The Cat Lady

The Cat Lady

Należy zacząć od tego, że The Cat Lady jest grą wyjątkową. Z szeregu względów. Najprawdopodobniej wielu może nie przypaść ona do gustu – nie są być może oni fanami klasycznej rozgrywki proponowanej przez gry przygodowe, nie interesują ich trochę „cięższe” aspekty opowiadanych historii, być może w grach elektronicznych poszukują głównie dynamicznych walorów wizualnych i męczy ich śledzenie czasem dość brutalnych zwrotów akcji. Tych, którzy jednak nie mają nic przeciwko żadnej z tych rzeczy doradzić mogę, by po grę sięgnęli – bo bez dwóch zdań jest tego warta.

The Cat Lady jest tekstem dość złożonym. Celowo nie użyłam tu słowo „gra”, gdyż sama mechanika rozgrywki nie jest być może w jej przypadku tak bardzo istotna, jak opowiadana w niej historia. Chociaż dzieje się tak często też w innych klasycznych grach przygodowych, tutaj sama rozgrywka wręcz często nie chce wchodzić w drogę fabule. Może od razu warto to stwierdzić – rozwiązania mechaniczne są w niej dość nieintuicyjne, jednak po tym, kiedy się już do nich przyzwyczaimy, gra nie rzuca wielkiego wyzwania w aspekcie poziomu trudności. Nie jest to jednak jej słaba cecha – gdyby było inaczej historia mogłaby rozmyć się, gdyż gracz starałby się raczej rozwiązywać kolejne karkołomne zagadki. Średnia trudność zagadek daje więc stosunkową płynność w przechodzeniu pomiędzy nimi – satysfakcja gracza być może nie jest więc tak duża, jednak The Cat Lady mistrzowsko rekompensuje to opowiadaną historią.

A historia opowiadania w The Cat Lady nie należy do tych, po które miło sięgnąć w wolne sobotnie popołudnie, kiedy słońce sączące się przez okno stara się nam przypomnieć o istnieniu świata na zewnątrz. Gra wciąż rzuca pod nogi kolejne problemy życiowe bohaterów, nie stroniąc w swym rozwoju od tematów niezwykle ciężkich. Fabuła zaczyna się zresztą od samobójstwa głównej bohaterki, o wiele mówiącym nazwisku – Susan Ashworth. Czterdziestoletnia kobieta, od lat pogrążona w depresji znajduje ukojenie w karmieniu i przebywaniu z okolicznymi kotami. Samotność, niezrozumienie otoczenia i całkowite odrzucenie przez tę garść ludzi, z którymi jeszcze czasami wchodzi w kontakt, skutkuje w końcu postanowieniem o ukróceniu własnego życia przez połknięcie zbyt dużej ilości tabletek. Ostatnią rzeczą, jaką widzi Susan, jest czarny kot Teacup, który zostaje z nią do samego końca.

Jak możecie się domyślić, gra nie kończy się jednak tutaj. Bo o czym miałabym pisać w reszcie tekstu. Susan przeniesiona zostaje do dziwnego miejsca, gdzie gra po raz pierwszy pokazuje swoje prawdziwe oblicze. W miejscu tym widzi swe własne martwe ciało (i to nie raz), a w końcu spotyka tam tajemniczą staruszkę, która wie o niej i jej cierpieniu być może za wiele. Daje jej ona również propozycję nie do odrzucenia – Susan zostanie wrócona do świata żywych, a za cenę tego będzie musiała wykonać tylko jedno małe zadanie dla dziwnej staruszki – pozbyć się pięciu Pasożytów. Czym są owe Pasożyty? To ludzie, którzy swym istnieniem nie przynoszą dobra innym. Właściwie ich akcje prowadzą raczej do zła w czystej postaci. Jako że są oni w stanie być niebezpieczni, Susan otrzymuje jeszcze jeden upominek, który służyć ma jej powtórnej podróży na ziemskim padole – nieśmiertelność. Tym samym, tak jak każdy szanujący się kot, podniesie się po tym, kiedy już umarła.

