Zmien skórke
Logo Polygamii

15 najlepszych gier 2017 roku według redakcji Polygamii

Trochę to trwało, bo Święta, urlopy i inne, ale dziś siedliśmy i dyskutowaliśmy, negocjowaliśmy, a czasem się kłóciliśmy. W końcu udało się dojść do porozumienia - oto nasze typy.

15. Super Mario Odyssey / Nintendo / Switch

Jeżeli czegoś w trójwymiarowych Marianach brakowało od trzech generacji konsol, to właśnie tej unikalnej, nieujarzmionej eksploracji, którą zapoczątkował ojciec chrzestny całego gatunku, Super Mario 64. „Odyseja” to coś więcej niż perfekcyjna zręcznościówka w otwartych mapkach. Gra wynagradza każdy przejaw ciekawości. Rzuca kreatywnymi pomysłami tak często, że stają się czymś naturalnym. Młodszych graczy zaskakuje przemyślaną mechaniką „opętywania” przeciwników, a stare wygi doprowadza do wzruszeń, atakując nostalgicznymi bombami w każdym królestwie. Ponadto ma prawdopodobnie najwspanialszy finał, jaki widzieliśmy przez ponad trzydzieści lat historii całej marki. Czego chcieć więcej? Bezpośredniej kontynuacji. /A. Piechota

Przeczytaj recenzję: „Jeśli myślicie, że Odyssey nie rozpali milionów serc na całym świecie, bo to „tylko Mario”, popełniacie prawdopodobnie największą grową gafę nie tylko tego roku, lecz także generacji.”


14. Prey / Arkane Studios / PC, PS4, Xbox One

Miał być Prey 2 z kosmicznym łowcą nagród w roli głównej. Ostatecznie dostaliśmy Prey bez numerka. Bez powiązań z tamtym projektem i z oryginalną grą z 2006 roku. I nie wyszliśmy na tym źle. Aż dziwne, że gra nie ma Shock w tytule, bo niedaleko jej klimatem i rozgrywką do Bio czy System Shocka. Na obrazkach widać FPS, ale ta gra to dużo, dużo więcej. Pięknie mąci w głowie, a sama stacja kosmiczna Talos jest jej takim samym bohaterem jak Morgan. By w pełni docenić Preya bardziej od refleksu przyda się cierpliwość i umiejętność czerpania frajdy z gęściutkiej atmosfery. /M. Kowalik

Przeczytaj recenzję: „Mało który tytuł potrafi mnie aż tak wciągnąć, do mało którego po napisaniu recenzji też wracam.”


13. Divinity: Original Sin II / Larian Studios / PC

Larian kontynuuje to, co zaczął pierwszą częścią Original Sin – tworzenie izometrycznych RPG we własnym stylu. Fabuła czy relacje między bohaterami są tu trochę z tyłu, na pierwszym miejscu znajduje się zaś złożona, taktyczna walka i interakcja ze światem. Divinity: Original Sin 2 to wielka erpegowa piaskownica, której twórcy zapraszają odbiorców do badania i testowania jej granic. Wydarzenia, które najbardziej zapadają w pamięć, nie są tu częścią napisanej przez twórców fabuły. Zamiast tego wynikają dynamicznie z interakcji poszczególnych systemów gry. /D. Gąska

Przeczytaj recenzję: „Na pewno warto w nią zagrać i na pewno warto się w niej zakochać, ale trzeba mieć świadomość tej jej neurotyczności.”


12. PlayerUnknown’s Battlegrounds / PUBG Corp. / PC, Xbox One

PUBG znajduje się tutaj nie dlatego, że to super gra, z dziesiątkami ciekawych trybów, licznymi mapami i możliwościami, jakie daje rozgrywka. Po prawdzie, to mamy tu dwie mapy i stu ludzi biegających po nich w próbie wybicia się z pomocą wszelkich możliwych środków odbierania życia bliźniemu swemu (których swoją drogą zbyt wiele nie ma). Ale PUBG to coś więcej. To fenomen, zjawisko na skalę, jakiej dawno w tej branży nie było. Bo kiedy ostatni raz gra wywoływała takie emocje i była tak popularna? Gra, trzeba dodać, na początku zupełnie niezależna. Bez marketingu i badań rynku dostępnych dla wydawców AAA. I choćby z tego tylko powodu zasługuje na tytuł wyróżnienie. /B. Stodolny

Przeczytaj: „To kolejna fajna rzecz w PlayerUnknown’s Battlegrounds – nie musisz grać w nią godzinami. Możesz, szczególnie jak chcesz być dobry, ale spędzając z nią rekreacyjnie parę godzin tygodniowo nie masz poczucia, że coś cię omija.”


