Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeAssassin’s Creed: Odyssey – recenzja. Zabij pięć rekinów

Jest tego wszystkiego zdecydowanie za dużo

Facebook Twitter Google Wykop

Zagaduję do przypadkowo spotkanej kobiety. Nie dlatego, że taki ze mnie wrażliwy na kłopoty bliźnich najemnik (wręcz przeciwnie, łatwość, z jaką mój Aleksios podejmuje się zabijania ludzi na zlecenie, każe przypuszczać, że niezły z niego psychopata).

Platforma: PC, PlayStation 4, Xbox One
Producent: Ubisoft
Data premiery: 5.10.2018
Wersja PL: Napisy
Wymagania sprzętowe: AMD FX 6300 @ 3.8 GHz, Intel Core i5 2400 @ 3.1 GHz, AMD Radeon R9 285, NVIDIA GeForce GTX 660, 8 GB RAM
Grę do recenzji dostaliśmy od dystrybutora. Zdjęcia pochodzą od redakcji.

Dlatego, że była oznaczona na mapie jako dostarczycielka zadania pobocznego. Co cię, dostarczycielko zadania pobocznego, trapi, pytam ją. Otóż impreza zaplanowana, ale wino całe utonęło w drodze, a my boimy się je wyłowić, bo tam pływają rekiny!

Więc zadanie. “Zabij pięć rekinów”. Nie “wyłów wino”, nawet nie “zabij pięć rekinów w określonej lokalizacji”. Mam po prostu zabić pięć rekinów. Żeby co? Żeby dokonać na nich zasłużonej zemsty? Żeby pokazać chłopom, że z rekinami da się walczyć?

No i pływam jak porażony w tę i we w tę, szukając jakichś pięciu rekinów do zabicia, żeby swoją zleceniodawczynię usatysfakcjonować. Wracam z uśmiechem na ustach, mówiąc: “zabiłem ich” (gra w tego rodzaju pomniejszych zadaniach pobocznych składa dialogi z gotowych fragmentów, co jeszcze może i jakoś działa po angielsku, ale w języku polskim powoduje takie kwiatki). Jesteście bezpieczni. Zabiłem pięć rekinów (a może pięciu rekinów?).

Na tym etapie wiedziałem już, jaki jest mój problem z Assassin’s Creed: Odyssey.

Mów do mnie jeszcze

Zaczyna się to wszystko bardzo obiecująco. Jak pisałem już tydzień temu, kolejne zmiany, wprowadzone przez Ubisoft do formuły serii, sprawdzają się i jeszcze dobitniej przypieczętowują jej gatunkową przemianę. Dużo lepiej spaja się to wszystko jako pełnoprawne action-RPG, kiedy poza powierzchownymi elementami gatunku – takimi jak rozwój postaci czy zdobywanie coraz to lepszego ekwipunku – mamy także te bardziej istotne.

Najbardziej pozytywnie zaskakującym z nich jest system dialogów. To, co wydawać się mogło po pierwszych zapowiedziach mało znaczącym dodatkiem, daje Assassin’s Creed: Odyssey bardzo dużo nowego życia. Przede wszystkim podejmowane w dialogach wybory faktycznie mają znaczenie. Mają wpływ na rozgrywkę i nawet jeśli rozciąga się on tylko do pojedynczego zadania, to wciąż miło mieć wrażenie, że to, co do innych ludzi mówimy, kształtuje przebieg historii.

Można więc spowodować, że człowiek, który chciał nam zlecić zadanie, rzuci się na nas z mieczem, kiedy powiemy mu, że jego problemy nic nas nie obchodzą. Można zdemaskowanego wroga zabić od razu albo okazać mu łaskę. Można nawet, po wiedźminowemu, zaciągać kolejne spotkane postacie do łóżka, z tą róznicą, że bez stosownego przerywnika filmowego (seks jest tu traktowany jak w filmie dla całej rodziny, odchodzimy na bok i ekran ciemnieje).

