TOP10: DZIESIĄTKA NA POZIOMIE CZYLI DZIESIĘĆ NIEZAPOMNIANYCH POZIOMÓW STARYCH GIER
Tym razem lista będzie wspominkowa, ale zarazem wybiórcza. Nie będę bowiem wartościował za całokształt, tylko skupię się na bardzo konkretnych fragmentach gier. Przed Wami zatem lista najbardziej pamiętnych poziomów wszechczasów. Pamiętnych z różnych względów, ale generalnie wyróżniających się pozytywnie, a nie nawiedzających graczy w koszmarach nocnych. Mogą to być plansze wyjątkowo udane, wyjątkowo trudne, wyjątkowo emocjonujące, pomysłowe i co tam jeszcze chcecie. Muszą jednak stanowić wyodrębniony fragment, czyli w przedbiegach odpada masa gier, które podziału na poziomy zwyczajnie nie uwzględniają. Nie fair? Może, ale życie jest nie fair, więc przyzwyczajajcie się. Tradycyjnie pozwolę sobie przypomnieć, że dobór jest jak najbardziej subiektywny i tak, prawdopodobnie zapomniałem o kilku zasługujących na wzmiankę levelach. Dość tego trucia, jedziemy z koksem.
10 Contra: Shattered Soldier – Poziom 1
Contrę zna niemal każdy, ale nie wszyscy pamiętają o niedocenionej części serii z PS2. A szkoda, bo moim skromnym zdaniem była to jedna z jej najlepszych odsłon od czasu NES-owego oryginału. A najlepszym dowodem niech będzie właśnie pierwszy poziom, w który upchnięto właściwie wszystkie charakterystyczne dla Contry elementy, w efektownej oprawie i z hipnotyzującym gitarowo-elektronicznym podkładem Akiry Yamaoki. Żołnierzyk wyskakuje z rozbitego samolotu, prze w prawo, rozwalając nadbiegających przeciwników. Dalej są: pojedynek z subbossem (mechaniczny pająk), wspinaczka szybem windy, kolejny pomniejszy boss (instalacja obronna na suficie), strzelanina na dachu zakończona wysadzeniem budynku i zjazdem na złamanie karku po ośnieżonym szczycie (cały czas ostrzeliwuje się wrogów, oczywiście), potyczka z wielkim robalem i wyskok z rampy zakończony złapaniem się rusztowania, a w końcu prawdziwy boss – olbrzymi, paskudny mutant, coś w rodzaju żółwia ze zdeformowaną ludzką twarzą na tyłku. Stop. Głęboki oddech. Nie, nie opisałem właśnie całej gry, tylko pierwszy poziom, trwający raptem kilka minut. Przeciążenie zmysłów to mało powiedziane.
09 Mega Man 2 – Quick Man
Niektóre poziomy zapadają w pamięć dzięki unikalnemu wyglądowi albo oryginalnemu pomysłowi, o innych natomiast pamiętamy głównie dlatego, że zwyczajnie dały nam w… kość. Taki właśnie był poziom Quick Mana w drugiej części przygód niebieskiego ludka. Gdybym na własne oczy ujrzał jak ktoś przechodzi go za pierwszym razem, natychmiast padłbym przed nim na kolana, bo bez wątpienia mielibyśmy do czynienia z bożą interwencją. Zwykłym śmiertelnikom pozostaje wykuć się planszy na pamięć. W przeciwnym wypadku dorwą go wytrzymali przeciwnicy, gasnące światła, a przede wszystkim te cholerne wiązki laserowe. Oczywiście to nie jedyny wyzywający poziom w historii gier, ale jeden z niewielu, w którym wyśrubowany poziom trudności nie zniechęca do zabawy, tylko motywuje do dalszych prób. To trudna sztuka, która nawet tak wytrawnym rzemieślnikom jak Capcom nie zawsze się udaje.