W obliczu ostatniej awarii PlayStation Network naprawdę dziwnie komfortowo jest usiąść przed konsolą i bez problemów uruchomić Xbox Live. Jest to o tyle nietypowe uczucie, że poprzednie Gears of War nie zawsze były demonami szybkości, jeśli chodzi o organizację rozgrywek i wyszukiwanie idealnej dla nas mapy. W „trójce” jest inaczej, a grając na różnych kontach i zupełnie odmiennych łączach, ani razu nie miałem problemu z dołączaniem do rozgrywek i w każdym przypadku zajmowało to dosłownie tyle co mrugnięcie okiem lub chwilę dłużej.
Trwająca od kilkunastu dni beta oferuje trzy tryby rozgrywki, przy czym najpopularniejszym i jednocześnie moim faworytem jest zespołowy Deathmatch (ponad 1600 graczy w regionie i dziesięciokrotność tegoż na całym świecie). W ogólnym założeniu jest to typowe rzucenie przeciwko sobie dwóch drużyn, ale rozgrywkę wzbogacono o zawężoną liczbę respawnów na mecz. Na zespół przypada po 15 wskrzeszeń, po czym rozpoczyna się zabawa w odstrzelenie przeciwnej piątki.
Jest też King of the Hill, czyli tryb bardzo zbliżony do Annex z Gears of War 2. Brutalna wersja zabawy w zasiedzenie, tj. przejmowanie punktów w celu podbijania swojej puli, niezbędnej do zwycięstwa. KotH jest całkiem dynamiczną wariacją tego typu starć, ale są gry, które potrafią zaprezentować to w sposób jeszcze bardziej atrakcyjny, że wspomnę chociażby o Battlefield: Bad Company 2, z jego nieśmiertelnymi Rushem i Conquestem.Więcej obrazów z gry znajdziesz w galerii screenshotów jej poświęconejOstatni z trybów to Capture the Leader, wykorzystujący system osłon. Zgodnie z nazwą celem staje się przywódca konkurencyjnej drużyny. Osobnik taki to nie tylko żywy pojemnik na nadlatującą amunicję, ale i gracz, który jako jedyny ma wgląd do specjalnego menu, informującego o położeniu sojuszników i wrogów. Rzecz jasna najwięcej frajdy ma tu właśnie lider, a jakie są szanse zostania nim, łatwo obliczyć, jeśli mamy na uwadze fakt, że w CtL gra maksymalnie po pięć osób na drużynę.