Życie to ciągła walka

Cieszą również wprowadzone przez Ubisoft usprawnienia do mechanicznej strony gry. Walka jest tu podobna jak w Origins, bazująca na tym samym pomyśle – koniec więc z charakterystycznym dla poprzednich odsłon poleganiu na animacjach i kontrach. Ważne jest tylko to, czy wykonując cios trafimy przeciwnika i czy on, wykonując swój, trafi nas. Ale rozbudowanie tego systemu o umiejętności aktywne, zdobywane w toku rozgrywki, znacząco go uprzyjemnia.

Grę rozpoczynamy z czterema slotami na tego typu zdolności, na późniejszym etapie możemy ich już mieć osiem i przełączać się między dwoma zestawami. Dzięki nim walka w Assassin’s Creed: Odyssey jest przyjemniejsza niż w jakiejkolwiek poprzedniej grze z tego cyklu. Możemy pokonywać szybko odległość między przeciwnikami używając szarży, wykorzystywać truciznę czy nawet wyrywać przeciwnikom tarcze, zadając im przy tym obrażenia.

Wszystko to sprawia, że aż chce się walczyć i bardzo dobrze, bo i jest to gra mocno nastawiona na walkę. Wciąż można starać się podchodzić do wrogów po cichu, są nawet i ułatwiające to zdolności (jak choćby taka, która pozwala na dokonywanie cichych zabójstw z odległości), ale koniec końców walki nie da się uniknąć – choćby dlatego, że silniejsi przeciwnicy będą w pewnym sensie odporni na ciche zabójstwo – podobnie jak w Origins zabierze im ono tylko część paska życia (na to, jak wiele, ma również wpływ nasz poziom i używane przedmioty).

Mityczna odwaga

Starożytna Grecja, w której umiejscowiono Odyssey, bardzo dobrze pasuje do gry z serii Assassin’s Creed. Przed premierą ta decyzja wydawała się dziwna – choćby dlatego, że to przecież dziejące się cztery wieki później Origins opowiedziało o początkach zakonu asasynów. Ubisoftowi udało się jednak bardzo sprawnie wybrnąć z tego problemu, a w konsekwencji stworzyć jedną z ciekawszych fabuł, jakie dał nam ten cykl.

Assassin’s Creed od swojej pierwszej części miał ten podkreślany przez wielu graczy problem (jednym to przeszkadzało bardziej, innym mniej; mi niewiele) – z jednej strony miały być to w miarę realistyczne gry historyczne, możliwie wiernie przedstawiające opisywane przez siebie epoki, z drugiej – szczególnie w ich warstwie współczesnej pełne były pseudonauki, spiskowych teorii i taniego science-fiction.

Powstawał przez to ten rozdźwięk, jakby Ubisoft starał się przemówić jednocześnie do dwóch grup użytkowników naraz. Przynajmniej jedna z nich wydawała się tym stanem rzeczy mocno rozczarowana (co do dziś można łatwo zobaczyć w sieci, patrząc na pytania w rodzaju: “czy pozbyli się już w końcu współczesności”? Nie – nie pozbyli się, współczesność jest i trzyma się mocno).

Assassin’s Creed: Odyssey to gra, w której Ubisoft mówi w końcu: robimy grę od początku do końca dla fanów pseudonauki, spiskowych teorii i taniego science-fiction. I czyni z fantastycznych elementów serii element fabularny nie tylko w części współczesnej, ale też w tej historycznej.

Okazuje się, że nie było lepszego momentu, żeby to zrobić! Dzięki temu scenarzyści mogą wprowadzać do opowieści elementy rodem z mitologii, tak przecież nierozerwalnie związane ze starożytną Grecją, pozostając przy tym wiernymi światowi przedstawionemu. Może nawet bardziej wiernymi niż kiedykolwiek wcześniej. Nie ma z tym żadnego problemu, nikt nie rości już sobie pretensji do realizmu, ale też trudno mieć tej decyzji coś za złe – to starożytna Grecja, przecież tam naprawdę żyli herosi i półbogowie, i były mityczne bestie i potężne artefakty. Prawda?

Również przez to aż chce się poznawać główny wątek fabularny Assassin’s Creed: Odyssey. Pomagają również dobrze napisane postacie głównych bohaterów (gracz może wybrać kobietę lub mężczyznę, ale obie postacie mają te same linie dialogowe). Pomijając może te momenty, kiedy wychodzą oni na psychopatów.