11. Night in the Woods / Infinite Fall / PC, PS4, Xbox One

Najambitniejsza gra roku? Dla mnie tak – pod względem scenariusza. Nieśpiesznego, bardzo obyczajowego, odwołującego się do skomplikowanych emocji, które w pewnym momencie życia mógł odczuć każdy z nas. Night in the Woods bada rejony, których gry wciąż się boją, a jak już odważą się na nie wejść, to ze wsparciem kosmitów, ratowania świata czy czegoś w tym rodzaju. Tutaj kilka godzin możesz spędzić po prostu chłonąc leniwą atmosferę miasteczka, rozmawiając z jego mieszkańcami i spędzając popołudnia z przyjaciółmi. W tle pojawia się też pewna intryga, ale to nie o nią w Night in the Woods chodzi, tylko właśnie o te niesprecyzowane próby odnalezienia się jakoś w codzienności. /P. Fijałkowski

Przeczytaj recenzję: „Ci, którzy szukają nieśpiesznej, magicznie powszedniej opowieści psychologicznej, nie mogą trafić lepiej. Zakochacie się w Possum Springs i wszystkich życiach, które płyną z jesiennym nurtem miasteczka.”


10. Observer / Bloober Team / PC, PS4, Xbox One

W Observera warto zagrać chociażby dla wyjątkowej możliwości zwiedzenia cyberpunkowej, krakowskiej kamienicy. A przecież oprócz futurystycznej wizji V RP deweloperzy oferują jeszcze nasiąknięte horrorem przeszukiwanie cudzych wspomnień i dobrze zbudowaną, zaskakującą intrygę, prowadzoną w świetnie wymierzonym tempie. Jedna z najmocniejszych polskich produkcji ostatnich lat i godny następca Layers of Fear. /P. Fijałkowski

Przeczytaj recenzję: „To kompletna, przemyślana i wciągająca gra. Kilka niedociągnięć, o których wspominałem, nie umniejsza faktu, że krakowianom znowu udało się stworzyć jedną z ciekawszych gier z gatunku.”


9. Tekken 7 / Bandai Namco / PC, PS4, Xbox One

Bijatyki to dziwny biznes. Niby chcielibyśmy czegoś nowego, ale kolejną serię kupujemy przede wszystkim, by tymi samymi postaciami klepać te same – wyuczone często nawet dwie generacje temu – combosy. Siódemka zmieniła silnik, ale nie zmieniła rdzenia rozgrywki. Pewnie, że są nowinki, ale nie należą do gatunku tych, które wywracają stare przyzwyczajenia, zmuszając do nauki gry od nowa. Zarówno nowe tryby jak i postaci spisują się świetnie. A jak cudnie gra się w to w sieci… Do pełni szczęścia brakuje tylko powrotu kilku wojowników z przeszłości. /M. Kowalik

Przeczytaj recenzję: „Tekken 7 to kawał wielkiej, soczystej mordobitki, która dostarcza ogromne pokłady radości.”


8. Resident Evil VII: biohazard / Capcom / PC, PS4, Xbox One

Nie tylko najlepszy straszak tego roku, ale i cudowny dowód, że nawet tak uparta firma, jak Capcom, potrafi wysłuchać życzeń fanów. Gdy Leon ratował córkę prezydenta w hiszpańskiej wiosce, wszyscy wiedzieliśmy, że wysokobudżetowe horrory już nigdy nie będą takie same. Teraz, ponad dziesięć lat później, odnosimy podobne wrażenie, przemykając po cichu za plecami szajbniętych Bakerów. Jednak zamiast rewolucji wybrano próbę odświeżenia tych elementów, które z Residentem kojarzyliśmy jeszcze w latach dziewięćdziesiątych: pokoje z save’ami, nieustanny brak amunicji oraz środków leczniczych, powolne eksplorowanie kolejnych lokacji i nieśmiertelni prześladowcy na wzór Nemezisa. Kontrowersyjnie – wszystko to w perspektywie z oczu bohatera. Przygodę Ethana od „piątki” lub „szóstki” dzieli istna przepaść. I właśnie dlatego była niesamowicie pozytywnym zaskoczeniem. /A. Piechota

Przeczytaj recenzję: „Siódemka mogła co prawda pójść o krok dalej, kontynuować tam, gdzie przerwało P.T., lecz wolała elegancki powrót do źródeł. I byłbym szalony, by ją za to winić.”


7. Hellblade: Senua’s Sacrifice / Ninja Theory / PC, PS4

Wysokobudżetowy indyk, który podejmuje niezwykle trudną tematykę psychozy, wkładając ją w nieoczywiste ramy nordyckich mitów i celtyckiej kultury. Deweloperzy podczas tworzenia gry współpracowali ściśle zarówno z psychologami, jak i ludźmi dotkniętymi psychozą, w efekcie czego dostaliśmy mocne i przekonujące doświadczenie, spotęgowane mistrzowską warstwą dźwiękową, w której towarzyszą słyszane zewsząd różnorakie szepty. Krytykujące, podnoszące na duchu, mylące, dające pożyteczne rady… Jednocześnie gra nie stroni też od akcji, oferując widowiskowe starcia. Ba, wszystko jest w tej grze widowiskowe, bowiem korytarzową, ograniczoną strukturę wynagrodzono niesamowitą oprawą audiowizualną. /P. Fijałkowski

Przeczytaj recenzję: „W tym szaleństwie i mieszaniu gatunków jest jednak metoda, a Hellblade to dla mnie obok Get Even gra, która poszerza ramy medium gier wideo.”


