Chyba najlepiej wspominam wyjazd redakcyjny na targi PlayBox w Katowicach. Był to rok prawdopodobnie 1998, targi odbywały się w Spodku, a „Secret Service” miał tam wykupione stanowisko. Pojechaliśmy w składzie: Gulash, Banan (wówczas Banana Split), Wicik, Mr. Root, Beata - redakcyjna sekretarka i posiadaczka głosu, w którym kochało się wówczas wielu czytelników, plus jeszcze dwie osoby do pomocy. Jechaliśmy do Katowic trzema samochodami. W połowie drogi dopadła nas zamieć śnieżna o skali biblijnego Armageddonu. Co chwilę musieliśmy się zatrzymywać i zrzucać śnieg z przedniej szyby, bo wycieraczki nie dawały rady, a w pewnym momencie śniegu było na drodze tyle, że nie dało się jechać szybciej niż 40 na godzinę. Dotarliśmy późno w nocy albo już nad ranem. Przespaliśmy się ze 3 godziny i trzeba było ruszyć na targi rozstawiać stoisko. Nasz box miał jakieś 2-3 metry, był zbudowany z tzw. "dykty". Ustawiliśmy tam TV oraz konsolę PSX z Tekkenem oraz wystawiliśmy gadżety „Sikreta” i numery archiwalne - tak, ludzie wtedy zbierali SS i chcieli mieć wszystkie stare numery. O 9 otworzyli Spodek i ludzie zaczęli wypełniać halę. Na stoisku zostałem ja i jeszcze dwie osoby, reszta ekipy poszła zwiedzać targi. Gdy fani zobaczyli charakterystyczne logo, podchodzili żeby z nami pogadać, przybić piątkę i pograć w Tekkena. Po kilkudziesięciu minutach wiedzieliśmy już, że mamy za małe stoisko, po godzinie stało przy nim kilkaset, a może i kilka tysięcy osób, a my zaczęliśmy się obawiać o ich bezpieczeństwo a także i nasze, bo kartonowy kontuar chwiał się niczym domek z kart. Tłum zaczynał napierać, a my trzymaliśmy kartonowy boks ze wszystkich stron. Czułem się wtedy jak gwiazda rocka, rozdawaliśmy autografy i sprzedawaliśmy koszulki, ale naprawdę bałem się, czy się komuś coś nie stanie. Na szczęście atmosfera była super, wszyscy sobie żartowali, hejterów w tamtych czasach nie było - jakoś udało nam się zapanować nad tłumem i obyło się bez ofiar. To był jeden z najfajniejszych dni w moim życiu, poziom adrenaliny był wysoki, a fani sprawiali, że czuliśmy w sobie moc i że pisanie o gierkach to coś więcej. Nadawało to wszystko naszemu zajęciu większy sens.