Zdaniem Holzapfela w tej chwili wielu twórców eksploatuje ten model, gdyż przyciąga on graczy. Prowadzi to do powstawania gier niedokończonych, o średniej jakości.
Sądzimy, że w przyszłości nie będą funkcjonować żadne przeciętne i średnie gry f2p. Po prostu nie odniosą sukcesu. Dojdzie do zróżnicowania tego rynku, jednak w tej chwili wielu ludzi woli po prostu wydać 60 dolarów na grę w sklepie, bo jej jakość jest zdecydowanie lepsza, niż tracić czas z często niezwykle przeciętnymi pod wieloma względami tytułami f2p.
Jako, że nie ma właściwie żadnych granic dla tytułów f2p – ludzie nie muszą wyjść z domu do sklepu i zapłacić tych 60 dolarów – nie ma też ryzyka z nimi związanego. Twórcom podoba się to, że jest to wszechstronny produkt i nie muszą koniecznie odzywać się do graczy za pomocą trailerów i reklam. W przypadku innych rodzajów gier, można „oszukać” gracza w taki sposób, by kupił ten tytuł. Wtedy przyjdzie do domu z zakupioną za 60 dolarów produkcją, pogra w nią godzinę i stwierdzi, że nie jest to coś, czego oczekiwał. Z f2p jest nieco inaczej – jeśli gra nie będzie się podobała, nikt po prostu nie będzie w nią grał. Więc należy de facto tworzyć dobre gry dla bardzo dużej publiczności.
Zdaniem Holzapfla ostatni przytoczony przez niego argument świadczyć ma o tym, że rynek f2p przepełni się wkrótce podobnymi i powtarzalnymi tytułami, wskutek czego te, które będą się chciały na nim utrzymać, będą musiały poprawić jakość grafiki i rozgrywki. Ostatnimi czasy rzeczywiście coraz więcej tytułów przechodzi na model f2p, porzucając wcześniej przyjęty szeroko plan oparty na subskrypcjach. Czy oznacza to jednak, że w przyszłości spodziewać się możemy mniej przeciętnych gier f2p? Tam, gdzie są reklamodawcy, zawsze znajdą się chętni, by skorzystać z oferowanych przez nich pieniędzy.