6. What Remains of Edith Finch / Giant Sparrow / PC, PS4, Xbox One

Krótka, ale niesamowita wycieczka po tragicznej historii rodu Finchów. Podana w formie cudownie pomysłowych, interaktywnych opowiadań o ostatnich chwilach jej przedstawicieli. Brzmi upiornie, ale tak nie jest. Każde wspomnienie „odgrywa się” inaczej, a ich forma mówi nam o bohaterze równie dużo co treść. A czasem zahacza o eksperyment, który wcale nie musiał się udać. To świetnie napisana i fantastycznie opowiedziana historia. Wzruszy, rozśmieszy, zaboli, ale przede wszystkim – od początku do końca będzie intrygować. /M. Kowalik

Przeczytaj recenzję: „What Remains of Edith Finch zostawiło we mnie niedosyt i gdybym pisał recenzję na gorąco, pewnie uznałbym to za drobną wadę. Ale to część przesłania gry, która opowiadając o kolejnych zgonach, coraz mocniej zwraca uwagę odbiorcy w stronę życia.”


5. Wolfenstein 2: The New Colossus / Machine Games / PC, PS4, Xbox One

Deweloperzy Wolfensteina 2 kontynuują udowadnianie światu, że z FPS-a o zabijaniu nazistów za pomocą wielkich laserów i toporka da się zrobić pierwszoligową grę fabularną. Kiedy w The New Colossus się gra, gra się w niego jak w najbrutalniejszą i najbardziej soczystą strzelankę; kiedy się go ogląda, ogląda się go jak fantastycznie zrealizowany serial. Dialogi, gra aktorska, umiejętne zderzanie dramatu i czarnej komedii, realizmu i groteski, wojny i science fiction, to wszystko sprawia, że Wolfenstein 2 to bardzo dojrzała niepoważna gra. Odważna, szczera i cholernie satysfakcjonująca. /P. Fijałkowski

Przeczytaj recenzję: „The New Colossus szlifuje to, co zapoczątkowało The New Order, oferując nam chyba najambitniejsze wyżynanie nazistów w historii.”


4. Assassin’s Creed Origins / Ubisoft / PC, PS4, Xbox One

Jakie były szanse, że po roku przerwy seria powróci z naprawdę nowym obliczem? Ja nie wierzyłem, a okazało się, że Origins to jedna z najciekawszych przygód jakie przeżyłem w tym roku. Inna, świeża, z zachwycającym Egiptem i oprawą godną 2017 roku. A jednak mająca w sobie DNA „asasyna”. Choć widać również inspiracje pewną polską produkcją. Ale hej – jak ściągać to od prymusów. To pierwszy „asasyn” od lat, który mogę z czystym sercem polecić każdemu. I fanowi serii, i zupełnemu świeżakowi. Graczowi z krwi i kości i temu, który pod choinką znajdzie swoją pierwszą konsolę. Po tak wielkim skoku, nie mogę się doczekać co seria pokaże w przyszłości. Od Assassin’s Creed: Brotherhood to uczucie było mi obce. /M. Kowalik

Przeczytaj recenzję: „Egipt jest piękny, walka potrafi być ciekawa, przygoda wciąga, ale tak jak przy Black Flag mówiło się, że Ubisoft powinien był zrobić po prostu grę o piratach, tak tutaj nietrudno odnieść wrażenie, że zupełnie nowa przygodowa gra akcji w Egipcie mogłaby być o tyle lepsza.”


3. Nier: Automata / Square Enix / PC, PS4

Znaczenie niektórych produkcji zaczynamy rozumieć dopiero po czasie. Fani twórczości Yoko Taro mieli sporo szczęścia, że Square dało zielone światło dla kontynuacji Niera. Jeszcze więcej szczęścia, iż pracę zlecono specom z Platinum Games. A niemalże szóstkę w lotku, że charakterny Japończyk nadal jest w szczycie formy. Owszem, model walki Automaty nie jest tak doskonały, jak jego odpowiednik z Bayonetty. Zadania poboczne często nudzą, zaś wszędobylski backtracking niepotrzebnie wydłuża niektóre rozdziały. Co z tego, gdy po czterokrotnym zobaczeniu napisów końcowych czujemy się niczym po przeczytaniu jednej z najlepszych książek w historii literatury? Nier przeraża, szokuje, dobija i smuci. Pozostawia człowieka pustym. A do tego ma prawdopodobnie najlepszą ścieżkę dźwiękową, jaką słyszeliśmy w tym roku. /A. Piechota

Przeczytaj recenzję: „Nier: Automata jest wyjątkowy. Jeżeli coś sprawia, że nie potrafisz go pokochać, z każdą następną godziną odwdzięcza się coraz mocniej.”


