Jak podaje Engadget, Bona Kim zapytana o ten projekt nie mówiła o sposobie grania w The Buddhist. Tytuł ten ma bowiem zerwać z powszechną praktyką prezentowania historii danego bohatera/bohaterki, którym zawsze przyświeca określony cel. Twórcy twierdzą ponadto, że jasno określone reguły i stawiane przez autorów popularnych gier zadania przyzwyczajają odbiorców do ciągłego szukania celu. A tak, ich zdaniem, wcale nie musi być.
Stając przed automatem Buddysty widzimy więc postać medytującego mnicha i... to wszystko. Ludzie odwiedzający wystawę często próbowali coś zrobić (te guziki muszą do czegoś służyć!), ale bywało tak, że po chwili na ekranie wyświetlał się złowieszczy napis Game Over. Stawiane przez nich pytania pozostawały bez odpowiedzi, bo taki miał właśnie być ten projekt. Bezcelowy? A może raczej pozbawiony celu?
Ile w tym buddyzmu? Nie mnie oceniać, ale brawa dla twórców za pomysłowość. Nawet jeśli wielu widzów odchodziło od automatu ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.