Postawmy sprawę jasno: stosunek zwolenników modelu zabawy proponowanego przez Sony i Microsoft w odniesieniu do Wii U jest co najmniej krytyczny. W końcu oprawa graficzna na nowej konsoli nie zaliczy znaczącego (jeżeli w ogóle) skoku jakościowego w porównaniu z obecną generacją, dziwaczny pad to zabawka dla niedzielnych graczy, a poza tym na Wii U będą liczyły się tylko gry Mario, Zelda czy Metroid. Satoru Iwata na to: "To samo mówiono o Wii".
Wii pokazano po raz pierwszy w 2006 roku na E3. Fani nie mogli się doczekać, co też nowego zademonstruje firma hydraulika i, co najważniejsze, czy nowy wynalazek pomoże dogonić konkurencję po strategicznej wpadce z GameCubem. Białe pudełeczko bez odtwarzacza DVD, dysku twardego, grafiki HD było nie lada zaskoczeniem. Serwis CVG przywołuje słowa Iwaty, który był wówczas bezustannie pytany o to, w jaki sposób Nintendo zamierza konkurować swoją konsolą z Sony i Microsoftem? Prezes firmy dodaje: "Każda z tych osób zapomniała, o co tak naprawdę chodziło w ówczesnej sytuacji".
Głównym założeniem wprowadzenia na rynek DS-a i Wii było dotarcie do zupełnie nowej grupy odbiorców. Takiej, która wcześniej nie interesowała się grami. "Obiecaliśmy, że będziemy sprzedawać DS-y i tym samym powiększymy populację graczy. Czy po takiej zapowiedzi wartość naszych akcji wzrosła? Nie. Zyski zaczęliśmy odnotowywać w momencie, gdy DS zaczął się świetnie sprzedawać" - przypomina Iwata.Taka sama sytuacja miała miejsce dwa lata później, po wypuszczeniu na rynek Wii. Szumna zapowiedź dotarcia do zupełnie nowych klientów była traktowana sceptycznie, jednak Nintendo dotrzymało słowa. Cel został osiągnięty, owoce dały poznać dobre drzewo.
Sukces związany z Wii i DS-em to ważna cezura w historii firmy, ale wcale nie oznacza, że identyczna strategia poskutkuje ponownie. Z jednej strony trzeba przyznać rację prezesowi Nintendo, który wytyka niedowiarkom z przeszłości, że powtarzają swoją pieśń jak zdarta płyta. Bez wątpienia 2:0 dla japońskiego koncernu. Pozostaje jednak pytanie, czy trwająca właśnie druga połowa nie doprowadzi do remisu, a nawet przegranej Iwaty i spółki? Nintendo konsekwentnie podąża wytyczoną przez siebie ścieżką, ale nie przestaje spoglądać na to, co sprawdziło się u konkurencji (nowe gałki w GamePadzie, zapowiedź Pro Controllera, zabieganie o wsparcie dużych wydawców). Tylko czy to wystarczy? "Ostatecznie wszystko sprowadza się do rezultatów i nie pozostaje nam nic innego, jak je pokazać" - dodaje pewny swego Iwata.