2. Thimbleweed Park / Terrible Toybox / PC, Xbox One, Switch

Thimbleweed Park to gra, która bardzo dużo rzeczy robi dobrze. Przede wszystkim „robi dobrze” nostalgię – wygląda jak przygodówka z lat 80., na pierwszy rzut oka gra się w nią jak w przygodówkę z lat 80., ale zamiast bezmyślnie odtwarzać produkcje z dawnych lat mądrze i inteligentnie składa im hołd. Zachwyca projektem, dając graczowi dużą swobodę w rozwiązywaniu zagadek i odkrywaniu jej tajemnic w jego własnym tempie. Jest zabawna, ma pomysłowy scenariusz i spełnia wszystkie obietnice, jakie złożyli twórcy na Kickstarterze. Przede wszystkim jest to jednak gra, która „robi dobrze” indie. To produkcja na wskroś niezależna, w pewnych miejscach odważna, w innych zachowawcza, ale w całości i od początku do końca autorska. Ron Gilbert dobitnie pokazał w niej, że miano legendy należy mu się bez wątpliwości. /D. Gąska

Przeczytaj recenzję: „Thimbleweed Park jest arcydziełem gatunku, uważanego za martwy – ale i na tym nie kończą się jego ambicje. Jest jednocześnie trochę pastiszem przygodówek, trochę komentarzem na ich temat.”


Najlepsza gra 2017 według Polygamii:

The Legend of Zelda: Breath of the Wild / Nintendo / Switch

Tak, Breath of the Wild całkowicie odmienia jedną z najbardziej konserwatywnych serii w naszej branży. Ale ponadto pokazuje, że gry z otwartym światem utknęły w ślepej uliczce. Śmieje się ze wszystkich „cudownych” pomysłów mapek z tysiącem nieinteresujących nikogo znaczników. Drwi z nudy towarzyszącej podróżom z punktu A do punktu B. Daje świat, którego poznawanie przypomina granie w gry po raz pierwszy, jak dziecko. Gdzie narrację, zadania poboczne, osiągnięcia, minigierki i wyzwania sugeruje tylko nieposkromiona jeszcze przez rzeczywistość wyobraźnia. Każdy las jest tajemniczy, zachód słońca piękny, szczyt górski interesujący. To tytuł, który wystawił środkowy palec niemal wszystkim obowiązującym trendom i został za to pokochany przez miliony. Nic dziwnego, że zgarnia wszystkie możliwe nagrody. Nic dziwnego, że stanął także na szczycie naszego podsumowania. To jemu Nintendo zawdzięcza i popularność Switcha, i swoje kolejne zmartwychwstanie. /A. Piechota

Przeczytaj recenzję: „Nowy Link ma dość głęboko wiele zwyczajów, których nauczyliśmy się od serii oczekiwać”

Więcej na temat:

  1. Sasilton
    17:58 03.01.2018
    Sasilton

    Pytanie. Co jest lepsze. Znacznik na mapie, czy irytujące pikanie które pojawia się gdy zbliżamy się do Shrina?
    Zelda robi kilka rzeczy inaczej, ale nie koniecznie na lepiej.
    nie ma znaczników, ale jest pikanie, oraz cała historia poruszania się naszej postaci po świecie, więc otwieramy mapę, odpalamy podgląd i idziemy tam gdzie nie byliśmy.

    Szczerze mówiąc to najlepiej rozwiązali to w Skyrmie. Nie masz znaków zapytania na mapie, ale na kompasie widzisz ikonę, więc do niej idziesz.

    Trochę wkurza mnie wychwalanie Zeldy, szczególnie tam gdzie kuleje. Zadania poboczne to dramat. Ludzie narzekają że w nowym Assasinie misje poboczne są nudne. W Zeldzie misje poboczne nie maja mówionych dialogów i zdecydowana większość polega na zabiciu czegoś, albo robimy za kuriera. Czasami nawet dosłownie.
    Jak ktoś chce maksować Zeldę, to pewnie „doceni” bardzo fajny grind na smokach, gdzie do ulepszenie itema potrzebujemy 3 pazurów konkretnego smoka, wiec musimy powtarzać tą samą rzecz 3 razy. To tylko 1 smok, bo są 3 smoki i trzeba grindowac jeszcze łuski, a przy jednym pojawieniu się smoka można urwać tylko 1 fragment. W sumie trzeba chyba spawnować smoka ponad 30 razy.

