A tak prezentuje się w ruchu większość minigierek w 1-2-Switch
1-2-Przełącz-na-Zeldę
Adam Piechota
Udostępnij
Japoński oddział Nintendo wychylił się z informacjami o 1-2-Switch. Jakimi? Na moje oko wszystkimi. I to na tyle, by całkowicie ostudzić mój (niewielki zresztą) entuzjazm wobec tytułu, który powinien tak naprawdę być dodawany do zestawu z konsolą. Wszystko po kolei, choć najpierw pragnę przypomnieć, że produkcja została wyceniona na całe pięćdziesiąt dolarów, co przekłada się na granice dwustu złotych. Pamiętajcie o tym, czytając i oglądając dalszą część tego materiału.
1-2-Switch jest zestawem imprezowych minigierek - o tym wiemy od pierwszej zapowiedzi. Być może przyznacie mi rację, ale największą zaletą takich pakietów w stylu WarioWare jest element zaskoczenia. Ot, macie w środku koło setki dziwactw, które bawią pierwsze pięć, sześć razy. Jeśli tak, a produkcją Nintendo byliście względnie zainteresowani, wygodniej będzie Wam przerwać lekturę, bo za chwilę zaspoileruję Wam sporą większość pomysłów na zabawę w 1-2-Switch. Uczciwie ostrzegam. A resztę zapraszam dalej.
Wygląda na to, że 1-2-Switch przede wszystkim robi użytek z usprawnionych wibracji Switchowych kontrolerów. Widać to w wielu gierkach; jak inaczej dałoby się policzyć liczbę piłek toczonych z jednego kąta Joy-Cona do drugiego? To zatem rozdmuchane demko technologiczne tego sprzętu, fajny bajer. Wii Sports tej generacji, bez względu na to, że próbuje nam się wmówić inaczej. Jak wiele spotkań towarzyskich będzie w stanie pociągnąć ten dość skromny pakiet? Ja chyba pozostanę przy Bombermanie, jeśli chodzi o "tę drugą gierkę startową" do Switcha.