Próby deprecjonowania grafiki jako jednego z najbardziej istotnych elementów gry wideo (ekhm), wcale zresztą nienowe, udowadniają podstawowe braki w rozumieniu, czym one tak naprawdę są. U samych podstaw elektronicznej rozrywki leży zasadniczo uczucie satysfakcji z manipulowania obrazu. Teraz, po latach spędzonych przed monitorami i telewizorami, możecie mieć wrażenie, że istotą tego hobby jest przeżywanie historii, rozpracowywanie złożonych systemów czy rywalizacja z innymi. Ale bądźcie ze sobą szczerzy. Przypomnijcie sobie swoje pierwsze doświadczenia z grami. Co dostarczało największej satysfakcji jak nie fakt, że znajdującą się na ekranie postacią nagle mogliśmy poruszać?
Telewizja od samego początku swojego istnienia jest medium całkowicie biernym, udział widza w jego odbiorze sprowadza się do siedzenia na tyłku i wgapiania w ekran. Gry, wchodząc do mieszkań we wczesnych latach 70. wraz z Pongiem, rzuciły wyzwanie temu postrzeganiu. Powiedziały „teraz na to co jest na ekranie będziesz miał, widzu, zasadniczy wpływ”. Dążenie do tego, by wpływ mieć na obraz o jakości nieodróżnialnej od obrazu telewizyjnego jest jak najbardziej naturalne.
Mamy też u nas w kraju pewien problem z pojęciem generacji konsol. Jakoś tak się złożyło, że wraz ze startem ostatniej przy okazji premiery Xboksa 360, PlayStation 3 i Wii wielu graczy zetknęło się po raz pierwszy z tym określeniem. Gracze, którzy zaczynali swoją przygodę z elektroniczną rozrywką we wczesnych latach 90., dorośli już na tyle, że mogli zacząć sami rozważać kupno drogiego sprzętu, służącego tylko do zabawy. I bardzo chętnie przyjęli oni marketingowy przekaz Microsoftu, Sony i Nintendo. Nadchodzi coś zupełnie nowego - mówiły trójgłosem wielkie korporacje. Elektroniczna rozrywka już nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Rozpoczyna się zupełnie nowa generacja. Uwierzyliśmy w to i teraz wydaje nam się, że faktycznie coś takiego te 7 lat temu nastąpiło. A nie stało się przecież nic innego, niż działo się w historii już pięć razy wcześniej. Tak jak Playstation ustąpiło miejsca Playstation 2, tak Playstation 2 ustąpiło miejsca Playstation 3 i tak samo Playstation 3 ustąpi miejsca Playstation 4. Główną różnicą będzie grafika. I będziemy się tym ekscytować.
Będziemy się tym ekscytować, bo technologia jest nierozłącznie związana z naszym hobby. Niezależnie od tego jak długo będziemy wmawiać sobie, że to sztuka, że kultura, że przekaz, że nie wiadomo co jeszcze, na razie gry wideo tworzą przede wszystkim entuzjaści technologii, których wykorzystywanie jej w ciekawy sposób interesuje przynajmniej tak samo bardzo, jak serwowanie nam swoich przemyśleń na temat świata. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Pewnie, kolejne lata spędzone z kontrolerami w rękach nauczyły nas odporności na proste sztuczki, wykorzystywane przez twórców do przyciągnięcia odbiorców. Być może ilości trójkątów, rozdzielczości tekstur czy najnowocześniejsze efekty specjalne nie robią już na nas takiego wrażenia jak kiedyś. Być może też warto zdać sobie sprawę, że to nie my będziemy główną grupą docelową nowej generacji konsol.
Bo o nią naprawdę w tym wszystkim chodzi. Czekamy na te nowe konsole, czekamy, być może w końcu coś o nich w najbliższych miesiącach usłyszymy. Niezależnie od tego, z całą pewnością z niejednego zakątka Internetu, z niejednej nury, dziury, zza niejednego krzaka usłyszymy w najbliższych miesiącach, że nie ma się czym ekscytować, bo „grafika nie jest najważniejsza”. Jak grzyby po deszczu rosną nam na oczach prorocy, którzy jednym zręcznym argumentem są w stanie zakwestionować ostatnie 40 lat rozwoju elektronicznej rozrywki i powiedzieć, że teraz nagle liczyć się będzie coś innego. Bo usłyszeli te 7 lat temu o czymś takim jak Wii i wydaje im się, że to na tym polegają prawdziwe innowacje. Że dążenie do poprawiania jakości obrazu jest już passe, a na prawdziwe miano „następnej generacji” zasługuje sprzęt, który robi coś całkowicie odmiennego, wprowadza niespotykane wcześniej rozwiązania.
Jakby próby wprowadzania nowych sposobów na sterowanie grami, przeżywanie gier i przekonywanie graczy, że od teraz tak właśnie będzie wszystko wyglądać, że taka jest przyszłość elektronicznej rozrywki, były czymś nowym. Robiono to zawsze, zawsze znajdowali się skłonni pójść za nowym mesjaszem, ale koniec końców zawsze też okazywało się, że nic się tak naprawdę nie zmieniło. Że ciągle najwygodniej jest usiąść z ulubionym, standardowym kontrolerem – czy to padem od konsoli, czy klawiaturą i myszą – i obserwować na ekranie efektowną grafikę. Słyszałem już głosy, że kolejne produkty Sony i Microsoftu nie zasługują na miano następnej generacji, bo będzie to to samo co wcześniej, tylko z lepszą grafiką.
Właśnie na tym polega następna generacja konsol.
I nie wierzę, że kiedy zobaczymy w końcu pierwsze obrazki i fragmenty rozgrywki z nowych Battlefieldów, Crysisów, God of Warów czy innych, zupełnie nowych marek, to cokolwiek będzie inaczej niż w minionych latach. Znowu będziemy połykać wszystkie filmiki, informacje, każdy marketingowy bełkot o nowej jakości i zmianie na zawsze. I kiedy te konsole przyjdą, a wraz z nimi przyjdą nowe trójkąty i nowe rozdzielczości tekstur, i nowe efekty specjalne, to po paru miesiącach nie będziemy już mogli patrzyć na gry z tej generacji i zaczniemy się domagać remake’ów.
Nie mogę się już tego doczekać.