Zmien skórke
Logo Polygamii

Publicystyka2084 – wrażenia z wczesnego dostępu. Groza

Oby to nie była przyszłość, jaka nas czeka.

Facebook Twitter Google Wykop

Jest coś ujmującego w tym, że fabuła 2084 przedstawia całą rozgrywkę jako przeżycie głównej bohaterki w wirtualnej rzeczywistości. Mieszka ona w jakimś dystopijnym, zrujnowanym świecie i całkowicie zatraca się w VR-owej grze (tyle przynajmniej można wywnioskować z przerywników filmowych). To ona stanowi sedno rozgrywki. I faktycznie, jeżeli wyobrazić sobie jakąś przerażającą, dystopijną rzeczywistość, to jest to rzeczywistość, w której bez możliwości przerwania trzeba cały czas grać w 2084.

Dum dum, dum dum, dum dum.

Dwa dźwięki, powtarzane wciąż i wciąż – to cała oprawa muzyczna 2084. Dum dum, dum dum, dum dum. Non stop. Ma to chyba budować napięcie i działa aż za dobrze, bo po 15 minutach mam ochotę rzucić padem w telewizor. Cała reszta tej “gry” (terminu używam w bardzo luźnym znaczeniu) wywołuje analogiczne emocje.

Ma to prawdopodobnie być cyberpunkowy horror, coś w rodzaju niskobudżetowej wariacji na temat Observera. Piszę to tylko dla porządku, bo jeżeli taki cel postawili przed sobą twórcy, to są od niego bardzo daleko. Są w zasadzie daleko od wszystkiego, co można by nazwać funkcjonalną grą. 2084 to nieporozumienie, zbiór elementów połączonych bez ładu i składu w coś, co nawet z dużą dozą dobrej woli trudno nazwać spójną całością.

Pierwszy z poziomów w wersji Early Access, dostępnej na Steamie, to zbiór nudnych, klaustrofobicznych korytarzy. Wszystko wygląda tu tak nudno, szaro i monotonnie, jakbyśmy mieli do czynienia z grą z początków poprzedniej generacji konsol (tyle że zrobioną bez żadnej wizji i pomysłu). Bieganie po tej przygnębiającej lokacji “urozmaicają” (i znów, używam tu słowa “urozmaicenie” w bardzo luźnym znaczeniu) pojedynki z wrogami.

Parę słów o nich! To jakieś bezkształtne nibyludzkie istoty, mają jakieś nogi, ręce i głowy, a jedyne, co potrafią, to biec w stronę gracza. Ustawiają się wtedy w kolejki, żeby (chyba) go gryźć czy nie wiem w jaki właściwie sposób robić mu krzywdę. Nie wyglądają zbyt groźnie. Gra ich sobie po prostu umieszcza gdzie jej się podoba, często za plecami gracza, nawet jeżeli jeszcze przed chwilą nic tam nie było. Ani to nie straszy, ani nie tworzy napięcia, najwyżej irytuje.

Ale to jeszcze nic! W drugim poziomie twórcy najwyraźniej doszli do wniosku, że warto zmodyfikować nieco wrogów, ale że nie mają zrobionych za dużo modeli, to wymyślili, żeby np. zamiast głów umieszczać im telewizory! I pach – zupełnie nowy wróg (ale umie to samo, tylko biec w stronę gracza – gryźć nie powinien, ale jakoś ciągle potrafi robić krzywdę). 

ALE TO JESZCZE NIC, SŁUCHAJCIE TEGO. W pewnym momencie tego drugiego poziomu pojawia się kolejny rodzaj przeciwnika – ten sam nibyludzki kształt, tyle że malutki! I biegną te małe ludziki w stronę gracza, żeby gryźć go po kostkach chyba. Serio, do tego się sprowadza pomysłowość twórców i ich projektu przeciwników. Dać mu na głowę telewizor albo wziąć ten sam model i po prostu go zmniejszyć. Wygląda to kuriozalnie, jakby nagle jakiś błąd niespodziewany, ale nie, tak ma być. Chyba. Właściwie to trudno powiedzieć.

I ciągle to dum dum, dum dum, dum dum. Niezmiennie, w drugim poziomie tak samo.

Do tego wszystkiego jest jeszcze hakowanie, bo przecież cyberpunk. Hakowanie sprowadza się do strzelenia w “hakowalną” powierzchnię i szybkiego wklepywania widocznej na ekranie sekwencji strzałek, jakby był rok 2003, a nie 2084, a my dopiero odkryliśmy coś takiego jak QTE.

Straszna jest ta “gra”. Podobno pochodzi z game jamu. Istotą gier z game jamów jest to, że może są bardzo proste pod względem oprawy i złożoności, ale są mają jakiś fajny pomysł, coś ciekawego, innowacyjnego, inspirującego. Czym takim może się pochwalić 2084? Odpowiem – niczym. Ni-czym. Wszystko jest tu nudne, sztampowe, strzelanie kompletnie niesatysfakcjonujące i ma się tego dość po parunastu minutach.

Mówi się czasem, że “najważniejsze są dobre chęci”. Michał Piwowarczyk (pisywał i na Polygamii) zwykł dodawać do tego “jak ma się 14 lat”. 2084 sprzedawane jest we wczesnym dostępie za 35,99 złotego i nie jest warte ani grosza z tej sumy. Stanowczo odradzam.

6
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
4 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mercutio217
Użytkownik

To jest gra ze steamowego hackatonu, była zrobiona w 3 dni XD

Woroq
Użytkownik

Skąd pomysł, żeby recenzować te grę? Czy robiliście jakiś research?
Ta gra od premiery nikogo, to jakiś półprodukt z gamejamu stworzony w 72 godziny …
Macie chyba za dużo czasu i lubicie wyrywać skrzydła martwym muchom 🙁

Bartosz Witoszka
Redaktor

To są wrażenie z wczesnego dostępu, nie recenzja, bo gra nie jest jeszcze pełnym produktem. Na tym polega chyba praca dziennikarza growego czy ogólnie, popkulturowego – sprawdza czy warto zainwestować czas i pieniądze w jakiś produkt. W ten ewidentnie nie warto.

Woroq
Użytkownik

Rocznie na Stemie publikowanych jest tysiące gier niewartych uwagi. Nie jest rolą dziennikarza recenzowanie wszystkich krapów o których nikt nie słyszał. Jest przecież tyle gier wartych uwagi o których Dominik mógłby napisać, słucham niezatapialnych wiec słyszę, ile ciekawych rzeczy dzieje się dookoła 🙁

Bartosz Witoszka
Redaktor

No ja też słucham, ale akurat napisał o tym. Nie wiem czemu; może naczelny dał mu kod i powiedział “napisz mi coś z tego”; może dlatego, że przez jakiś czas było o grze głośno i warto by mieć coś z tego na portalu; a może jest masa innych powodów, o których nie wiemy. Dominik przyszedł dziś do nas z pierwszymi wrażeniami tej giereczki i okej, fajnie się czytało. Nie wiem gdzie jest problem?

Bartosz Stodolny
Użytkownik

Uważam, że nie należy pisać tylko o głośnych, dużych produkcjach. Gra stworzona na jamie w 72 godziny, do tego polska, sprzedawana na Steamie i jeszcze ze wsparciem Bloober Team (twórcy – Feardemic – są powiązani kapitałowo z Blooberem), to dość ciekawy temat. A jednocześnie ten tekst pokazuje, że wśród ogólnych zachwytów nad polskim gamedevem, pojawiają się też produkcje niewiele warte.