    Gotowanie. Na trailerach rewaluacja, a praktyka jest taka ze gotujesz duriana, bo odnawia pełne zdrowie i dodaje 4 dodatkowe serduszka.

    Shrinów jest 120 z czego 1/3 to prosty pojedynek, kolejna 1/3 to prosta zagadka. Prawdziwych zagadek jest może 15. 15 na 120, więc wiele osób pewnie nie zobaczy nawet tych 15. Jak ktoś chce odblokować wszystkie, to musi oglądać mapki z internetu, bo na mapce nie ma ich pokazanych, Na upartego może analizować swój przebieg i na pikanie, ale nie zawsze to działa, bo niektóre są schowane i nie dają żadnego dźwięku.

    Gra jest fajna, ale kurde, ta gra totalnie nie zasługuje na grę roku. Tam są takie wady, ze każda zachodnia gra by za nie oberwała. Nie Zelda. Czemu nie Zelda? Bo ma to coś, to coś magicznego ęe czujemy się jak 10 latek, ma ten klimat których nie mają inne.. shut the fuck up!

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      21:55 03.01.2018
      gsg

      Najlepszy jest brak znacznika czy pikania i takie projektowanie mapy, żeby kolejne charakterystyczne punkty na horyzoncie zachęcały do wzmożonej eksploracji i odnajdywania nowych miejscówek. Zelda radzi sobie z tym bardzo dobrze i pikanie na szczęście można wyłączyć. Acz jest i kilka miejsc zaprojektowanych tak, że bez pikacza trzeba by pewnie bardzo wiele szczęścia, żeby je odnaleźć.

      Ale zdecydowanie boli mnie w niej to, że choć jak sugeruje Adam próbowała „wystawić środkowy palec niemal wszystkim obowiązującym trendom”, podążyła za trendem rozdmuchanego, bazującego na grindzie i żmudnym zbieractwie craftingu. Przykład z durianami jest szczególnie cenny, bo pokazuje miałkość systemu w którym kilka przepisów jest do tego stopnia lepszych względem reszty, że podważa sensowność gotowania czegokolwiek innego (chyba że nie masz jeszcze ciuchów na odporność na zimno/gorąc). No i interfejs gotowania jest paskudny i nie sprzyja przygotowywaniu zasobów na zapas. Do tego Zelda wprowadziła level-scaling. I zarządzanie ekwipunkiem. I poprzez system psucia się broni sprawiła, że po połowie przygody nagrody na końcu lochów czy obozów Goblinów nigdy nie były lepsze niż to co zużyłeś w trakcie walki. Czyli przestawały to być nagrody – a nie były nimi niestety również n-dziesiąte z kolei starcia z bandą przekolorowanych goblinów same w sobie (choć na zdecydowany plus należy zaliczyć, że z levelem Linka rosło i AI części przeciwników).

      Mówiąc krótko – za dużo w Zeldzie było wannabe surwiwalu, żeby mogła mi się aż tak podobać jak bym chciał. Ale że jest w topach topek wciąż mnie nie dziwi – bo te suriwalowe elementy w grach są po prostu bardzo wśród graczy popularne w ostatnich latach, a choć sam ich nie lubię, to poza nimi Zelda oferuje masę rzeczy, które uwielbiam.

    • Raidenorius
      14:04 05.01.2018
      Raidenorius

      Co tak naprawdę tworzy doznanie w Zeldzie?
      Projekt gry (przede wszystkim mapy, ale też interfejsu i brak znaczników). Nad graczem nie wisi psychiczny ciężar wykonywania zadań, podążania wyznaczoną ścieżką czym prędzej, by odznaczyć kolejny już punkt, za którym kryje się jedynie jeszcze następny. Na mapie nie ma pozaznaczanych kopalni (jak w Skyrimie) i innych pierdół, które tworzyłyby w umyśle gracza sztuczną, podświadomą barierę do tworzenia własnej przygody, bo przecież nim ruszy dalej, musi wszystko oczyścić.

      Każdy powtarzalny quest w Zeldzie, to jedynie pretekst, do rozpoczęcia kolejnej przygody – bo kiedy brałem taki jeden quest (którego wykonanie powinno zająć kilkanaście minut), to do zleceniodawcy wracałem po kilku/kilkunastu godzinach, nie pamiętając nawet, że robiłem jakiś quest, bo ten wykonywałem przypadkowo – podczas kolejnych własnych przygód. Czy choćby to, że gdy piszę, iż odwiedziłem w Zeldzie ciekawe miejsce, to odwiedziłme je, dlatego, iż faktycznie byłem ciekaw co tam zobaczę (widziałem je faktycznie podczas rozgrywki) i chciałem tam iść. W innych grach „ciekawe miejsce” oznacza punkt na mapie/wskaźnik/tropy na ziemi, a odwiedzamy je, bo mamy nad głową topór – jak go nie odwiedzimy to nie będzie expa, nie będzie fabuły, nie będzie niczego (bez pier… punktu na mapie…). W Zeldzie bez naszej ciekawości nie będzie niczego i być może tej ci brakuje.

