W przypadku gier-usług z długim i różnorodnym cyklem życia pozwala to uchwycić tylko ich chwilowy stan, który może potem ulec zmianie na lepsze czy gorsze. Dlatego np. Polygamia nie doczekała się recenzji League of Legends czy Doty 2. Aby uczciwie opisywać gry tego typu, trzeba robić to regularnie i na bieżąco, biorąc poprawkę na zachodzące w nich zmiany. Na co w serwisie poświęconym też innym tytułom zwykle nie ma czasu, miejsca, środków, zaangażowanego autora – i przede wszystkim odbiorców. By pisać o nich tak wyczerpująco najlepiej założyć dedykowany serwis, co jednak automatycznie ogranicza grono czytelników do już zainteresowanych tą grą.Dlatego na Polygamii pojawią się przynajmniej dwa teksty o Artifact. W tym dowiecie się, czym nowa gra Valve jest i jaki jest jej obecny stan (taki sobie), a za około miesiąc – czy coś się zmieniło i poznacie „ostateczną” ocenę.Gdy zapowiedź Artifact obiegła sieć, z wielu gardeł wydobył się jęk zawodu. Oto Valve, które wytyczało nowe szlaki (Half-life), zaskakiwało (Portal), sięgało po fanowskie mody i robiło z nich gry (Counter-Strike, Dota 2), decyduje się zrobić grę karcianą – z gatunku odkrytego na nowo przez Blizzard w Hearthstone i eksploatowanego przez masę innych firm. A że Artifact to też karcianka ze świata innej, popularnej gry fantasy, to już zupełnie wygląda jak próba podłączenia się pod sukces HS. Ale to nie jest kopia. Valve podeszło do tematu poważnie i do zaprojektowania karcianki zatrudnili Richarda Garfielda, człowieka, który w 1993 roku stworzył największą na świecie grę tego typu, Magic: The Gathering, a od tego czasu ponad 20 innych (m.in. Netrunner, Keyforge, Star Wars Trading Card Game), nie tylko karcianych.Od razu rzuca się w oczy, że współpraca Valve z Garfieldem i osadzenie gry w realiach znanych z Doty to nie tylko chwyty marketingowe. Artifact korzysta bowiem nie tylko ze znanych postaci, ale też z mechanik gry MOBA, stając się przez to czymś oryginalnym w świecie karcianek: rozgrywka toczy się tu na trzech planszach jednocześnie. Albo na jednej wielkiej trzyczęściowej planszy, która nawiązuje do mapy z Doty z trzema alejami prowadzącymi do wroga. Na końcu każdej stoi wieża i zniszczenie dwóch to klucz do zwycięstwa. Ewentualnie zniszczenie jednej, a potem mającego dwa razy więcej wytrzymałości starożytnego budynku przeciwnika. Do walki posłużą jednostki wystawiane na poszczególne plansze, ale tu Artifact wyróżnia się bohaterami – to potężne karty, więc w talii może być ich tylko pięć, jak w Docie. I tak jak w niej mają swoje charakterystyczne umiejętności aktywne lub pasywne. Herosi są osią całej armii, bowiem tylko gdy takowy jest obecny na planszy, można na niej zagrywać karty w odpowiadającym mu kolorze: czary, jednostki, ulepszenia, oraz przydzielać mu przedmioty jednego z trzech typów. Jeśli zginie, odrodzi się i wróci.Ciekawą rzeczą są karty nie zagrywane przez gracza i niezależne od bohatera: stwory – najprostsze, bazowe jednostki, które, tak jak w pierwowzorze, gra automatycznie przyzywa na różne aleje, by atakowały co popadnie. Zmiennych wpływających na rozgrywkę jest więcej: każda wieża ma swoją manę limitującą grane karty, której pula rośnie automatycznie co turę. Części kart nie wyciąga się z talii: za zabijanie bohaterów i stworów dostaje się złoto, które pozwala kupować przedmioty