"You died". Nie zliczę, ile razy miałem przed oczami ten napisany krwistą czerwienią, ordynarną wręcz czcionką, tekst. Dark Souls 2, tak jak jej poprzedniczka, kpi z gracza. Kpi bez krzty współczucia, z sadystyczną wręcz przyjemnością. A co najgorsze (najlepsze?) - zachęca do tego innych uczestników. From Software po raz kolejny rzuca wyzwanie, wyzwanie w środku wypaczonego, bezlitosnego świata. Japończykom udało się stworzyć uniwersum, które gra na skrajnych emocjach. Czujemy wszechobecną niechęć otoczenia, osaczenie, boimy się zajrzeć za róg. Jednocześnie, po pokonaniu kolejnego odcinka w drodze do ogniska, który przy pierwszym podejściu wydaje się trwać wieczność, czujemy ulgę, radość, satysfakcję i rozluźnienie. Jesteśmy gotowi na nowe wyzwania. Nie wielbię Dark Souls 2 za samą rozgrywkę, wodotryski graficzne (których brak) czy fabułę. Siłą tego tytułu jest klimat. Historia rozrzucona niczym okruszki chleba, pełna niedomówień i możliwych interpretacji. Fascynujące, że gra w której jedynym celem jest dotarcie z punktu A do punktu B, szlachtując po drodze wszystko, co się rusza, dostarcza wrażeń na tylu płaszczyznach. Gracz jest tu jedynie marnym aktorem, kukiełką, a From Software to reżyser doskonały. To sztuka. (360, PS3, Windows) /K.K.