Czy pomysł chwyci? Nie wątpię. To bardzo wygodny sposób na granie dla kolekcjonera, który chucha i dmucha na swoje dwudziestoletnie platformy. Czyli pojawią się następcy SmartBoya. Najbardziej oczywisty byłby, rzecz jasna, SmartBoy Advance. Bo to jednak na tym Game Boyu ukazały się najlepsze pozycje, które odświeżamy do dzisiaj. Problemem może okazać się cena urządzenia. Sześćdziesiąt funtów to całkiem dużo dla przeciętnego zjadacza polskiego chleba.
No i nie wiadomo, jak na przystawkę zareaguje Nintendo.