Po premierze poprzedniej części Trackmanii wielu ludzi nie mogło zrozumieć fenomenu tej gry. Bo co to za wyścigi trwające mniej niż 30 sekund, do tego z możliwością przenikania przez przeciwników? Z czasem okazało się, że taki rodzaj zawodów jest jednym z najbardziej sprawiedliwych, gdyż kluczem do zwycięstwa jest wówczas znajomość torów i wysokie umiejętności gracza. W tej grze, jak w żadnej innej, liczy się czysty skill, dlatego też nie jest niespodzianką, że z czasem stała się ona najbardziej popularną ścigałką sieciową.
Z czym to się je?
Dla niezorientowanych kilka słów wyjaśnień. Otóż każdy tytuł z serii jest z założenia nietypowy, bowiem twórcy całkowicie zrezygnowali z realizmu, koncentrując się na modelu jazdy, fizyce i zaangażowaniu gracza w bicie kolejnych rekordów na planszach. Model jazdy jest banalny – kursory odpowiadają za kierowanie pojazdem, klawisz „enter” cofa nas do ostatniego punktu kontrolnego, zaś „delete” na początek wyścigu. Zadaniem biorącego w nim udział jest uzyskanie jak najlepszego czasu na wybranym torze, najczęściej metodą prób i błędów. Przeciwnicy, zarówno komputerowi, jak i sieciowi gracze są „niewidzialni”. Możemy przez nich przenikać, co z początku wydaje się absurdem, jednak – biorąc pod uwagę, że podstawą jest szlifowanie własnych rekordów i poprawianie błędów – takie rozwiązanie jest jak najbardziej akceptowalne.
Najnowsza odsłona serii, TrackMania 2: Canyon, nie odbiega jakoś szczególnie od wyznaczonych przez cykl kanonów. Ponownie ścigamy się po opracowanych przez szaleńca torach, operując strzałkami i klawiszem „delete”. Zmiany są na tyle nieznaczne, by zachęcić nowych graczy do zabawy, a równocześnie nie odstraszyć miłośników starej, dobrej Trackmanii. Chociaż, wyznam szczerze, ekran startowy może swoim wyglądem przerazić każdego. Przypomina on menu z leciwej Trackmanii United, czyli ascetyczne „prostokąty” w lewej części ekranu, skąd przechodzimy do kolejnych, równie nieurodziwych submenusów. Wygląda to jak rozwiązanie znane z darmowych produkcji i sugeruje, że twórcy postanowili nie angażować zbyt dużych środków finansowych w TrackManię...