      I tym jest właśnie Zelda: BotW. To taki Mario Maker estetyki przygody (a nie jak ten oryginalny – wyzwania).

      Ukryj odpowiedzi()
      • gsg
        17:16 05.01.2018
        gsg

        Doskonale ujęte. Fakt, że Zelda do przeżywania przygód zachęca właśnie świetną mapą a nie znacznikami sprawił, że momentami czułem się jakbym znów pierwszy raz grał w Morrowinda – po prostu zachwycałem się eksploracją, gra co i rusz prowokowała ciekawość tym co na horyzoncie a nie tym co na radarze.

        Podobnie zresztą działa system fizyki, żywiołów i przedmiotów: jak zabawka dla ciekawskich – A czy to zadziała? A może trochę inaczej?

  2. 18:04 03.01.2018
    Blue__

    Zelda ma genialny tutorial, gdzie widzimy fajny system gotowania, ścinania drzew, wspinania etc. Niestety po nim świat się otwiera, widzimy kolejne grupy świń(ta wiem hopgobliny czy cos) na których juz się wybawiłem wystarczająco w tutku i nudny dla kogoś kto nie lubi ekploracji teren. Nie moja bajka niestety.

    Za to Mario Odyseja jest super, tak samo Mario i kórliki – obie te gry są genialne. Edith i Hellblade zasługują na dobre oceny, głównie za innowacyjne podejście.

  3. 18:08 03.01.2018
    squirrelscanfly

    Chyba zapomieliscie o Horizon Zero Dawn… To ze nie jest numer 1 moglbym zrozumiec, ale to ze jej nie ma na liscie 15 najlepszych to nie ogarniam. Tak samo jak obecnosc Prey.

    Ukryj odpowiedzi()
    • indeed
      18:50 03.01.2018
      indeed

      No i widzisz, a dla mnie obecność Prey jest dziwna tylko ze względu na niską lokatę, bo w mojej opinii to praktycznie GOTY, za to Tekkena (a najchętniej Zeldę, bo jakoś magia wielkiego N na mnie nie działa) bym na Nioh wymienił bez mrugnięcia okiem 😉

    • 21:10 03.01.2018
      brodzik

      Fakt, brak HZD w pirwszej pietnastce roku jest co najmniej dziwny. Przyznajcie sie, zapomnieliscie? 😀

      Ukryj odpowiedzi()
      • Maciej Kowalik
        22:01 03.01.2018
        Maciej Kowalik

        Nope. I o dziwo to była jedna z gier, w które grało sporo członków redakcji. Ale nie zdobyła głosów.

        Ukryj odpowiedzi()
        • 17:06 04.01.2018
          squirrelscanfly

          Mimo wszystko nie ogarniam. Pominiecie tak swietnej gry, nawet nie wspominajac o niej, jest skandalem. Jestescie pewnie jedyna redakcja growa w internecie, ktora nie przewidziala dla HZD miejsca na liscie najlepszych gier. Jesli chcieliscie byc „inni”, to z pewnoscia cel zostal osiagniety.

          Ukryj odpowiedzi()
          • gsg
            18:28 04.01.2018
            gsg

            Smutny będzie ten czas w internecie, kiedy wszystkie redakcje będą się w każdym szczególe zgadzały. Kiedy czytam recenzje, czuję że najmniej wiem o tych tytułach co do których krytyka jest w pełni zgodna.

            Plebiscyty to zabawa i wręcz szkoda że poza listą redakcja nie zdecydowała się przybliżyć nieco zażartych dyskusji. Bulwers, że czyjaś ulubiona gra nie znalazła się na wypadkowej liście, o, to dopiero jest skandal!

            A nie, czekaj, zaraz.

            GDZIE NA LIŚCIE JEST CUPHEAD, JA SIĘ PYTAM, POLYGAMIO?!
            SKANDAL!
            WIECIE CO Z NIMI ZROBIĆ!

          • 21:04 07.01.2018
            inf.in.it

            Wyluzuj – brak jakiejkolwiek gry na takiej liście nie jest i nie może być skandalem. Tu nie chodzi o jak największą zgodność z gustami masowego odbiorcy. Tego typu zestawienia zawsze siłą rzeczy mają charakter nieco autorski, tak jak recenzje. Jeśli w puli „gier roku” trafiłeś na tytuł, który nic ci nie mówi, za to nie znalazłeś swojego faworyta – to wspaniale. Ktoś cię właśnie zainspirował do poznania czegoś nowego, prawdopodobnie wartościowego. Wygrałaś/-eś.

