Obok Kickstartera i starych dobrych „zamówień przedpremierowych”, czyli sprawdzonych już sposobów na sprzedawanie ludziom czegoś, co jeszcze nie istnieje, ale jak zaistnieje, to będzie super i całkowicie przewartościuje nasze spojrzenie na elektroniczną rozrywkę, w ostatnim czasie pojawił się jeszcze jeden model biznesowy. Sprzedanie ludziom testowej wersji gry, tak, żeby już na wczesnym etapie produkcji zapewnić sobie fundusze, a jednocześnie nie pozostawiać odbiorcom wrażenia, że płacą za nic. Czyli pozwala się im zapłacić za stanie się testerami – za coś, za co normalnie to twórcy gier płacą ludziom.
Najlepiej wyszło to chyba Notchowi z jego Minecraftem.
Żeby taki model biznesowy zadziałał, potrzebna jest przede wszystkim gra na tyle oryginalna, nietypowa, inna od wszystkiego co dostępne na rynku, że ludzie będą skłonni zapłacić za dostęp do niej przed wszystkimi innymi.
Teraz tego typu podejście postanowiło zastosować studio Introversion. To ludzie, którzy stworzyli Uplinka już w 2001 roku, na rynku niezależnym zdążyli już więc zjeść zęby. Dotychczas jednak radzili sobie świetnie najpierw gry robiąc, a później je sprzedając. Teraz postanowili pójść za rynkowym trendem. Swoją grę najnowszą Prison Architect sprzedają już teraz, mimo że znajduje się ona dopiero w fazie alfa testów. Pisałem o tym jakiś czas temu, bo gra wygląda bardzo ciekawie (prowadzenie własnego więzienia w rozgrywce przypominającej Theme Hospital? Tak, proszę!), a reklamujący ją filmik jest bardzo zabawny. Po przeczytaniu, o co w całym zagraniu chodzi i obejrzeniu zwiastuna byłem skłonny popierać tę inicjatywę całym sercem.
A później w nią zagrałem. Zresztą, zobaczcie sami.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: ' http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/7/d/a/7daff26ad8213f7d7298f18a602538aa/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/pa_ql_gotowy.mov', });Prison Architect – gramy i komentujemy. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod I nadal jestem skłonny popierać tę inicjatywę całym sercem, bo gra jest naprawdę intrygująca i – przede wszystkim – oryginalna, a tego ciągle jest na tym rynku za mało. To taki Theme Hospital, tylko że zamiast pacjentami szpitala zajmujemy się więźniami. Zasady są podobne – dysponując ograniczonymi funduszami musimy rozplanować całe więzienie – z celami, stołówką, kuchnią, izolatkami, ambulatorium, biurami dla naczelnika, księgowej i psychologa czy nawet celą śmierci. Do tego trzeba zatrudnić personel, strażników, robotników i zadbać o ich płace. Pierwsi więźniowie przybywają znacznie szybciej, niż byśmy sobie tego życzyli i zaczyna się kombinowanie, cięcie kosztów, wynikające z niego bunty, ucieczki, zabawa na całego.
Ale przy tym wszystkim trzeba mieć pełną świadomość z czym tu mamy do czynienia.