Zaskakujące, jak mniejsze środki finansowe produkcji wpływają na zabawę online. Nie stworzycie własnych wyścigów. Na szczęście jest opcja zaproszenia znajomych do tego, co wybierzecie z listy. Uwaga jednak, bo przyzwyczajenia z gry solo nie mają przełożenia na rywalizację w sieci. Możecie ścinać, możecie spychać. Kary są nieobecne. Dlatego nic dziwnego, że po dziesięciu minutach kwalifikacji, gdy zacznie się wyścig, a pierwszy zakręt oddzieli przód stawki od reszty, dziesięciu z maksymalnie piętnastu graczy po prostu opuści grę. Dlaczego to robią - tego nie rozumiem. Nie jest przecież tak, że nagle stracą reputację czy miejsce w stawce. Online jest tak proste, że aż niedzisiejsze.Z kolei zero zaskoczeń zaserwowała mi oprawa Assetto Corsy. Wiedziałem, że oprócz "gęstej mgły" (ta przenosi mnie w myślach do wyścigów sprzed dwóch generacji) nie znajdę tutaj żadnych efektów pogodowych, ni śniegu, ni mżawki, ni nocy nawet. Spodziewałem się budżetowej oprawy, usztywnionych drzewek lub techników w pit stopie, przez których przeniknę bez problemu (okej, to jest całkiem zabawne). Po raz osiemdziesiąty chyba, ale ostatni - tak bywa w symulatorach. Nie sądziłem za to, by finalny produkt nie trzymał animacji lub prezentował najokropniejszy screen tearing, jaki widziałem, odkąd kupiłem PlayStation 4. Rozumiem, że wersja pecetowa nie cierpi na tę przypadłość.Nie powinienem, niemniej... <bierze głęboki oddech, żeby wypuścić to raz i mieć spokój> Project Cars ma dużo ciekawszą kampanię, Gran Turismo to przy Corsie istna encyklopedia, a Forza Motorsport swoim trybem sieciowym miażdży tutejszy zalążek. Nie mają równie dobrego modelu jazdy, nawet jeśli Carsy były blisko, a Forza jest zwyczajnie trudna do odłożenia. Zataczymy tym samym pełny krąg do początku tekstu. Są lepszymi grami, z tym że zachowują swoje "cade".Często zdarza się nam narzekać, że jakiś tytuł nie trafił na "swojego" recenzenta. To może być taki przypadek, choć ja naprawdę widziałem potencjał w produkcji Kunos Simulazioni. Nie potrafię jednak kłamać, że sprawia mi przyjemność, gdy jest wręcz przeciwnie. Baza odbiorców w tym przypadku będzie sztywno określona. Kocham wyścigi w najróżniejszych odmianach. Nie pokocham Assetto Corsy. To nie Dirt Rally, gdzie widziałem sens w prawdziwej nauce. Pierwiastek growy jest dla mnie najważniejszy. Nie czuję go po prostu. Niech powyższy tekst będzie dowodem, jak można tutaj się rozczarować. To tytuł, który - jak sądzę - powinien pozostać na pecetach.