Minęło sporo czasu zanim udało mi się do niego dopchać. Na szczęście się udało! Pierwsze zaskoczenie po złapaniu za kontroler Wii U – pomimo nieporęcznego wyglądu, jest on naprawdę wygodny. Wszystkie guziki były na odpowiednim miejscu, nic mi nie wyginało paluchów w nienaturalny sposób, a i jego ciężar nie był wcale dokuczliwy.
Co do samej gry, to była dokładnie tym, na co czekałem. Dynamiczna i szybka rozgrywka, której brakowało mi od… no cóż, pierwszego Tekken Tag Tournament. Ale o tym jaka jest sama gra, możecie przeczytać w naszej recenzji.
To, co można odnaleźć w wersji Wii U, to zastrzyk totalnego szaleństwa wprost ze źródeł Nintendo. W Mashroom Mode, w który miałem przyjemność grać, oprócz dwójki zawodników na arenie pojawiały się najróżniejsze grzyby z serii Super Mario Bros. – trujące, powiększające, pomniejszające, a nawet i mega mashroom. Zebranie każdego z nich miało swoje plusy i minusy. Będąc większym zadawaliśmy mocniejsze obrażenia, jednak trudniej było uciekać przed atakami przeciwnika, „trujaki” odbierały nam życie, ale mogliśmy je wykorzystać wpychając na nie oponenta. Rozgrywka w tym trybie była tak intensywna, że po odstawieniu kontrolera miałem wypieki na twarzy i byłem zmuszony po wszystkim trochę odetchnąć.
Mogłoby się wydawać, że dodanie takich bzdurnych rzeczy jak grzybki latające tu i ówdzie czy przebieranie postaci za swoich ulubionych bohaterów Nintendo to głupota, jednak już teraz mogę stwierdzić, że będzie czego zazdrościć posiadaczom Wii U. Mashroom Mode to wspaniały tryb, a wiadomo, że to nie wszystko, co dostaniemy w tej specjalnej wersji gry. Tekken Tag Tournament 2: Wii U Edition ma moc i myślę, że dla niego warto się zastanowić nad kupnem samej konsoli.
Więcej zdjęć mojego autorstwa ze stoiska gry na TGS znajdziecie w tym miejscu. A screenshoty z Tekken Tag Tournament 2: Wii U Edition do obejrzenia tutaj.