Za dużo

Bardzo dobrze sprawdza się również system najemników, w ramach którego gracz poznaje kolejnych potężnych wrogów, przemierzających świat gry i może na nich polować lub być ich celem, jeżeli dopuści się zbyt wielu niedozwolonych czynów. Tylko że gra nie zatrzymuje się w tym miejscu i po około 20 godzinach otwiera przed graczem drugi, oddzielny system, bardzo podobny do tego pierwszego, w którym odkrywamy i eliminujemy kolejne cele.

Nie wystarczy jej rozsypanie po świecie wzbogacających opowieść zadań pobocznych. Musi wysypać tych zadań pobocznych na całą mapę, plus jeszcze rozmieścić dodatkowe na tablicach ogłoszeń i dodać jeszcze trochę generowanych losowo i dostępnych tylko przez jakiś czas.

W wyniku tego po pewnym czasie trudno już znieść nierówność tego wszystkiego. Na każde ciekawe, pomysłowe zadanie przypada tu kilka świadczących o totalnym braku wyobraźni zadań w “pójdź i zabij”, “popłyń i znajdź”. Bo są jeszcze statki i bitwy morskie, i werbowanie załogi. Jest podbijanie kolejnych obszarów i wpływanie na losy wojny między Spartą a Atenami.

Jest tego wszystkiego strasznie dużo, a jednocześnie bardzo często u gracza wywołuje to myśl, że byłoby o wiele lepiej, gdyby część wyciąć. Zostawić to, co najlepsze, eliminując niepotrzebne wypełniacze, których jest tu męczące i irytujące zatrzęsienie. Gra wydaje się też gorzej od Origins przetestowana, przynajmniej u mnie pojawiało się więcej niż typowo błędów. Nic, do czego fani gier Ubisoftu nie byliby przyzwyczajeni, ale całość jest znacznie bardziej kapryśna niż poprzednia część.

Przez to wszystko tak jak po pierwszych 20 godzinach z Assassin’s Creed: Odyssey byłem do gry nastawiony bardzo pozytywne, tak po około 25 kolejnych mam jej już trochę dość. Nie mam ochoty bawić się za twórców w redaktora i zgadywać, która zawartość będzie dla mnie interesująca, a którą powinienem omijać. Nie mam ochoty przeć na oślep w kierunku zakończenia, “bo tak się powinno” – jak tak się powinno, to po co umieściliście w grze to wszystko?

To jakże często męczące, zniechęcające, irytujące “wszystko”. To, co musi być w każdej grze z otwartym światem, bo tak mówią prawa rynku. Jest w tym całym Assassin’s Creed: Odyssey mnóstwo fajnych pomysłów i świetnej gry, ale przykryte równie dużą ilością nudy i całkowicie przeciętnej gry. Czy powinno się oceniać tylko jedno, a zamykać oczy na drugie?

Nie. Nie powinno.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.5

25
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
10 Komentarze
15 Odpowiedzi
15 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartosz Witoszka
Użytkownik

Bardzo fajna recka. Niestety potwierdziły się moje obawy, co do tej gry, ten świat jest naprawdę GIGANTYCZNY!! Tylko, że deweloperzy nic nie zrobili by go urozmaicić. W sumie to grzech większości sandboxów teraz i chyba zawsze będzie.

Trikson
Użytkownik

Wszystko fajnie tylko dlaczego autor nazywa najnowsza część Origins (kilka razy w tekście oraz w samym tytule)?

Lord Bart
Użytkownik

Pomijając rzecz nie do pominięcia, czyli to że ostatnie 2 kridy zmuszają do expienia aktywności, bo level cap głównych questów to… zacząłem się zastanawiać, na przykładzie wielkich obszarowo gier od Ubisoftu, że może by spróbować grać w to… tak jak ja chcę? Gdzieś ostatnio oglądałem ciekawy film o tym jak twórcy wykorzystują podświadomy (albo i nie) przymus gracza do “sczyszczenia” mapy ze znaczników. A gdyby tak tego nie robić? Testowałem to ostatnio w Wildlandsach, Primalu i WatchDogsach. Da się. Chcę pchnąć fabułę? Pcham. Chcę trochę pobiegać, pozwiedzać? OK. Poza tym odniosłem takie wrażenie, że ich gry… są jakby tworzone dla… Czytaj więcej »

