The Urbz: Simowie w Mieście

The Urbz: Simowie w Mieście26.11.2004 08:00
Jacek Kindziuk

The Urbz: Simowie w Mieście

Właściciele konsol już co najmniej dwukrotnie angażowali się w życie rodzinki z przedmieścia. Niestety (albo i na szczęście) ani The Sims, ani The Sims: Bustin' Out nie zdobyło takiej popularności, jaką cieszyła się pecetowa odmiana tej gry. Nic dziwnego, że Electronic Arts do spółki z firmą Maxis próbują po raz trzeci ruszyć temat. Gra The Urbs: Sims in the City pojawi się w zachodnich sklepach pod koniec tego miesiąca i przyniesie odmłodzony, bardziej komediowy gameplay.

Zabawa rozpoczyna się od stworzenia bohatera. Gracz wybiera jego płeć oraz nadaje mu imię. Może skorzystać z galerii gotowych postaci, ale jeśli zechce, sam dobierze kolor włosów, wielkość nosa, rozmiar pryszczy czy klaty, gabaryty czoła, rodzaj zarostu i tym podobne detale. Skupia się oczywiście na twarzy, ale wciąż posiada wpływ na pozostałe części ciała. Dzięki temu kreacja jest ciekawsza, a jednocześnie nie przytłacza ogromem opcji jak pecetowy Tiger Woods PGA Tour 2005.

Oczywiście zabawa nie ogranicza się do stworzenia prywatnego frajera i władowania go w trójwymiarowe środowisko gry. Otóż bohaterowie programu z obdrapanego, śmierdzącego krowimi plackami przedmieścia przenieśli się do wyczesanego centrum. Zajęli mieszkanko w niewielkiej kamienicy i rozpoczęli życie typowych mieszczan. No, może nie do końca typowych, bo subkultury odkrywają w The Urbs: Sims in the City wyjątkowo dużą rolę. Ba, jednym z celów zabawy jest zdobycie zaszczytnego tytułu króla ulicy, największego wymiatacza w stolicy! W związku z tym właśnie autorzy gry podzielili całą osadę na dziewięć dzielnic. W jednej mieszkają głównie hip-hopowcy, w innej skejci. Są też rewiry opanowane przez punków i neobitników, a także akweny skażone miłośnikami popu, Christiny Aguilery i Britney Spears. By awansować na wyższy poziom, trzeba się do panujących mód dostosować, wykorzystać je do prywatnych celów i za ich pomocą podbić serca lokalnych ciołów. Oczywiście wraz ze zmianą otoczenia bohaterowie również się zmieniają. Nie obejdzie się zatem bez nowych ciuszków, totalnie odnowionego herkatu, pirsingu, dziar, biżuterii, klymy do obczajenia.

Na początku wygląd będzie miał ogromne znaczenie. Pozwoli wejść w środowisko, zyskać akceptację ziomali i ich szacunek. Później liczyć się zaczną wzajemne interakcje, nawijki i ustawki. Aby zostać królem dzielnicy, trzeba mieć potężną reputację, tę zaś zdobywa się wykonując misje, a także m.in. właśnie w kontaktach z innymi ludźmi. Rozmowy w świecie The Urbs: Sims in the City nie są zaś skomplikowane. Wystarczy wskazać osobę, temat, a następnie podtrzymywać gadkę obierając jej klimat (zielony to odpowiedź pozytywna, żółć obojętna, a czerwień negatywna i jawnie napastliwa). W międzyczasie trzeba też zadbać o zaspokojenie podstawowych potrzeb urba, m.in. żarcia, snu i czystości - w końcu szowerek z rana jest jak śmietana! Nie mniej istotna jest praca, cięcie sushi na paseczki, naprawianie bajków w warsztacie czy kelnerowanie. W każdym fachu można oczywiście się rozwinąć, zdobyć nowe umiejętności i awansować na wyższe, lepiej płatne stanowisko.

Nowa odsłona konsolowych Simsów jest nieco zwariowana i dużo bardziej młodzieżowa niż dotychczasowe. Mam wrażenie, że to dobry kierunek. Zastanawiam się jedynie, czy my, gracze konsolowi, rzeczywiście potrzebujemy tego typu gier. W końcu od strategii są komputery. My mamy wyścigi, bijatyki, zręcznościówki... właśnie do takich gier stworzono PS2 i Xboxa.

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)