Susan budzi się w szpitalu, uratowana przez osobę, która zniknęła szybko po tym, jak przedstawiła się jako jej córka i gracz ma w końcu okazję zbadania dziwnego świata, ukazującego raczej wszystkie smutne i zniszczone strony życia. Jak mogliście już zauważyć, The Cat Lady nie jest grą, która jest w stanie podnieść kogoś na duchu.

Temu założeniu – depresyjności świata przedstawionego, wszechogarniającemu bólowi istnienia – odpowiada więcej elementów gry. Po pierwsze służy temu warstwa wizualna. Tym, którzy mieli już okazję widzieć The Cat Lady, z pewnością wpadła już w oko jakość wykorzystanych do budowania gry elementów graficznych. Często widać na nich artefakty, które są skutkami kompresji cyfrowych obrazów. Osobliwa (być może wydawać by się mogło, że niedopracowana) jest też animacja postaci. Wszystko to, co na pierwszy rzut oka można by było z lenistwa przyporządkować pod niedopracowanie techniczne, idealnie buduje jednak nastrój gry. Myślę, że sama rdza, rozkładające się ściany, czy utrzymywanie przedstawionych pomieszczeń w ciemności, nie byłoby w stanie dać nawet połowy tego efektu, co właśnie te, a nie inne decyzje animacyjne i graficzne. Krok po kroku przechodząc przez fabułę, odczuć można, że ten fatalny świat ledwo trzyma się razem; że w pewnym momencie szwy tandetnego i marnego życia bohaterki, budynków, w których się porusza, światów, które ma szansę odwiedzić, pękną ukazując totalną rezygnację i żałość, dziurawione przez pulchne, białe larwy much.

A temu wszystkiemu towarzyszy specyficzne udźwiękowienie. Postać Susan ma fenomenalnie dopracowany głos. Linie dialogowe (w całej zresztą grze) czytane są spokojnie, wydawałoby się z pogodną rezygnacją ukazanych w historii postaci. Głosy i jakość ich nagrania różni się tu jednak tak samo, jak różni się jakość warstwy wizualnej. I ponownie – nie jest to coś, co nie wpływa w taki czy inny sposób na świat. Być może byłyby one w stanie irytować, jeśli jakość pewnej części gry, jakiegoś jej szczegółu, wyraźnie odstawałaby od innych. W miszmaszu świata przedstawionego w The Cat Lady jednak nic nie powinno przeszkadzać graczowi, który poznać chce historię Susan. A jest to historia pełna strat, samotności i bólu, która rezonuje właśnie w tym byle jakim świecie i życiu, którym rządzi dość niegodziwy los.

Gra bierze na warsztat też inne tematy, które nie pojawiają się często w tym medium. O ile odkupienie i ucieczka przez wyrzutami sumienia były już wielokrotnie osią wydarzeń innych tytułów, które również często oscylowały w bardziej lub mniej dobrze stworzonym klimacie grozy, na palcach jednej ręki (no może dwóch) wymienić mogę gry, które opowiadają o śmiertelnych chorobach, radzeniu sobie ze śmiercią bliskich, czy próbie zbudowania przyjaźni na szczątkach własnej egzystencji. Emocje i uczucia ludzi, które ukazane są rzecz jasna nie tylko w metaforyczne sposoby, do których przyzwyczaiły nas horrory i filmy science-fiction, The Cat Lady traktuje całkiem serio, pomimo dość fantastycznej intrygi.

I zostawia nas na koniec z szeregiem przemyśleń i pytań, odnośnie naszego własnego życia oraz istnienia tych, którzy są nam w taki czy inny sposób bliscy. Chociażby to, jest moim zdaniem powodem, dla którego opłaca się sięgnąć po The Cat Lady.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