thondarr
Użytkownik

Zgadzam się w stu procentach z Tobą. Takie gry faktycznie wymagają czasu i cierpliwości by ich doświadczyć w pełni. Dla mnie jak na razie Oddyssey jest najprzyjemniejszą po Black Flag grą z serii. Level cap został naprawiony bo poza prawnymi wyjątkami główna fabuła dostosowuję się do lvlu gracza. Dla porównania Origins mnie dość szybko zmęczył ta mechanika a tutaj mogę sam wybrać czy zechcę pomóc mieszkańcom czy podbić region czy iść dalej z fabułą. Polecam grać w trybie eksploracji.

Lord Bart
Użytkownik

Tak, zapomniałem że właśnie jest jeszcze ten tryb eksploracyjny… a jak naprawili levelowanie questów to ok, chociaż nadal idea tego w tej serii słabo mi się widzi.

antyszyba
Użytkownik

Duży szacunek dla recenzent, że nie podszedł do gry tak hurra-optymistycznie jak inni recenzenci. Nie trzeba nawet grać w Odyssey, żeby zobaczyć w którym miejscu coś nie styka i kiedy recenzent pisze o grze, że jest to gra o wiele lepsza niż Origins (Origins 2.0?) i daje jej 9,5/10 to jako czytelnik czuje się oszukany. Nawet jak recenzent wymienia wady gry to i tak uznaje koniec końców, że “bawił się dobrze” i wystawia super wysoką notę i podsumowaniem zamiata pod dywan to, co innym może przeszkadzać.
Jeszcze raz – bardzo rozsądna i sprawiedliwa recenzja.

blantman
Użytkownik

Trudno mi dyskutować z recenzją osoby która grała w grę dłużej. Ja gram ok 17 h i robię w sumie tylko questy fabularne i te poboczne z wykrzyknikiem na mapie (czyli mocno fabularyzowane a tam trafiają się perełki). Olewam całe to zbieractwo tak jak w origins i bawię się przednio. Obecnie jestem w 4 sekwencji. Z lvl też nie mam problemu bo questy główne i te fabularyzowane mają ok 5k xp za ukończenie. Te poboczne do grindowania ok 800 xp. Nie czuje abym musiał grindować zawsze lvl mam w okolicy tego questu fabularnego. Nie kupiłem nigdy i nie zamierzam kupić… Czytaj więcej »

SkazaME
Użytkownik

Mam na razie 34 godziny na koncie i czyszczę mapę z wszystkich zadań pobocznych i znaków zapytania. Z jednej strony to dużo, z drugiej mało, bo jestem dopiero w Atenach, a większa część mapy wciąż pozostaje dla mnie nieodkryta. Zwłaszcza ten pierdyliard wysp. Odyseja jest Ogromna przez duże O. I w przeciwieństwie do autora recenzji nie uważam, że problem tej gry leży w „wszystkiego strasznie dużo, (…) byłoby o wiele lepiej, gdyby część wyciąć. Nie. Gra oferuje swobodę w podejmowaniu działań i to od gracza i tylko wyłącznie od niego zależy co chce robić, a czego woli nie tykać. Dla… Czytaj więcej »

soulsonist
Użytkownik

bardzo fajna opinia I dorzuca wazne informacje do glownej recenzji. No coz, widac ze jedank Ubi ma nadzieje ze na to ze kolejne xp lub bornie I ulepszenia gracze beda kupowac przez mikrotransakcje, dlatego system zbieractwa I ulepszenia, tak jak mowisz, zdaje sie nie miec wiekszego sensu. Szacun za wytrwalosc w grindowaniu. Po recenzji I innych komentarzach bylem mocno zaciekawiony gra, ale jesli jest ona az tak nastawiona na grind/ albo plac pan zlotem, to chyba sobie odpuszcze na razie.