            Ja na przykład za zdecydowanie najlepszą grę roku uważam „Personę 5” (tak, wiem, że premierę w Japonii miała rok wcześniej), ale do głowy by mi nie przyszło, by z powodu jej braku w omawianym zestawieniu mieć o coś pretensje do chłopaków z Poly. Gry to nie ciała stałe, nie wszystko da się obiektywnie zważyć i zmierzyć, różni ludzie mają różne potrzeby i preferencje. Nie wspominając o tym, że nie da się zagrać we wszystko.

      • 23:18 03.01.2018
        Shozou

        Horizon to reskin Fallouta. Żadna rewelacja.

        Ukryj odpowiedzi()
      • Bartosz Stodolny
        09:59 04.01.2018
        Bartosz Stodolny

        Jeśli zapomnieliśmy, to chyba niespecjalnie świadczy o grze, co? 🙂 A tak poważnie, to takie listy są subiektywne – coś jest, czegoś innego nie ma. Nikt nie każe wam się z tym zgadzać. Ja na przykład swojego GOTY nie mam. HZD było fajne przez 15 godzin, potem zrobiło się kolejnym nudnym open worldem. W Zeldzie najpierw zachłysnąłem się otwartością, możliwością wejścia gdzie się da, genialnym gotowaniem i intuicyjną interakcją z otoczeniem. A potem stwierdziłem, że poza tym nic mnie w tej grze nie obchodzi. Pudełko z Preyem leży na Xboksie nieruszone, bo nienawidzę tej gry za to, że nie jest Preyem 2. Choć może jest świetna, ale nie jestem gotowy jej uruchomić. Ograłem naprawdę sporo gier z 2017 roku, wiele było dobrych, sporo świetnych, ale żadna z nich nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia.

    • gsg
      22:04 03.01.2018
      gsg

      Dla mnie Horizon to była piękna technicznie, ale uboga mechanicznie gra, która znudziła mnie jakoś w połowie, więc odpuściłem. Niby na papierze miała wszystko co uwielbiam: otwartą eksplorację rodem z TES i walki z ogromnymi potworami rodem z MonHuna, ale w praktyce położyło ją dla mnie to samo na co marudzę komentarz wyżej w Zeldzie: niepotrzebne zarządzanie ekwipunkiem, nudny rozwój postaci (która i tak w toku gry zdobywała praktycznie wszystkie dostępne perki), absurdalny crafting, gdzie z jednej strony w kołczanie miałeś miejsce na określoną ilość strzał, a z drugiej jeśli Ci ich brakło, to mogłeś je z poziomu wyboru typu broni dorabiać w toku walki i jeszcze gra grzecznie wchodziła wtedy w slo-mo. To po co to ograniczenie w ogóle? Odpowiadam złośliwie: po to żeby w otwartym świecie wszędzie z trawy wystawały badyle do craftingu i wydawał się mniej pusty.

  4. Simplex
    21:55 03.01.2018
    Simplex

    Szacun za niezrobienie z tego 15 stronnicowej galerii. Jak również za docenienie Preya i Thimbleweed Park. 2017 obfitował w masę świetnych gier.

  5. Lord Bart
    22:23 03.01.2018
    Lord Bart

    Szacunek za to zestawienie. Może poza Originsami, ale 1na15 może być crapem 😉

  6. 00:40 04.01.2018
    liberteone

    Chciałem napisać, że się zgadzam poza asasynem ale cofnąłem sie do listy i zacząłem odejmować co mi nie weszło… i w sumie właściwie.. został mi wolf, pubg i nier(tu naciągam trochę bo mam zdrowy, ogromny szacun do tej gry i jej poprzedniczki)…

    Zelde odpusciałem po tygodniu (i chyba bardziej chodziło o to że w koncu mozna grać w dowolnej pozycji a nie jak w kajdankach). W sumie najwięcej radochy po pubgu (wedlug czasu gry w steam) sprawil mi oxygen not included i rise to ruins… no i sprzedalem pelne dwa tygodnie urlopu za 305 w destiny 2 (z czego wciaz jestem dumny). coda też troche postrzelałem… ale niczego nie załuje 🙂

  7. 12:18 04.01.2018
    czaczi87

    To Wasza lista i Wasze wybory więc je uszanuję… ale trochę nie ogarniam. Prawie cała lista to indyki i to wcale nie takie genialne. Dla mnie nowa Zelda ma za dużo wad koncepcyjnych by łapać same 10/10. Nie jestem w stanie pojąć tej całego hiper-optymizmu na temat gier Nintendo. Gdyby Zelda nie nazywała się Zelda i zrobiło ją jakieś 3rd party studio łapałaby dziewiątki i ósemki.

