Niespodziewanie przyjemnie wypadają za to mechanizmy KOTOR-a 2. Turowa walka wciąż sprawia frajdę, a czasami trzeba się przy niej nawet trochę pogłowić. Z naciskiem na "czasem" i "trochę". Potem, po tych 25 godzinach, mamy miecz świetlny i coraz silniejsze rażenie prądem, i nagle orientujemy się, że wszystko możemy załatwiać "na Palpatine'a", a jak skończy się Moc, to dopakowany miecz sieka najemników tak ostro, że ci nie mają nawet czasu przeładować blasterów. Ostatnie dwadzieścia parę godzin mija właśnie już na takim niemalże bezmyślnym szatkowaniu kolejnych grup wrogów. W rezultacie wszystkie te stymulanty i różnorodne moce kurzą się niczym mój domowy VHS z "Mrocznym widmem".Trzeba też jednak pamiętać, że grałem na standardowym poziomie trudności. Może to i lepiej, bo i tak wpakowałem w tę przygodę ponad pięćdziesiąt godzin. Nie, żebym narzekał - bawiłem się fantastycznie, praktycznie tak samo dobrze jak ponad dekadę temu, nawet jeśli niektóre wątki były bardziej naiwne niż wtedy, gdy chodziłem do podstawówki. Filozoficzne zacięcie The Sith Lords zresztą i dzisiaj potrafi skłonić do zadumy; Kreia stara się o to na każdym kroku, uwydatniając te dojrzalsze, mroczniejsze cechy uniwersum, których nie uświadczymy w kinowej sadze rodzinnej. To naprawdę jedna z ciekawszych postaci poznanych przeze mnie w komputerowych RPG-ach.Tylko to zakończenie... Gdyby KOTOR 2 wyszedł współcześnie, lincz byłby chyba nie mniejszy niż w przypadku Mass Effecta 3. Nawet mod Restored Content - przywracający do gry elementy bezceremonialnie wycięte z powodu goniących terminów - nie poprawia chaotycznej, reżyserskiej karykatury, jaką stają się ostatnie dwie godziny gry. Poczucie spójności i ciągu przyczynowo-skutkowego umiera powoli, aż do napisów końcowych, które są chyba największym twistem obu części serii. Ale... jak to? To już? Tutaj? W tym momencie? Jak to?! W rezultacie zakończenie gwałtownie zabija klimat budowany przez pięćdziesiąt godzin. Większy pośpiech czułem chyba tylko podczas każdej godziny Dragon Age'a 2.W innych kwestiach Restored Content spełnia jednak swoje zadanie. Dialogi są pełniejsze, niektóre przerywniki mają lepszy kontekst, jeszcze inne w ogóle są. Brakuje mi co prawda bezpośredniego porównania, bo w The Sith Lords poprzednio grałem w 2005, ale samo przeczytanie listy wprowadzonych zmian sprawia, że naprawdę trudno przecenić ten mod. Dobrze, że gra była na tyle dobra, by zebrać grupę pasjonatów gotowych do naprawienia wielu jej aspektów.