O konsolowego Wiedźmina 2 bałem się, kiedy tylko został zapowiedziany. Gra CD Projektu zasłynęła przecież w równej mierze ze świetnej fabuły i poważnego traktowania decyzji, podejmowanych przez gracza, co z wysokich wymagań sprzętowych i pewnej – z braku lepszego słowa – pecetowej toporności. Przy całej technicznej sprawności, z jaką została wykonana, i całej złożoności jej strony fabularnej pewne elementy interfejsu nie okazały się pomyślane tak ergonomicznie, jak można by oczekiwać od pierwszoligowej produkcji. Na pecetach takie rzeczy wybacza się jakoś chętniej. Na konsolach odbiorca oczekuje jednak produktu znacznie bardziej dopracowanego, doszlifowanego i niesprawiającego jakichś dodatkowych, niepotrzebnych trudności. Twórcy wersji konsolowej stanęli więc przed dwoma bardzo dużymi wyzwaniami. Po pierwsze sprawić, by jedna z najbardziej wymagających gier ostatnich lat zadziałała na 5-letnim sprzęcie. Po drugie usprawnić interfejs tak, by grało się w nią jak w produkcję czysto konsolową.
Po kilku godzinach zabawy dobra wiadomość jest taka, że pierwszemu z tych wyzwań CD Projekt Red sprostał prawdziwie po mistrzowsku. Gra wygląda zupełnie dobrze, będąc niezłym przybliżeniem wersji pecetowej. Nie jest to może najładniejsza produkcja stworzona na Xboksa 360, ale dużo jej do tego miana nie brakuje. To, co pozycja ta straciła na efektowności graficznej, nadrabia świetną wizją artystyczną i widoczną na każdym kroku ogromną dbałością o detale. Mieszkańcy wioski przechadzają się, wykonują codzienne czynności, wszystko wokoło zdaje się tętnić życiem, dzięki czemu zwiedzanie kolejnych lokacji wciąż dostarcza olbrzymiej przyjemności. Ten barwny, aktywny świat, według mojej prywatnej teorii będący w dużej mierze efektem polskiej fascynacji serią Gothic, oferuje naprawdę dużo.
Co ważniejsze, całość działa nad wyraz sprawnie, rzeczywiście, tak jak obiecywali twórcy, utrzymując stabilne 30 klatek na sekundę. Imponuje to tym bardziej, że przecież nawet gry czysto konsolowe miewają w dzisiejszych czasach mniejsze lub większe problemy z płynnością (że wspomnę chociażby xboksowe Demon’s Souls, w pewnych momentach niemal niegrywalne). Tymczasem ten port z peceta radzi sobie z tym wyśmienicie, dzięki czemu walka jest przyjemna i nie frustruje.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/2/5/d/25decf4ac65d4e2db50c6b8afd9fde3a/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/wiedzmin_2_ql_gotowy.mov', }); Gramy w Wiedźmina 2 na konsoli Xbox 360 i komentujemy. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresem
Twórcom udało się również poprawić jeden z największych problemów gry. Na pececie Wiedźmin 2 irytował dziwnym poziomem trudności, z powodu którego na samym początku rozgrywki czekały na nas największe wyzwania, a wraz z postępami w fabule i zwiększaniem się umiejętności Geralta szło nam coraz łatwiej. Tutaj na starcie jest o tyle prościej, że w pierwszej normalnej walce w prologu (tej koło balisty) zginąłem tylko raz, a nie około 47 jak na PC. Później robi się nieco trudniej, konieczne jest już używanie mikstur, pułapek i innych gadżetów, ale wchodzimy w to na tyle płynnie, że nie ma takiego szoku jak rok temu. Trochę pomaga też samouczek, tłumaczący wszystkie mechanizmy obecne w grze, choć jednocześnie rażący brakiem pomysłowości. Zamiast pokazywać poszczególne systemy w działaniu zmusza do czytania sążnistych porcji tekstu – a nie taka jest przecież idea „samouczka”.
Grając na Xboksie w Wiedźmina 2, można też zdać sobie sprawę, że buńczuczne zapowiedzi twórców o „najdojrzalszej grze na konsolach” nie są wcale tylko i wyłącznie marketingowym bełkotem. Pozycja ta naprawdę potrafi zrobić wrażenie tym, w jak sensowny sposób traktuje pewne tematy – swoją moralną niejednoznacznością czy rzeczywiście poważnym podejściem do seksu. Pod tym względem CD Projekt RED gra w zupełnie innej lidze niż BioWare, które przy całym gadaniu o dorosłości sprowadza relacje uczuciowe do najprostszych archetypów. Wiedźmin 2 nie jest może w tej kwestii jakoś nadzwyczajnie odkrywczy, ale i tak znacznie wyprzedza to, co proponuje większość gier – szczególnie konsolowych. To jest ta pecetowość, którą na Xboksach przywitamy z otwartymi ramionami.
Niestety, nieco gorzej poszło z drugim z wyzwań, o których wspominałem na początku. Zamiast opracować zupełnie nowy interfejs (jak twórcy zdawali się sugerować, mówiąc o „adaptacji”), zdecydowano się na podretuszowanie i usprawnienie istniejącego. Sprawdza się to różnie, momentami gra sprawia wrażenie, że nadmiernie komplikuje proste rzeczy. Widać, że w niektórych miejscach autorom zwyczajnie zabrakło już przycisków na padzie i zamiast modyfikować całą obsługę zdecydowali się na obejście problemu, przez co po wciśnięciu przycisku na danym przedmiocie musimy jeszcze wybrać w dodatkowym oknie, czy chcemy go obejrzeć, czy może jednak użyć.
Moje pierwsze wrażenia z Wiedźmina 2 na konsoli są więc takie, że przede wszystkim gra działa i to działa dobrze – co samo w sobie jest wielkim osiągnięciem. Po drugie jest niewiele mniej toporna, niż była. A po trzecie, że również na konsolach jesteśmy w stanie taką toporność wybaczyć, jeżeli tylko wynagradza ją cała reszta rozgrywki. A w Wiedźminie 2 wynagradza z nawiązką.