gsg
Użytkownik

Gdyby gra rzucała kłody pod nogi nie miałbyś problemów ze zbieraniem drewna 🙂

SkazaME
Użytkownik

Good one 😛

gsg
Użytkownik

Nie mogłem się powstrzymać 🙂 Natomiast nawiązując do wątku z perspektywy kogoś, kto w Assasyny nie gra. Wydaje mi się, że wszystko rozbija się o to oczekiwanie: > Jeśli decydujesz się robić to wszystko, gra powinna cię doceniać i jasno pokazywać, że twoja postać staje się koksem nad koksy. Otóż ja bym tego po grze, czy to cRPG, czy action RPG, czy immersive simie, właściwie dowolnym innym gatunku dającym pewną swobodę w budowie bohatera i sposobie prowadzenia rozgrywki nie oczekiwał. Klasy hybrydowe, żeby błyszczały, należy prowadzić umiejętnie, dobierając im komplementarne umiejętności, które ewentualne braki w porównaniu do bohaterów konsekwentnie rozwijających… Czytaj więcej »

poszarpany83
Użytkownik

Witam, jak zawsze fachowa recenzja i bardzo ciekawa:) Ale mam kilka “ale” – Dominik piszę, że wszystkiego jest za dużo i nie bardzo ma ochotę to robić. Wg mnie – gra jest tak skonstruowana, że można grać tak jak się samemu chce. Nikt nie zmusza nas do robienia czegokolwiek, czy to są misje poboczne, czy główne, czy “pytajniki”, czy misje statku. Robimy to na co akurat mamy ochotę. Ja mam na zegarku ok 30h i bawię się wyśmienicie – oczywiście na początku też odniosłem wrażenie w stylu “jakie to wszystko w cholerę wielkie, kto ma na to czas???”, ale po… Czytaj więcej »

Patryk Fijałkowski
Użytkownik

Bardzo dobra recka, Domek. Super, że pokazałeś tym rekinom, że z ludźmi się nie zadziera.

Kalimdor
Użytkownik

DLa mnie to jak gwiazdka w jesień – wielbię rPGi.

sebogothic
Użytkownik

Nigdy nie lubiłem otwartych światów w grach Ubi, może i ładne toto tylko co z tego skoro to wszystko zasypane jest masą nudnych zadań i aktywności? I nieważne czy chodzi tu o serię Assassin’s Creed, Watch Dogs czy Far Cry, nie mówiąc o ich grach “usługach” pokroju The Division czy Wildlands. Zapewne są gracze, którzy lubią ten styl rozgrywki: systemowe, dokładne czyszczenie mapy ze znaczników, wykonywanie w kółko tych samych aktywności. Ja jednak należę do graczy, którzy lubią wsiąknąć w grę, wczuć się w nią i jej świat. W grach Ubi jest to niemożliwe, bo warstwa gameplayowa niszczy iluzję żyjącego… Czytaj więcej »

poszarpany83
Użytkownik

Cześć. Nie możesz porównywać AC 1,2, 3 czy Black Flag do Origins a tym bardziej do najnowszej części. To niebo a ziemia – już nie wspominam nawet o całej zmienionej mechanice. To po prostu są całkowicie inne gry, które mają tylko podobny tytuł. Jeżeli chcesz najpierw ograć pierwsze trzy części i po nich podjąć decyzję czy grać w Origins i Odyseje to nie ma szans. To tak jakbys miał zadecydować po jeździe polonezem czy kupic potem Audi albo Bmw:) Proponuję sprawdzić najpierw Origins i jak Ci podejdzie pograj też w Odyseja, która wg mnie jest grą bardzo dobrą. Z ciekawą… Czytaj więcej »

sebogothic
Użytkownik

Nie widzę gdzie niby porównywałem wcześniejsze i późniejsze odsłony AC do siebie. A że chciałbym ogrywać poszczególne części w kolejności w jakiej wychodziły? To chyba naturalne. Zresztą gdybym miał już wybierać to i tak wybrałbym starsze odsłony w pierwszej kolejności, bo po pierwsze są mniejsze. Jak już napisałem, nie jestem fanem olbrzymich, tworzonych do porzygu światów. Po drugie kierunek rozwoju serii mi się nie podoba: do i tak już powtarzalnej rozgrywki dodając znienawidzoną przeze mnie mechanikę z Wiedźmina 3 czy innych h&s i MMO.