzystamy do torowania drogi Astro Botowi.

Przykład? Za pomocą wyrzutni lin pokonujemy przeciwników na balonach, a potem używamy jej na haku po drugiej stronie przepaści, tworząc prowizoryczny most. Obniżamy pada, by Astro Botem wskoczyć na linę. Idziemy naszym bohaterem na drugi brzeg, po drodze podrzucając go Dual Shockiem po zawieszone wysoko monetki. Tego typu interakcje zdarzają się w grze bardzo często i są źródłem największej frajdy. Z naszej obecności wynika również szereg VR-owych smaczków, które wykorzystują potencjał technologii i pozwalają poczuć się tak, jak nie poczulibyśmy się nigdy w “zwykłej” platformówce. I choćby za to Astro Botowi należą się pochwały.

W wirtualnej rzeczywistości możemy się też, oczywiście, rozglądać, co jest kluczowe dla znajdowania rozrzuconych po planszach członków załogi. Po przejściu przez bramę możemy odwrócić się, by zobaczyć kolegę uczepionego żyrandola. Czasami wychylając się i patrząc w dół, zobaczymy miejsce, do którego Astro Bot może bezpiecznie spaść, by odkryć tam kolejnego bota.

Poziomy są najzwyczajniej w świecie pomysłowo zaprojektowane, więc chce się wykręcać głowę na wszystkie strony w poszukiwaniu detali. Często musimy też pogłówkować, żeby odkryć jak Astro Bot może się dostać do bardziej niedostępnych miejsc. Czuć, że projektanci mieli kupę zabawy, tworząc poszczególne plansze. Przez lwią część rozgrywki Rescue Mission robi też świetną robotę w zaskakiwaniu gracza nowymi elementami; coś, co w platformówkach ostatnio lepiej robił chyba tylko Super Mario Odyssey. Większość poziomów odpalałem z szerokim uśmiechem i myślą: to co teraz? W jaki sposób twórcy wykorzystają VR? Co ciekawego będę musiał robić?

Zresztą, ten podjar tyczył się nie tylko rozgrywki, ale nawet oprawy audiowizualnej. Zwiedzane plansze mają oczywiście chwytliwe melodyjki i najróżniejszą tematykę – od klasycznej dżungli, przez plaże i jaskinie, po motywy halloweenowe czy podniebne. Tutaj nawet poziom podwodny daje radochę. Każdy wygląda też tak dobrze, na ile pozwala na to PS VR. Nie ustrzeżemy się wad nie do przeskoczenia, w rodzaju niskiej rozdzielczości. Najważniejsze jednak, że twórcy wykorzystują wirtualną rzeczywistość nie tylko do fajnych, gameplayowych rozwiązań, ale też przedstawiania pięknych krajobrazów. Szczyty gór, przelatujące nad głową samoloty, wypryskujące z chmur mechy… Gra oferuje wiele spektakularnych momentów.

Spektakularni są też wszyscy bossowie. Do tego zarówno ich wygląd, jak i walki zostały zaprojektowane z nie mniejszym polotem niż standardowe poziomy. Jeśli jest tutaj element, który może pozostawić trochę do życzenia, to jest to poziom trudności. To zresztą tyczy się całej gry. Po kilku godzinach w świecie Astro Bota chciałoby się trochę więcej wyzwań, tymczasem do końca jest raczej równie łatwo jak na samym początku. Dzieci, dla których tytuł już przeznaczony przede wszystkim, raczej tego nie odczują. Ale starsi gracze już tak.

Mniej więcej od połowy gry siada też trochę ta ciągła radocha wynikająca z wprowadzania nowych elementów i VR-owych trików. Co i raz wciąż się jakieś zdarzają, niemniej tempo jest już spokojniejsze, co skutkuje delikatną stagnacją. A na koniec – lekkim uczuciem niedosytu.

Na pewno nie pod kątem samej liczby zawartości – główna część gry trwa dobre 5-6 godzin. Do tego oferuje bonusowe poziomy-wyzwania (wbij tyle i tyle punktów, przebiegnij trasę w tyle i tyle sekund), wykorzystujące poznane już elementy rozgrywki w pomysłowy sposób. Zawsze możemy się też udać na pokład naszego statku i za uzbierane monety kupić interaktywne makiety różnych plansz. Albo po prostu bawić się z uratowanymi botami. Albo wrócić na stare poziomy i poszukać jeszcze tych wciąż nieuratowanych, a sprytnie poukrywanych ziomków.

Nie, uczucie niedosytu wynika po prostu z tego, że twórcom nie udało się utrzymać równego, żywego tempa wprowadzania angażujących nowości do kolejnych poziomów. Zaproponowane VR-owe interakcje zmieszane z klasyczną platformówką dają masę frajdy, ale w pewnym momencie chcesz, żeby to poszło jeszcze krok dalej. Masz poczucie, że może pójść, ale twórcom albo zabrakło już pomysłów, albo czasu.

Te refleksje nie zmieniają jednak najważniejszego – Astro Bot Rescue Mission daje mnóstwo frajdy, a zabawa z tą grą to czysta przyjemność. To nie jest produkt stworzony na odwal, ot, żeby nie było, że Sony zrobiło PS VR, a potem o nim zapomniało. Nie, to gra, której gracze bez gogli mogą autentycznie zazdrościć. Pomysłowa, pozytywna, wciągająca. Bawiąca młodych i starych. Pełna charyzmy. Astro Bot może posłużyć za świetny drogowskaz dla innych twórców korzystających z wirtualnej rzeczywistości. Drodzy deweloperzy, oto kierunek, proszę tędy. Oto fantazyjna, kolorowa ścieżka w stronę popularyzacji VR-a.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0
Patryk Fijałkowski

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
0 Odpowiedzi
2 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
JanMarian
Użytkownik

Fajnie, VR kusi, zwłaszcza po ostatniej obniżce cen

Zacco
Użytkownik

O super. Idealna gra dla mnie i dzieciaków bo PSVR już zaczynał się kurzyć w szafce. Czy w grze jest też kanapowy multi? W płycie demo dołączonej do PSVR jest gierka z astrobotami i tam taki koop jest. Jedna osoba gra w googlach a druga pomaga latając “samolocikiem”. Nic o tym nie wspomnialeś w recenzji. Granie samemu jest fajne ale z dzieciakiem to już wspólne dzielenie się przyjemnością grania 😀