z różnego typu sklepów i przydzielać je bohaterom. Zyskują oni wtedy stałe bonusy do statystyk lub nowe aktywne umiejętności – często potężne, jak np. teleportacja między planszami. Jeśli ktoś grał w Dotę lub inne MOBA zobaczy tu znajome mechaniki zaklęte w kartach.Widać wyraźnie, co oprócz realiów świata łączy Artifact z Dotą - poziom złożoności. Jeśli nie wszystko jest jasne po przeczytaniu powyższego opisu – cóż, nie jesteście jedyni. Oszołomienie skomplikowaniem i satysfakcja płynąca z odkrywania kolejnych warstw to uczucia, które... chciałbym napisać „towarzyszyły mi na początku”, ale prawda jest taka, że nadal mi towarzyszą, bo nauka Artifact trwa długo. Podobnie jak w Docie, tutorial to za mało – warto sięgnąć po wiki, Youtube i inne źródła. Jak w „poprzedniczce”, tak i tu zacząłem spokojnie od gry z botami i gdy wydawało mi się, że już coś ogarniam i rozumiem, przerzuciłem się na grę z ludźmi – bezpiecznie, gotowymi taliami – i oczywiście dostałem łomot.Choć grałem w gry karciane, to Artifact zmusił mnie do przestawienia się na myślenie na kilku poziomach jednocześnie - o stanie każdej z plansz, o tym, gdzie zagrać jaką kartę; szybkim rozpoznawaniu, gdzie mam obecnie przewagę, a gdzie zaraz stracę; który bohater ma w danej chwili największe możliwości i jakie karty mu pomogą itd. Gra dużo bardziej skupiona jest na skali makro, w praktyce trzeba zwykle wygrać 2 z 3 plansz – dużo jest kombinowania, gdzie przycisnąć, a gdzie odpuścić i na których planszach może zrobić to przeciwnik – i czy aby mnie nie prześcignie. Skalę makro oddaje też podział na fazy: najpierw uruchamiają się efekty automatyczne kart, potem gracze na przemian zagrywają karty do momentu aż obaj spasują. Sporą rolę odgrywa więc blef, ale i wyczucie, czym oponent może jeszcze na danej planszy zaskoczyć lub skontrować. Pomocna – choć kontrowersyjna – jest możliwość podejrzenia w każdej chwili listy kart w talii przeciwnika. Potem dopiero jednostki nacierają na siebie jednocześnie i dochodzi do rozstrzygnięcia stanu planszy. Gdy opada kurz, nie da się już nic zmienić, następuje zmiana planszy, nowa pula many i powtórka. Dopiero po zagraniu na wszystkich trzech planszach kończy się runda, dociąga się nowe karty i można zacząć planowanie od nowa.Nie jest też niespodzianką, że Artifact wygląda i brzmi jak gra AAA. Można się żachnąć, że co tu chwalić w karciance – ładna grafika w tle i obrazki na kartach wystarczą. Ale bez końca mogę popatrzeć na cieszące oko animacje: od rozkładającego się na 3 części pudła, przez efekty czarów i umiejętności, które rozrzucają karty dookoła i wstrząsają całym stołem. A moim ulubionym elementem są liczne miny i gesty chochlika-pomocnika, który nie tylko podaje karty, ale swoim zachowaniem i pomrukami żywo komentuje aktualną sytuację na planszy. Parsknąłem, odkrywszy, że, gdy zagrywam Duel i dwóch bohaterów staje do pojedynku, to ten huncwot rozsiada się i zajada popcornem.Cieszą też znane z Doty 2 dźwięki – od bohaterów przemawiających z obrazków, odgłosów umiejętności, aż do takich detali jak opisy kart czytane głosami związanych z nimi postaci. A warto dodać, że Artifact nie tylko korzysta z istniejących elementów świata Doty 2, ale też dodaje nowe – np. nieznanych jeszcze bohaterów, którzy być może trafią do tamtej gry. Dla fanów tych realiów to gratka.