Ano, działo się. Największą zaletą Overwatch jest liczba i różnorodność dostępnych zawodników - 21 odpałów nie tylko z różnych parafii, ale czasami i rożnych planet, zapewnia stabilne poczucie świeżości. Sytuacja, w której pod piramidą walczą ze sobą goryl-naukowiec, krasnolud i rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu to w Overwatch zupełnie normalna sprawa. Blizzard postawił na brak jakichkolwiek granic w kwestii obieranej stylistyki, czego efektem jest radosny kolorowy miszmasz rycerzy, komandosów, lasek prosto z kart mangi i mrocznych kosmitów. Najważniejsze, że to działa. W tym szaleństwie jest metoda, moi drodzy. I to nie tylko pod względem wrażeń estetycznych, ale - przede wszystkim - możliwości bojowych.Każda z 21 postaci pełni w drużynie jedną z czterech klasycznych ról - atak, obrona, tank lub wsparcie. Każda ma też trzy unikatowe zdolności, które są esencją Overwatch. Paleta ruchów, jakimi dysponują gracze, wszystkie te teleporty, pułapki, buffy i superataki, sprawiają, że trudno o dwa takie same mecze. Dwie umiejętności mają kilkusekundowe cooldowny, a trzecia ładuje się dłuższy czas i w domyśle jest super-hiper-mega mocna, należy więc rozważnie z niej korzystać. Cóż, w moim przypadku kończyło się to zazwyczaj niezdrowym podnieceniem i wykorzystaniem tego super skilla w najmniej odpowiednim momencie, wiecie, tak żeby przypadkiem nie zrobić nim czegoś przydatnego; na szczęście nie wszyscy są mną.Należy podkreślić, że grałem w wersję na PS4. Wrażenia z konsolowego strzelania były pozytywne. Gałka w miejscu myszki nie przeszkadzała, dając wystarczające poczucie kontroli nad lufą. Wszystkie inne funckje również były wygodnie rozmieszczone na padzie. Bolał trochę brak opcji przycelowania, ale to akurat problem Overwatcha jako takiego. Czuć, że Blizzard, podobnie jak Dice w Battlefroncie, arcade'ową mechaniką chce przyciągnąć jak największe grono amatorów strzelania. Stąd też np. brak amunicji. Zazwyczaj biegniemy i pakujemy kolejne serie, nie bacząc na nic.