Jak tłumaczy Racine cały proces odbywa się następująco:
Oni mówią ESRB, że ich gra jest raczej dla nastolatków niż dla dorosłych by sprzedać więcej kopii, możesz to zrobić wysyłając im wideo, które nie pokazuje najbardziej brutalnych scen i dostaniesz ocenę jaką chcesz a nie taką jak powinieneś dostać. Być może takie praktyki pomagają lepiej sprzedać się grze, ale na pewno nie pomagają branży jako całości.A co na takie zarzuty samo ESRB? Organizacja twierdzi, że prowadzi wyrywkowe kontrole, a za oszustwo grozi milion dolarów kary. Jak dotąd jednak jakoś nie słyszeliśmy, by ktoś podobną karę otrzymał.
Dla mnie najdziwniejsze jest, że grę ocenie się na podstawie wideo przysłanego przez dewelopera a nie własnych testów.
[via Joystiq]