    Może ja jestem jakiś dziwny, ale dla mnie GOTY 2017 zdecydowanie należy się Horizon Zero Dawn. Nowe IP, bardzo wysokie production values, bardzo interesująca historia ludzi ze starego świata w tle, interesująca bohaterka (która nie jest sex-lalą), świetny design świata, solidna mechanika, fenomenalne udźwiękowienie. Co dla mnie bardzo ważne: mimo, że to otwarty świat poucinali do minimum bzdurne znajdźki i powtarzalne czynności – do tego stopnia, że z miłą chęcią wbiłem w niej platynę pozbawioną niewolniczego grindowania.

  8. brzanka
    12:58 04.01.2018
    brzanka

    To był zadziwiająco dobry rok dla gier. Lista jest niemal pełna, choć i mnie brakuje na niej HZD i Nioha. Drobiazg – dokładam sobie samodzielnie i mam siedemnastkę zamiast 15, bo czemu nie? 🙂

    Ukryj odpowiedzi()
    • ZeusEx
      16:18 04.01.2018
      ZeusEx

      Zgadzam się. HZD był imo lepszy niż większość z wymienionych na liście. Brak Nioha chyba świadczy o tym, że większość redakcji odbija się szybko od gier Soulsowych. Szkoda, bo Nioh jest rewelacyjny i wciąga nawet na setki godzin.

  9. Freszu
    13:10 04.01.2018
    Freszu

    Zdecydowanie takie gry jak Hellblade, What Remains of Edith Finch i (w szczególności) Night in the Woods trzeba promować. To furtka dla nowych graczy, których wcześniej odstraszała „gierkowość”, odbiorców innych mediów. 2017 był dobrym rokiem.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 17:18 04.01.2018
      soulsonist

      Dokladnie to to! Hellblade dopiero przechodze ale What Remains of Edith Finch to male arcydizelo, pamietam ze odpalilem bez wiekszych zachwytow myslac ze symulator chodzenia itd, ale przeszedlem przy jednym posiedeniu a gra jest fenomenalna!

  10. 17:45 04.01.2018
    blantman

    Brakuje mi persony 5 i xenoblade 2 ale reszta zgadza się z moim top. No może tekkena bym wywalił ale to dlatego że nie lubię bijatyk i nie grywam;)

  11. 22:45 04.01.2018
    lecho

    „To tytuł, który wystawił środkowy palec niemal wszystkim obowiązującym trendom” – hej, dobra, doceniajmy Zeldę, ale nie róbmy sobie jaj 😉 Z jakich niby ona trendów drwi? Bo jak dla mnie, wszystkie obecnie panujące wykorzystuje do perfekcji:

    – otwarty świat? JEST
    – odkrywanie go przez zdobywanie kluczowych punktów? DLACZEGO NIE
    – „punkty zainteresowania” na mapie? SĄ
    – crafting? A JAKŻE
    – proste, powtarzalne zadania poboczne? NA MIEJSCU

    Do tego dodałbym jeszcze uproszczenie elementów erpegowych i walki, za to rozbuchanie mechanik pobocznych plus pójście ścieżką „survivalu na 3/4”. Tak, aby gracz czuł się stale zmuszany do wysiłku, ale w sumie nie aż tak bardzo. Jasne, dla fana marki i miłośnika Ninny to są detale, ale nie róbmy z tej gry bezwzględnego 10/10. Rzucanie toporkiem w jabłonki jest fajne, tyle że na jabłkach świat się nie kończy, a w wielu innych aspektach gra niedomaga.

  12. 12:50 05.01.2018
    lis22

    Dziwi mnie to narzekanie na „Zeldę” – to świetny tytuł, który wprowadza wiele świeżości i wymusza nowe spojrzenie na gatunek RPG i zdecydowanie zasługuje na pierwsze miejsce.
    Martwi brak „Horizon Zero Dawn”, bo to chyba druga najlepsza gra roku. Brakuje też „Cuphead”, a są takie tytuły, jak „Prey”, „Teken 7” czy „PUBG” (gra, która wygląda jak crap).

  13. 15:11 05.01.2018
    poszarpany83

    Witajcie,
    dobre zestawienie ale wg mnie trochę tytułów zabrakło… Wspominany przez dużo osób Horizon Zero Dawn. Jak mówimy o oryginalności i świeżości na naszym rynku – to gdzie Nioh czy Yakuza 0??????? Thimbleweed Park -jest ok ale wg mnie po prostu nostalgia tutaj wygrała i popularny ostatnio retro klimat. Prey!? Jak Prey to co z Dishonored 2 (wszak Prey to taka kalka tej gry).
    Nie zauważyliście w ogóle „samochodówek”, które w tym roku były szczególnie dobre.
    Naprawdę kolejny Tekken-> a nowy Fractured but whole?
    No nic – może wtym roku było za dużo grzybów w barszczu i redakcyjna pamięć zbyt krótka – w zestawieniu praktycznie gry z drugiej połowy roku.

    pozdrawiam

  14. duxdaro
    23:22 07.01.2018
    duxdaro

    Persona 5? Hollow Knight? Gravity Rush 2?