Dyack zaznaczył, że przez lata możliwe było sprzedawanie gier przez długi czas. Obecnie z kolei najbardziej intensywna sprzedaż gier kończy się, zdaniem twórcy, po trzech miesiącach. „Stworzyło to niezdrowe ekstremum, gdy musisz sprzedać coś bardzo szybko, a potem robić wszystko, by zarabiać pieniądze” - powiedział. Rzecz jasna chodzi tu przede wszystkim o wszechobecne już DLC.
Przedstawiciel Silicon Knights określił wpływ rynku używanych gier na branżę jako rodzaj kanibalizmu (oczywiście doceniamy wiele sposobów na przekład użytego przez niego słowa). Ten „rozkład” nie idzie zdaniem Dyacka w parze z olbrzymimi, wciąż rosnącymi kosztami, jakie ponoszą developerzy tworzący najlepsze tytuły. Olbrzymie budżety, jak te przeznaczane na serię Call of Duty, to jednak pojedyncze przypadki, niemożliwe do powtarzania za każdym razem.
Twórca wspomniał, że z nadzieją patrzy na cyfrową dystrybucję, która w pewien sposób wyklucza powtórny obieg gier. „Dlatego też z nadzieją patrzę na granie w chmurze” - stwierdził. A my z nadzieją czekamy na lepsze gry od Silikonowych Rycerzy.